Dzisiejszy dzień to wycieczka dla zmysłów, głównie węchu. Położone nieopodal Grasse to perfumowa stolica Francji. Niepozorne, ukryte u stóp wysokiego płaskowyżu, z dala od zatłoczonego wybrzeża sprawia z początku bardzo przeciętne wrażenie. Wystarczy jednak zagłębić się w uliczki starego miasta, by zobaczyć i poczuć czym żyją tamtejsi mieszkańcy.

Grasse to nie tylko francuskie, ale również światowe centrum produkcji naturalnych aromatów. Otaczają je równiny, gdzie hodowane są kwiaty, które przyniosły miastu fortunę (wg. wikipedii jest to nawet 600 mln € na rok!). Po dziś dzień działają tam najstarsze i najsłynniejsze perfumerie: Galimard, Molinard i Fragonard. Esencje produkowane w Grasse wykorzystywane są na miejscu lub wysyłane np. do Paryża do wielkich wytwórni perfum.

Prawie każdy butik ma w swojej ofercie perfumy, mydła, pachnące balsamy, lawendowe poduszeczki czy innego rodzaju wyroby, które łączy jedno – pachną. Ba, coś pachnącego sprzedaje również każda apteka ;D Ale to nie koniec. Mieliśmy to niebywałe szczęście trafić na ostatni dzień, kiedy w miasteczku urządzane są tzw. „sjesty perfumowane”. Na niewielkim placu rozstawiono leżaczki (zarówno w cieniu jak i na słońcu), które można zająć by rozkoszować się delikatnym zapachem perfum rozpylanych co raz z przewodów zawieszonych ponad ziemią. Bajka! Ja mogłabym tam leżeć bez końca. Takie same przewody zawieszone były również nad wąskimi uliczkami starówki – tam można było wąchać do woli siedząc w jednej z małych przytulnych kafejek.

Grasse w ogóle wywarło na nas artystyczne wrażenie. W korytarzu parkingu podziemnego na ścianach wisiały plakaty przedstawiające różne obrazy, wśród białych kafelków co raz można było dostrzec kwiatek a z głośników sprzętu grającego „pana parkingowego” dobiegała muzyka poważna. O wiele więcej niż standardowo było również małych galeryjek czy też butików sprzedających przeróżne rękodzieła. Z każdym takim spostrzeżeniem Grass podobało nam się coraz bardziej. To był kolejny udany dzień.

Autor

3 komentarze

  1. Faktycznie mieliście szczęście, że udało się Wam załapać na te niecodzienne „sjesty perfumowane”. To musiało być niesamowite uczucie – tonąć w morzu aromatów. Wczoraj, tj. w środę, ruszył 68 Festiwal Filmowy w Wenecji, który będzie trwał 11 dni. Może zmierzając ponownie w kierunku wschodnim wstąpicie rzucić okiem na to wydarzenie – w końcu ci, którzy biorą udział w festiwalu tak jak Wy chodzili po „czerwonym dywanie” (to prawie jakby byli Waszymi znajomymi) :-).
    Michał, gratuluję zdjęcia dzieci w otoczeniu budynków, cóż za kontrast… To kolejna fotka moim zdaniem na miarę World Press Photo.

  2. Ania ma racje, to zdjęcie to jak obraz wielkiego mistrza malarstwa sztalugowego.

  3. Miejsca przez Was odwiedzane są tak interesująco i sugestywnie opisane i udokumentowane fotograficznie , że w zasadzie już wiem gdzie nie muszę jechać na wycieczkę ponieważ zobaczyłbym coś co juz znam. Czekam na dalsze opisy. Pozdrawiam

Napisz komentarz