Witamy Was już prawdziwie wakacyjnie! Za nami nieco ponad 1000 km i 13h w samochodzie. Pierwszy nocleg (i do tego jedyny planowany) mamy w austriackim miasteczku Sankt Veit an der Glan (niedaleko Klagenfurtu).

Dzisiejsza trasa wymęczyła nas nadzwyczajnie. Najpierw odcinek polski tradycyjnie dał w kość i nawet te 90 km autostrady(!) A4 nie mogły nam tego wynagrodzić 😉 Następnie pierwsze słowackie 60 km zdawało się nie mieć końca a gdy już wjechaliśmy na słowacką autostradę i w głowie mieliśmy już tylko niczym niezmąconą dynamiczną jazdę, warunki w Austrii szybko sprowadziły nas na ziemię. Zupełnie jakby na trasę wyruszył absolutnie każdy Austriak. Do tego częste roboty drogowe zabierające po całym pasie, nie mówiąc już o wszechobecnym stylu jazdy. Na ten temat Michał zapewne ma więcej do powiedzenia. Mi utkwiło jedno określenie „strażnicy lewego pasa” 😀

Ok 18:30 dotarliśmy do hotelu. Z początku przeżyliśmy małą chwilę grozy, gdy okazało się, że system rezerwacyjny przypisał nas na 30stego, ale lipca … Całe szczęście Pani była bardzo miła i – tu jeszcze większe szczęście – dysponowała wolnym pokojem 😉 Hotel wybraliśmy ze względu na niesamowity wygląd, położenie i cenę. O samym miasteczku nie wiedzieliśmy nic a okazuje się, że jest absolutnie przeurocze. Krótki spacer po deptaku a wróciliśmy totalnie oniemieni. Niby mała mieścina a wszystko jest tu zapięte na ostatni guzik. Czysto, cicho, klombiki przystrzyżone, obok restauracji na deptaku place zabaw dla dzieci, ławeczki, oświetlenie – wszystko jak z obrazka. To się nazywa prawdziwy bonus noclegu na trasie.

Jutro wyruszamy dalej. Przed nami dzień pełen wrażeń. Nie wiem czy zdołamy się do Was odezwać. Jeśli nie, to trzymajcie kciuki, żebyśmy w niedzielę byli już na wyspie a do tego on-line.

Autor

Comments are closed.