Meteory – piękny i niepowtarzalny „skalny las”, który powstał w wyniku wydrążenia wąwozów w wapieniach gór Pindos przez rzekę Pineios i jej dopływy. Skalne korony noszą na swoich szczytach słynne klasztory będące symbolem ortodoksyjnego życia zakonnego (a w przypadku Ani pokonywania własnych słabości a dokładniej lęku wysokości). Trud budowniczych można poczuć już od pierwszego klasztoru. Przez długi czas jedynym sposobem dotarcia na górę były ruchome drabiny lub kosze podwieszane na linach ciągniętych przy pomocy kołowrotków. Jak czytamy w naszym zielonym przewodniku, liny te zmieniano na nowe dopiero po zerwaniu się starych. Dziś kosze wykorzystywane są tylko do transportu zaopatrzenia. Na nasze szczęście, lub też nie, musieliśmy pokonać „jedynie” setki stromych schodów aby znaleźć się na szczycie.

W drodze na Agios NikolaosPierwszą zdobytą skalną koroną był klasztor Agios Nikolaos. Bardzo skromny i niewielki – posiada jedynie dziesięć cel a katolikon mieści raptem trzy osoby. Jego niesamowity mistyczny klimat, trochę oderwany od rzeczywistości, oczarował nas całkowicie. Pomimo opuszczenia przez mnichów w XIX w. jego magia pozostaje wciąż żywa.

VarlaamKolejnymi klasztorami jakie odwiedliśmy były Wielki Meteor (Megalo Meteoro) i Varlaam. To już niestety prawdziwie komercyjne molochy, wciąż piękne, jednak na próżno szukać tam mistycznej atmosfery. Sklepy z „pamiątkami”, czytaj wszystkim co można kupić w wystawionych przed klasztorami kramikach. To dobry przykład jak turystyka „pomogła” zniszczyć te miejsca. Być może dlatego niektórzy mnisi postanowili szukać schronienia na górze Athos i opuścili Meteory. Mimo wszystko, próbując zachować pozory, na wejściu wymagano aby panie były ubrane w spódnicę. Zadziwiające, że ubiorem niegodnym były w ich przypadku długie spodnie. Na krótkie spodenki panów przymykano oko, mimo tablic informujących, iż są one zabronione. Monika i Ania, były dobrze przygotowane i nie musiały korzystać ze spódnic dostępnych w klasztorach do wypożyczenia.

Atrakcją nieco innego sortu była bardzo głośna wycieczka z Polski. Podszczypująca się nawzajem para w stanie wskazującym – nie ma problemu. Komentarz w stylu: do następnego nie ma co iść, w każdym jest to samo (mowa o klasztorach) powalił mnie z nóg.

Agios StefanosAgios Stefanos – ostatni na naszej trasie klasztor goszczący wspólnotę mniszek. Miejsce bardzo ładne i zadbane, widać rękę kobiety ;). Niemniej jednak pozostawiło u nas lekki niedosyt, ze względu na zamknięcie ekspozycji muzealnych (które były dostępne w pozostałych klasztorach). Bilet natomiast kosztował normalnie (3 €).

MeteoryDzień zakończyliśmy wspólnym gotowaniem 🙂 Planowo jutro mieliśmy wyruszyć w dalszą drogę, ale urok miejsca sprawił, że zastanawialiśmy się nad pozostaniem dzień dłużej. Leon podjął decyzję za nas, dostał udaru słonecznego (czytaj mamy problem z chłodnicą, gubimy płyn, ale na szczęście silnik się nie gotuje, więc z butlą wody jesteśmy w stanie się przemieszczać na niewielkie odległości) i póki co zostajemy. Grecy okazali się tutaj pomocni, omówienie problemu z właścicielką kempingu, pojawienie się jej brata z kolegą mechanikiem i w poniedziałek jedziemy do warsztatu. Mam nadzieję, że problem uda się sprawnie rozwiązać i najdalej we wtorek ruszymy dalej.

Autor

2 komentarze

  1. Po prostu zapiera dech, chyba nawet ja bym pokonała swój lęk wysokości, żeby to zobaczyć, jestem pod dużym wrażeniem. Trzymam kciuki za Leona.

  2. Dzisiaj wróciliśmy do domu i oczywiście nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności odczytania waszych wpisów i obejrzenia zdjęć.
    Jesteśmy zauroczeni Meteorami. To wprost nieprawdopodobne, że natura stworzyła coś tak cudnego… A dzięki wam i my mamy możliwość podziwiać takie krajobrazy.
    Mamy nadzieję, że „lekarz” uzdrowi Leona i dalsza droga będzie bez problemów. Pozdrawiamy waszą dzielną trójkę+Leona.

Napisz komentarz