Adres

422 00 Kastraki, Kalambaka, Grecja

WWW

http://www.campingkastraki.gr/

Sposób rezerwacji

Brak.

Cena

Nie wiem czy jest jakiś oficjalny cennik. Nie ma go na stronie, nie poznaliśmy go również na miejscu. Ceny ustala „mama” (właścicielka) – tak ją ochrzciliśmy 😉 Dla nas było to 30 € za noc w dużej przyczepie.

Długość i termin pobytu

4 noce / wrzesień 2014

Dojazd

Bardzo prosty. Pierwsze znaki są już w Kalambace. Po minięciu miejscowości trzeba przejechać ok 1 km dojeżdżając tym samym do Kastraki. Kemping znajduje się po lewej stronie i jest bardzo dobrze oznaczony.

Okolica

Kalambaka to typowo turystyczna miejscowość i podejrzewam, że znajdziemy tam wszystko co potrzeba. Z kempingu jest do niej zaledwie kilometr tak więc spokojnie można dojść tam pieszo. Kastraki to punkt wyjściowy do wycieczki na Meteory. Piękne widoki w gratisie są praktycznie wszędzie.

Parking

Nie ma jakiegoś specjalnie wyznaczonego parkingu. Samochody zostawiamy po prostu gdzie jest miejsce.

Ogólne wrażenie

Niezapomniane! Kemping nie jest najmniejszy, ale jego rozmiar wcale nie jest przytłaczający. Vrachos ma przede wszystkim klimat rodzinnego biznesu z tradycjami, którego próżno szukać nawet na najlepszych nowoczesnych kempingach. Od pierwszego dzień dobry do ostatniego do widzenia czuliśmy się po prostu jak w domu.

Do wynajęcia są przyczepy kempingowe (tzw. caravans) lub poletka pod własne namioty, przyczepy czy kampery. Wspomniane caravans są już niestety wiekowe a do ich czystości, świeżości zasłonek czy prześcieradła można się z powodzeniem przyczepić. Jednakże przy całej tej klimatycznej otoczce i atmosferze nie stanowiło to dla nas większego problemu. W naszej przyczepie praktycznie tylko spaliśmy lub chowaliśmy się przed deszczem a do tego dysponowaliśmy własną pościelą i śpiworem.

Sanitariaty sprzątane praktycznie na okrągło. Oddzielne zlewy do prania czy mycia naczyń Basen z pięknym widokiem na Meteory (trochę za mało leżaków). Zadaszone miejsca z drewnianymi stołami i ławkami a także ogólnodostępne miejsca na grilla, lodówki a nawet kuchenki gazowe. Kilka fajnych kotów (zwłaszcza jeden :)). No i tawerna – królowa kempingu. Krótka karta, ale co pozycja to prawdziwa pychota a do tego bardzo, ale to bardzo przystępne ceny.

W tawernie działa również mini sklepik, w którym co rano można dostać świeże pieczywo i kilka najpotrzebniejszych produktów spożywczych. Na drzwiach wywieszonych jest również sporo praktycznych informacji dotyczących klasztorów (godziny otwarcia, ceny, wymagany ubiór, mapka) jak również godziny kursów autobusów czy pociągów.

Obsługa

Wygląda na to, że kemping jest biznesem rodzinnym i to z tradycjami (prowadzony od 1965 roku). Każdy z członków rodziny był niezmiernie sympatyczny i pomocny (awaria samochodu nie mogła nam się przytrafić w lepszym miejscu – leonowy mechanik był przecież dobrym znajomym syna właścicielki). My dogadywaliśmy się bez problemu po angielsku a inni klienci po francusku, niemiecku czy nawet włosku. Wiadomo, że nie były to dyskusje o problemie głodu w krajach trzeciego świata, ale do podstawowej komunikacji poliglotyzm właścicieli był na właściwym poziomie.

Zacieśniane więzy uwidaczniały się wraz z rosnącym rozmiarem gratisowego deseru po posiłku a swoją kulminację miały w dniu wymiany „souvenirów” na pożegnanie

Internet

Darmowe wi-fi jest dostępne na terenie tawerny i niestety tylko tam. Jego szybkość rekompensuje jednak tą małą niedogodność.

Czy polecilibyśmy to miejsce znajomym?

Zdecydowanie tak! To niezaprzeczalnie jeden z naszych ulubionych kempingów. Taki, w którym liczy się przede wszystkim klimat tworzony przez osoby go prowadzące (i w nim gotujące!).

Autor

Napisz komentarz