Paryż zdecydowanie się ochłodził. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze przedwczoraj mieliśmy tu niemal lato a wczoraj wieczorem i dziś dziękowałam swojej intuicji, która kazała mi spakować rękawiczki 😉 Nie zdejmowałam ich dziś za często, bo dzień był w większości spacerowy.

Place du Tertre (Montmartre)Przed południem pojechaliśmy pospacerować po Montmartre – historycznym fragmencie Paryża położonym na wzgórzu o tej samej nazwie, znanym ze swej artystycznej duszy. To tu mieszkały i tworzyły niegdyś wielkie nazwiska: Auguste Renoir, Henri Toulouse-Lautrec, Pablo Picasso a także Wojciech Kilar czy Sławomir Mrożek. Plątanina wąskich ulic, po których o dziwo jeżdżą autobusy komunikacji miejskiej(!), pełnych ukrytych placów, sklepików z pamiątkami i uroczych kafejek wprowadziła na chwilę wakacyjny klimat. Równie dobrze mogły być to zaułki francuskiego Grasse, czarnogórskiego Kotoru, chorwackiego Dubrovnika czy starówki włoskiego Alghero. Na placu Tertre artyzm dzielnicy był wręcz namacalny. Dziesiątki kramików artystów sprzedających swoje prace: pejzaże, portrety od ręki, karykatury, rysunki wieży Eiffla w przeróżnych wydaniach czy nawet wycinanki profili twarzy turystów 😉

Bazylika Sacré-Cœur (Montmartre)Tłum gęstniał, powoli zbliżaliśmy się do bazyliki Sacré Cœur, której biała wyniosła sylwetka stanowi nierozerwalną część paryskiego krajobrazu. Wzniesiona została dla upamiętnienia 58 tysięcy żołnierzy francuskich poległych w wojnie francusko-pruskiej. Jest naprawdę piękna. Efekt – poza tabunami ludzi – psuje tylko „ekipa porządkowa”, która ucisza i pilnuje by nie robić zdjęć.

Osobliwa naleśnikarnia Le Tire Bouchon (tłum. korkociąg) na MontmartreZaczęło kropić. Schowaliśmy się więc w naleśnikarni Le Tire Bouchon o bardzo osobliwym wystroju. Wszystkie ściany i sufit pokryte były poprzyklejanymi karteczkami, zdjęciami, ulotkami, banknotami różnych krajów – mniemamy, iż to swego rodzaju pamiątki pozostawione przez klientów na przestrzeni wielu lat. W środku tłum i starszy pan przygrywający klientom na pianinie – wzięliśmy to za dobrą monetę. Postawiliśmy na francuskie smaki: zupę cebulową, naleśniki z 4 rodzajami sera i cydr do picia.

Galeria LafayetteNastępnie chciałam z ciekawości zobaczyć osławioną Galerię Lafayette, której ogrom ponoć powala i w której można kupić dosłownie wszystko. O mój Boże 😉 Wyszliśmy szybciej niż weszliśmy! Nie wiem jak ktokolwiek może robić tam zakupy. Nie dość, że galeria jest tak ogromna, że w punkcie informacji trzeba wziąć specjalna mapkę (jak w muzeum) żeby się jakkolwiek w niej zorientować, to jeszcze te tabuny ludzi przedzierające się od stoiska do stoiska. I choćbym weszła tam z pełnym portfelem (bo generalnie wśród tych wszystkich uroczych marek stać nas pewnie było co najwyżej na papierową torebkę), to momentalnie i tak straciłabym chęć do jakichkolwiek zakupów.

Uciekając z dala od zgiełku tej przeklętej ulicy, która mieści tuż obok kolejną galerię handlową podobnych rozmiarów, przespacerowaliśmy się jeszcze trochę kierując się w stronę metra, które zabrało nas w „nasze” spokojne strony.

Wieczorem postanowiliśmy zaszaleć i wybraliśmy się na kolację z prawdziwego francuskiego zdarzenia. Miało być francusko (żadne tam pizze, burgery czy inne zagramaniczne wynalazki) i na bogato ;D przystawka, danie główne, deser i wino ;D Nie wiedzieliśmy tylko gdzie się udać. Postanowiliśmy poszukać czegoś w naszej dzielnicy. Zdecydowaliśmy się na restaurację Afaria i był to strzał w dziesiątkę. Krótka karta – Magda Gessler by pochwaliła – niezmiernie sympatyczna obsługa i to jedzenie. Każdy kęs to był absolutny zachwyt. Lepszego wieczoru pożegnalnego z Paryżem nie moglibyśmy sobie wymarzyć.

Autor

1 komentarz

  1. Kończy się niestety Wasz pobyt w stolicy Francji, a co za tym idzie, również moja wędrówka po Paryżu. Mam tylko nadzieję, że podobnie jak ja, będziecie z radością powracać do tych pięknych widoków i wrażeń. Do zobaczenia!

Napisz komentarz