Nieco ponad 1000 km i dotarliśmy do pierwszego punktu przeznaczenia – Wenecji!

Dzisiaj było już bez mandatu i nie licząc kładzenia nowej nawierzchni na autostradzie w okolicach Graz i 1.5h korka również na autostradzie we Włoszech, droga minęła nam całkiem sprawnie.

Michał zakochał się w tempomacie Polo a obydwoje pokochaliśmy klimatyzację – zwłaszcza w tym korku o godzinie 15, w pełnym słońcu i temperaturze 37 stopni (żeby nie psuć wrażenia, wyłączyliśmy wtedy podgląd aktualnego spalania ;P)

Tuż przed zacumowaniem do wyznaczonego kempingu zaczął prześladować nas pech. Najpierw owego kempingu w ogóle nie mogliśmy znaleźć. Paradoksalnie dopiero jak wyłączyliśmy nawigację i trochę się zgubiliśmy w jakichś zaawansowanych robotach drogowych – udało się nam odnaleźć poszukiwane miejsce. Szybko przystąpiliśmy do rozbijania namiotu i okazało się, że w naszym materacu jest dziura ;| No cóż, po raz pierwszy za to przydał się klej i srebrna taśma klejąca. Wyczerpani i mokrzy od potu chcieliśmy zaczerpnąć relaksu w kempingowym basenie … odstraszyła nas jednak cena „żetonu” – 7 euro od osoby i wybraliśmy darmowe prysznice równie chłodne 🙂 Głodni przystąpiliśmy do corocznego rytuału z kociołkami firmy Łowicz i … okazało się, że nie mamy uchwytu do naszego zestawu aluminiowych garnków a bez niego gotowanie jest bardzo utrudnione, żeby nie powiedzieć wręcz niemożliwe.

Na zakończenie kilka słów o samym kempingu. Kemping nazywa się bardzo oryginalnie – Venezia Village i od tej właściwej Wenecji, którą mamy zamiar jutro obejrzeć dzieli go raptem kilka km. Na pewno nie należy on do jakichś wielkich molochów i jak na Włochy jest w bardzo przystępnej cenie – 30 euro za noc (2 osoby, namiot, samochód) a w cenie mamy również prąd, prysznice (we Włoszech to wcale nie należy do standardu) i uwaga! wi-fi. Całość sprawia wrażenie niedawno wybudowanego – świadczy o tym choćby wygląd sanitariatów. Minusem jest niewątpliwie cena wspomnianego basenu, ale co tam – jesteśmy tu przecież tylko przejazdem.

Jutro w ramach zwiedzania wybieramy się do Decathlonu uzupełniać braki w sprzęcie kempingowym – ponoć w pobliżu są nawet dwa! – trzymajcie kciuki żeby były otwarte w niedzielę 😀

Autor

2 komentarze

  1. Dzięki bardzo za ciekawą lekturę, teraz dzień zaczynam od przeczytania bloga.Oczywiście trzymam kciuki .

  2. Witajcie, mimo trudności w Waszej podróży, zazdroszczę początku urlopu. Ja po dwóch tygodniach laby od pracy jutro wracam za biurko, Ryś i Tereska po trzech tygodniach (!). Wiem gdzie jest uchwyt do naczyń, który skutecznie utrudnił Wam gotowanie! Do odbioru po Waszym powrocie :-). Buziaki.

Napisz komentarz