Dla każdego fana dobrego jedzenia Włochy to niekończące się źródło wspaniałych smaków i inspiracji.  Sardynia – mimo, iż sama w sobie lubi podkreślać swoją odrębność – w tej kwestii akurat nie różni się wcale od kontynentu. Jako absolutni wielbiciele włoskiej kuchni nie mogliśmy przejść obojętnie obok wielu sardyńskich pyszności mimo, iż ekonomiczny wymiar naszego wyjazdu zakładał tradycyjnie polskie „kociołki” i spółkę. Oto czego udało nam się spróbować.

Kawa

Kult kawy widać na każdym włoskim rogu. Profesjonalny ekspres do kawy dumnie prezentował się nawet w naszym kempingowym barku. Warto zaznaczyć, że dla Włocha kawa oznacza espresso i takich espresso w ciągu dnia rodowity Włoch wypija nawet i kilka. Espresso to również jedna z niewielu rzeczy, która cenowo wychodzi taniej niż w Polsce, ponieważ za filiżankę zapłacimy przeważnie 1 euro. Espresso wzmocnione odrobiną brandy lub grappy to caffè corretto. Na śniadanie popularne jest cappuccino najczęściej w towarzystwie cornetto – kuzyna francuskiego croissanta – z nadzieniem z marmolady, czekolady lub bez. W restauracyjnym menu pełno jest oczywiście i innych kawowych specjałów typu latte i macchiato, jednak na kawiarnianych stolikach królują niezaprzeczalnie małe filiżanki. Poproszenie o caffè Americano czyli o taką – w polskim mniemaniu – standardowych rozmiarów czarną kawę może się spotkać z wrogim spojrzeniem kelnera 😉 albo przynajmniej utwierdzeniem go w przekonaniu, że ma przed sobą stuprocentowych turystów.

Desery

GelatiMówi się, że włoskie lody są najlepsze na świecie i choć nie próbowaliśmy lodów z każdego zakątka Ziemi, wierzymy że jest w tej opinii 100% prawdy. Włoskie gelati to przede wszystkim niesamowicie wyraźny smak. Smak którego nie musimy się doszukiwać przez całą „gałkę”, które – warto przypomnieć – są naprawdę pokaźnych rozmiarów 😉

Kolejne dwa miejscowe klasyki, których próbowaliśmy to:
Tiramisu – nasączone kawą biszkopty przełożone kremem z sera mascarpone, jajek i cukru posypane z wierzchu kakao. Nasz „egzemplarz”, choć pyszny, nie ustępował jednak temu serwowanemu w naszej ulubionej La Traviacie.
Panna cotta – deser z mleka, śmietany i cukru podgrzanych i wymieszanych z żelatyną po czym schłodzony do stężenia, podany z konfiturą jagód. Tym razem sardyńska wersja górą.

Obiad

Rozmiar włoskiego obiadu wprawia w zakłopotanie nawet takich obżartuchów jak my ;D. Powinien rozpocząć się od przystawki (antipasti), następnie być kontynuowany przez danie z makaronu (pasta) by w końcu móc przejść do dania głównego, czyli np. czegoś z mięsa (carne). Na koniec obowiązkowo deser.
Pane CarasauPodczas naszej restauracyjnej kolacji postawiliśmy na typowe przystawki: kawałki melona zawijane w szynkę parmeńską (prosciutto) a także talerz sardyńskich wędlin i serów, wśród których królowały surowe, długo dojrzewające szynki, salami i ser owczy pecorino. W ramach nakrycia stołu dostaliśmy także koszyczek z pieczywem, w którym królował typowo sardyński specjał – „papier nutowy” (pane carasau) – cienkie, łamliwe, chrupiące placki. Całości dopełniała miseczka z zielonymi oliwkami polanymi oliwą z oliwek z czosnkiem.

PastaO makaronie można by śmiało napisać elaborat. W lodówkach niemal każdego supermarketu pełno jest gotowych, świeżych makaronów wszelakich rodzajów począwszy od tagliatelle (wstążki) czy farfalle (kokardki) przez gnocchi (coś w rodzaju włoskich kopytek) skończywszy na włoskich pierożkach czyli ravioli lub tortellini. Restauracje często robią swoje makarony – jest to wtedy wyraźnie odnotowane w menu.

Pizza

Pizza italianaNasze sardyńskie wakacje utwierdziły nas w przekonaniu, wywiezionym po krótkiej wizycie w Wenecji dwa lata temu – najlepszą pizzę robią Włosi i nie mają w tym temacie konkurencji. Wówczas rozpływałam się nad kawałkiem za 2 euro kupionym w przydrożnej budce, na którym był zaledwie sos, ser, szynka i pieczarki i z przekonaniem obwieściłam, iż był to najlepszy kawałek pizzy w życiu! Na Sardynii przyszedł czas na kolejne takie kawałki 😉 Serowa, pepperoni, ze szpinakiem, wołowiną a nawet z pieczonymi ziemniaczkami! Każda zasługuje na odrębny opis. Jednak wspomnieniami najchętniej będziemy wracać do pizzy frutti di mare z restauracji La Vecchia Lampara w Cannigione. To była prawdziwa uczta ze świeżymi owocami morza. Muszli małży i sercówek było tyle, że dostaliśmy specjalną miskę by móc je tam odkładać.

Alkohole

CannonauPrzyznam, że zaskoczył nas fakt, że nie tylko winem Sardynia stoi, nie mniej o winie nie można nie wspomnieć, zwłaszcza jeśli jest to Cannonau. Z tego co wiem, szczepu tego nie znajdziemy nigdzie indziej. Mówią też, że jest to wino o najstarszym rodowodzie na świecie i to w nim Sardyńczycy upatrują przyczyn swojej długowieczności.

Prawdziwym ewenementem było sardyńskie piwo Ichnussa – lager wytwarzany w okolicach Cagliari od 1912 roku. Smak może nie jest jakiś szczególny, ale w upalne dni zimna ichnussa to było najlepsze co mogło się przydarzyć 😉 No i w ogóle brawa za tą piwną inicjatywę. Ichnussa

Na koniec jeszcze jedna sardyńska specjalność – mirto – słodki likier z owocu o nazwie mirt zwyczajny, uprawianego w regionie morza śródziemnego. Czerwone mirto robi się z owoców a białe z liści. Zawartość alkoholu to ok 30% vol. Najlepiej smakuje bardzo schłodzone. To właśnie z pomocą mirto wznosiliśmy toasty za przyjaźń polsko-sardyńską.

Autor

Napisz komentarz