Alejki Starego Miasta pokryte kramikami prosto z Turcji. Zdobione tkaniny, frędzle, cekiny, brzęczące korale – miłośniczki tańca brzucha mogą się tu ubrać od stóp do głów. Rękodzieła ze srebra i metalu, koronki, haftowane obrusy, komplety do parzenia prawdziwej bałkańskiej kawy, ale i tradycyjne magnesy na lodówkę, kubki i pocztówki. Całość bardzo jarmarczna, ale w taki inny – nieco egzotyczny sposób. Wystarczy jednak spojrzeć pod nogi na zabytkowy bruk z wyślizganych tysiącami stóp kamieni, odnaleźć na stoiskach osławione już długopisy czy figurki z łusek po pociskach, czy wzrokiem odszukać najważniejszy symbol miejsca – Stari Most – by nie mieć żadnych wątpliwości gdzie się znajdujemy. Mostar.

Nazwa Mostar pochodzi najprawdopodobniej od słowa „mostari”, którym nazywano strażników mostu łańcuchowego zbudowanego nad Naretwą. W jego sąsiedztwie, na zlecenie tureckiego sułtana Sulejmana, zbudowano w 1566 roku most kamienny – dziś nazywany Starym Mostem. Przez wieki był on symbolem pojednania wschodu z zachodem. Niestety, 9 listopada 1993 roku pod ostrzałem chorwackich czołgów, Stary Most runął w toń Neretwy. Wydarzenie to było szokiem dla opinii międzynarodowej i doskonałą metaforą całej wojny w Bośni, w której wygrała siła, przemoc i barbarzyństwo niszczące bezwzględnie historię, tradycję i pamięć o wspólnym „bałkańskim” życiu. Od zakończenia wojny miasto jest powoli odbudowywane, wciąż jednak widoczne są w nim ślady walk.  W lipcu 2004 roku, miało miejsce odsłonięcie pieczołowicie odtworzonego Starego-Nowego Mostu. Rok później został on wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Powolnym krokiem obeszliśmy turecką starówkę i okolice, oglądając Stary Most co raz to z innej perspektywy. Pierwszy raz w życiu weszliśmy też do meczetu. Wybraliśmy Meczet Karadoz-Bega – największą świątynię muzułmańską w mieście, wybudowaną w 1557 roku i uważaną za najpiękniejszą w całej Hercegowinie. Byłam przekonana, że w takim negliżu jakim są szorty, krótki rękawek, sandały i brak nakrycia głowy zostanę stamtąd czym prędzej pogoniona. 2 € za wejście uczyniło jednak cud i żaden muzułmański piorun mnie nie pokarał. Dodatkowy datek w postaci 1 € i moglismy wspiąć się na minaret. Nie było może strasznie wysoko, ale szerokość balkonika na dwie stopy (moje, nie Michała) i stosunkowo niska barierka działały na wyobraźnię a dokładniej na zmiękczenie moich kolan. W końcu jednak było warto. Z minaretu przepięknie widać panoramę całego miasta.

Wizyta w Mostarze miała również swój niewielki cel poboczny – restaurację Šadrvan. Aguś Ty wiesz jak tam karmią 😉 Od dziś jesteśmy zadeklarowanymi miłośnikami kuchni bałkańskiej! Zamówiliśmy obiecująco brzmiący i wyglądający „national plate for 2 persons” czyli talerz lokalnych przysmaków dla dwojga i … możemy umrzeć szczęśliwi. Dokładny opis  zawartości „talerza” zostawiam do specjalnego wpisu dotyczącego wszelkich bałkańskich dań lub trunków, które udało nam się tu spróbować.

Na zakończenie dziękujemy wszystkim trzymającym kciuki za pogodę. Znowu się udało! Co więcej, wszystko wskazuje na to, że w tym czasie w Herceg Novi ładnie popadało. Mokre ulice, kałuże i nasze suszące się kąpielowe ręczniki, które ktoś przezornie schował pod dach. To się nazywa szczęście!

Autor

7 komentarzy

  1. ;););)Prawdziwa bośniacka kawa… Obudziłaby wszystkich o wiele szybciej niż tradycyjnie poranna rozpuszczalna z mlekiem.
    Nie mogłam się doczekać „waszego” Mostaru i nic dziwnego – było na co czekać. Wasze opisy i zdjęcia przenoszą w zupełnie inny klimat…

  2. Oh! Nie mogłam się doczekać tego wpisu 🙂 Cudne zdjęcia. Wspomnienia wróciły :). A ja z chęcią wróciłabym do Šadrvan 🙂 W Warszawie jest bałkańska restauracja Banja Luka – ponoć rewelacja, więc kiedyś koniecznie musimy wypróbować 🙂 Widzieliście skok do wody?:)

  3. Aga, niestety nie. Ja bym tego nie przegapił, jakiś cykor był chwile postał na krawędzi i uciekł 😉

    • No my czekaliśmy dość długo, 2 chłopaków skakało na zmianę. Jeden zbierał kasę w czapkę, a drugi udawał, że już już skacze. Jak nam się znudziło czekanie – to skoczył 😉 Widzieliśmy tylko jak wyłazi z wody. Potem ten skaczący zbierał kasę, a naganiacz skakał 🙂 Moi rodzice mówili, że za ich czasów też skakali, to jakaś ich dziwna tradycja 🙂 Mamy film, gdzie na otwarciu tego mostu po odbudowaniu wznawiają tradycję i skaczą 🙂

      • Monia Odpowiedz

        U nas ponownie. Czekaliśmy i czekaliśmy. Tamten zbierał i zbierał, tylko natrafił na jakąś polską wycieczkę, których tego dnia było prawdziwe zatrzęsienie, więc chyba zbyt dużo nie zebrał ;D Strzelił focha i sobie poszedł.

        Wg przewodnika to jest jakiś nieformalny konkurs na Ikara Mostaru. Niestety nie piszą o nim więcej a ciekawe od kiedy oni tak skaczą 😉

  4. Misiu jeżeli twoje kolana zmiękły ,to ja już na samą myśl mam zawrót głowy. Aż smutno się robi na myśl, że takie piękne miasto było niszczone przez wojnę.

Napisz komentarz