Dzisiejszy dzień od rana zapowiadał się bardzo ładnie, już około 9 było bardzo ciepło i słonecznie. Wczorajsze leniuchowanie poszło w niepamięć – postanowiliśmy udać się na zwiedzanie starego miasta. Na starówkę dotarliśmy pieszo promenadą ciągnącą się przy samym wybrzeżu – 15 min spacerem.

Stare miasto, mimo swej krótkiej historii – zostało założone dopiero w XIV w. – już na wstępie ukazuje swe uroki. Starówka położona jest na zboczu, znacznie powyżej promenady którą dotarliśmy, co niestety przekłada się na pokonywanie co raz to kolejnych schodów. Najpierw spora ich ilość prowadzi do bramy, potem dostajemy się na plac, z którego jest już nieco prościej.

Miasto od założenia wielokrotnie zmieniało właściciela, co tylko podkreśla jak duże znaczenie miało w ówczesnych czasach. Położenie u wejścia Boki Kotorskiej pozwalało kontrolować zarówno pobliską część Adriatyku jak i ruch w samej zatoce, a także pobierać opłaty za możliwość wpłynięcia. Zanim założono twierdzę, mieszkali tu Ilirowie, Grecy i Rzymianie. Następnie kontrolę przejęło Bizancujm, później tereny te należały do państwa Nemanjiciów. Dopiero król Bośni Tvrtka I postanowił zbudować tutaj twierdzę – Sveti Stefan – którą jednak zwyczajowo nazywano Novi. W XV stuleciu na cześć Stjepana Vukcicia-Kosacy (Hercegowina) miasto otrzymało imię Herceg Novi. W późniejszych latach znajdowało się jeszcze w rękach Turków, Hiszpanów, Wenecjan, Austrii, Rosji, Francji, dopiero po I wojnie światowej trafiło do rąk Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców.

Symbolem miasta jest mimoza. Na przełomie stycznia i lutego, kiedy mimoza zakwita, odbywa się trwające 3 tygodnie Święto Mimozy – cykl imprez artystycznych, festiwali, koncertów, przedstawień i defilad. Dla mieszkańców jest to oznaka … końca zimy 😉

Na starym mieście spędziliśmy kilka godzin, plącząc się w łańcuchu ulic, odkrywaliśmy co raz to nowe jego zakamarki. Spacery w upale dały nam się we znaki, dla ochłody udaliśmy się więc do knajpki, w której serwowano różnego rodzaju koktajle i przysmaki lodowe – nie mogliśmy nie skorzystać. Przy okazji odpoczynku utwierdziliśmy się na dobre – Czarnogóra to kraj kotów 🙂

W drodze powrotnej zmieniliśmy trochę trasę, poznając tym samym trochę lepiej otaczającą nas okolicę. Ba, nawet znaleźliśmy preferowaną od dziś sieć marketów – Voli.

Tuż po naszym powrocie, odwiedził nas gospodarz domu, w którym wynajmujemy pokój. Sprezentował nam białe wino produkcji swego ojca. Być może była to odpowiedź na nasz powitalny gest w postaci Tyskiego piwa – niemniej byliśmy bardzo mile zaskoczeni. O winie opowiemy więcej po degustacji.

 

 

 

Autor

3 komentarze

  1. Ślina wydziela się w zwiększonej ilości na widok koktajli, a jestem jeszcze bez śniadania…
    Cieszę się, że macie co zwiedzać i oglądać, a my wszyscy z wami – poprzez zdjęcia. Wąskie uliczki starych miast są przeurocze, ale nie chciałabym, by sąsiad zaglądał do mieszkania przez okno. Macie ładną pogodę, a i u nas nie jest źle – słonecznie, chociaż nie tak ciepło. Uściski dla was obojga…

  2. O! Tyle nowości 🙂 Lubie takie poniedziałki 😉 Widoki super 🙂 Widzę, że ciężka praca nad opalenizną przynosi zasłużone efekty 😀 Spiący kot w kanjpie – super 🙂

  3. Cieszę się ,że trafiacie w swoich podróżach na tak ciekawe miejsca. Dzięki Wam ja też wirtualnie mogę sobie „pozwiedzać” i spędzić mile czas na czytaniu bardzo ciekawych wpisów i oglądaniu uroczych zdjęć. Czekam z niecierpliwością na następne. Pozdrawiam cieplutko.

Napisz komentarz