Wczoraj odbyła się nasza ostatnia „poważna” wycieczka z cyklu zwiedzanie – Saloniki. W lepkim jak klej powietrzy udało nam się zrealizować cały spacer zaplanowany przez zielony przewodnik. Jedyny szkopuł w tym, że w Grecji sjestę mają nawet zabytkowe kościoły. Ze wszystkich na trasie mogliśmy więc wejść zaledwie do jednego.

Osobiście Saloniki podobały mi się bardziej od Aten. W stolicy poruszaliśmy się jednak głównie po historycznej części miasta, więc takie porównywanie jest być może nieco nad wyrost. Zgodnie stwierdziliśmy jednak, że na taki pierwszy rzut oka Saloniki wydają się po prostu czystsze a tym samym powietrze ma tam przyjemniejszy zapach.

Saloniki - kościół św. DymitraPodczas naszego spaceru zabytkowe budowle czy ruiny wyrastały często jak spod ziemi. I tak jak jakiś mały kościółek wklejony gdzieś za kolejnym zakrętem, w stromej uliczce Górnego Miasta nie był aż tak wielkim zaskoczeniem, tak odkopane ruiny Pałacu Galeriusza w samym centrum Dolnego Miasta, w którym koncentrują się sklepy, restauracje i muzea, już tak. W jednym momencie jesteśmy w przecudnym sklepie z elementami wyposażenia wnętrz, potem wchodzimy na jakiś deptak w kierunku nadmorskiego bulwaru a tu bach! Dół a na dole ruiny 😉 Oczywiście Saloniki powieliły styl grecki w nieopisywaniu swoich zabytków. Poza znakami prowadzącymi do różnych atrakcji turystycznych, brak jest często (a właściwie prawie zawsze) jakichkolwiek informacji już na miejscu. Naszemu zwiedzaniu towarzyszyły więc niezmiennie słowa „podejrzewam, że patrzymy właśnie na …”.

Agia Triada - spotkanie po latachPopołudniem, wracając na kemping, zatrzymaliśmy się w małej nadmorskiej miejscowości Agia Triada, gdzie miałam umówione spotkanie „po latach”. Grunt to ustawiony na FB lubelsko-świdnicki meeting w Grecji 🙂 Iwonka wskazała fajną knajpę na szamę ze stolikami na samej plaży. Z każdym kolejnym daniem czuliśmy, że nasze krzesełka coraz bardziej zapadają się w piasek. Tym razem postawiliśmy na ryby. Spróbowaliśmy również małży w zupie, serowych krokietów, dolmades (liście winogron faszerowane ryżem), po raz kolejny tzatzików i sałatki greckiej, która tam podawana jest z jajkiem. Na deser, w gratisie dostaliśmy kolejne tajemnicze ciastko z lodami i czekoladą.

Dziś ostatni dzień naszych greckich wakacji a niebo chmurzy się od rana. Pewnie też nie chce żebyśmy wyjeżdżali.

Autor

1 komentarz

  1. Grecja będzie płakać za wami, za to Polska przywita słońcem…
    Po wczorajszym nieładnym dniu (rano mgła, potem pochmurno i trochę deszczowo) dzisiaj mamy słońce i ciepło (25 st. C) – i tak ma być do połowy następnego tygodnia!
    Przesyłam trochę tego słońca i ciepła dla was, by droga powrotna była przyjemna, a nie w deszczu. Do zobaczenia w Lublinie!

Napisz komentarz