Wczoraj śniadaniem w Marsylii zakończyliśmy „etap tuloński” naszych wakacji, by późniejszym popołudniem rozpocząć „etap nicejski”. W czasie podróży postanowiliśmy zobaczyć więcej i zrezygnowaliśmy z autostrady na rzecz krętych górskich uliczek. Cudne widoki, ilość zakrętów na każde 100m trasy i wszech panująca zasada, że „jeśli zjeżdżamy teraz w dół to znaczy tylko tyle, że zaraz będziemy znowu podjeżdżać pod górę” przypominały Korsykę 🙂 Po kilku godzinach pokonywania w sumie niezbyt długiego odcinka okazało się, że ostatni zjazd w dół doprowadził nas już finalnie do poziomu morza i miejsca naszego ostatniego przystanku.

Villeneuve-Loubet jest malutkim miasteczkiem nad brzegiem morza położonym między Niceą a Antibes. Camping de l’Hippodrome – miejsce naszego pobytu – zaczęrpnął swoją nazwę zapewne z toru wyścigów konnych (Hippodrome de la Côte D’Azur) pobliskiego miasteczka Cagnes-sur-Mer. Sądząc po finezyjnych kafelkach w łazienkach damskich, lata nowości ma już za sobą ;P Nie sprawia do tego wrażenia sterylnej czystości jak Camping Venezia, nie jest też tak duży i przemyślany jak Camping Port Pothuau, ale ma też swoje plusy. Należy przede wszystkim do kempingów niewielkich. Jest tu pewnie maksymalnie z 50 miejsc na namioty czy kampery. Miejsca te są baaardzo duże i świetnie wydzielone – my na swoim czujemy się jak na naszym własnym kawałku ziemi 🙂 Generalnie jest wszystko co trzeba: prąd i woda praktycznie przy namiocie, wifi – oczywiście po zakupie stosownego abonamentu, miejsca do prania czy mycia naczyń, basen itp. Niebywałym plusem jest lokalizacja. Wystarczy wyjść z kempingu i przejść kilkaset metrów by trafić na plażę … co prawda kamienistą więc do „użytku dziennego” szukamy innych, ale do wieczornych spacerów jest jak najbardziej ok. Co więcej, przy plaży zaczyna się fenomenalny bulwar, który ciągnie się przez całe sąsiednie miasteczko – wspomniane już Cange sur Mer – i byc może jeszcze dalej aż do Nicei, ale aż tak daleko jeszcze nie zaszliśmy. Miejsce to robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza wieczorem jak zapalają się wszystkie światła. Przy okazji stwierdziliśmy, że Lazurowe Wybrzeże posiada baaaaaardzo usportowionych mieszkańców. Przy bulwarze są wyznaczone dwa pasy: jeden dla rowerów i rolkarzy drugi dla zwykłych pieszych, z którego namiętnie korzystają również biegacze. Ich ilość nas poraziła. Dziś mieliśmy wręcz wrażenie, że całe nabrzeże przygotowuje się do maratonu.

Dzisiejsze przedpołudnie spędziliśmy bycząc się na plaży w Antibes. Popołudniowy kociołek i wieczorny spacer bulwarem. Jutro mamy w planach nieco bardziej intensywny dzień. Czyżby czas na wizytę w Monako ? 😀

Autor

2 komentarze

  1. Wow 🙂 Aż dwa posty na rozpoczęcie tygodnia 😉 Chciałabym napisać, że to będzie dobry dzień(tydzień), ale na 4 dni przed urlopem, to ja tu siedzę jak na szpilkach 😉

Napisz komentarz