Któregoś dnia, przemierzając na Google Maps kilometry wybrzeża Chalkidiki, znalazłam niesamowitą plażę na samym czubku cypelka pierwszego „palucha” półwyspu – Kassandry. Fenomenalnie wyrzeźbiony z piasku szpic z zawijasem utworzył oryginalną plażę przypominającą nieco słynny chorwacki Zlatni Rat. Bardzo chciałam zobaczyć to miejsce na żywo.

Nie dość, że z Sithonii na Kassandrę jest kawałek drogi, to jeszcze sama plaża również nie jest podana na tacy. Jechaliśmy więc „na czuja” z nadzieją, że jak będziemy blisko, jakaś tajemnicza moc pokieruje nas właściwie. Jak można było się spodziewać, żadna moc nam się nie objawiła 🙂 Kluczyliśmy więc trochę na ślepo aż Michał poszedł po rozum do głowy i włączył nawigację! Oczywiście nie po to, żeby Krzysio doprowadził nas zaraz do celu, ale żeby posłużyła nam za bardzo dokładną mapę terenu. Co jak co, ale siatkę tamtejszych dróg miała odwzorowaną bardzo wiernie. Tym sposobem odnaleźliśmy w końcu nasz raj.

Jedynie kilkanaście osób plażowało tego dnia z nami. Bardzo leniwych osób trzeba przyznać, bo większość z nich dojechała samochodami niemalże do samej wody. Chyba jednak dobrze, że nie prowadzą tam żadne drogowskazy ;). Czas tego dnia upłynął nam masakrycznie szybko. Łapczywie chwytaliśmy każdą chwilę w słońcu wiedząc, że nasza rzeczywistość powoli zaczyna się o nas upominać.

 

Autor

1 komentarz

Napisz komentarz