Tegoroczne wakacje to prawdziwy przełom. Po raz pierwszy w życiu porzucamy europejskie pielesze i wyruszamy hen daleko w świat – do Azji! Proces decyzyjny był długi i zagmatwany, bo gdzie tu pojechać jak do wyboru jest cały świat? 😀

50 dolarów singapurskich, czyli ok 145 złotychKusiły wyspy karaibskie, USA, Sri Lanka czy nawet Zanzibar. Metodą eliminacji wg. składowych: kalendarz (ponownie wrzesień, bo wcześniej nie puszczą w pracy a później nie dotrwamy), długość pobytu (tym razem miały być min. 3 tygodnie!) i budżet (byliśmy dość dobrze przygotowani na więcej niż zwykle, ale jednak wciąż w rozsądnych granicach) zawęziliśmy w końcu nasz krąg poszukiwań do Azji. Przez jakiś czas byliśmy zdecydowani na Indonezję – ponoć we wrześniu właśnie tam jest najlepsza pogoda. Niestety informacje o wzmożonych zachorowaniach na dengę (chorobę przenoszoną przez komary, podobną do malarii) skutecznie zmniejszyły nasz azjatycki zapał. Koniec końców przestraszyliśmy się tylko trochę i postawiliśmy na pobliską geograficznie Malezję (z małym skokiem w bok w równie pobliski Singapur), która zresztą za sprawą książki „W 16 miesięcy dookoła świata” Natalii Brożko, jak i pewnego podróżniczego bloga, i tak od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie.

100 ringgitów malezyjskich, czyli ok ... 100 zł ;)Plan jest prosty. We wtorek (20 września) rano wylatujemy do Singapuru. Tam, na pierwsze 4 noce, mamy zarezerwowany hotel a potem … hej hej przygodo! 😀 Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przed wyjazdem nie zrobiła stosownego rozpoznania i nie przygotowała sobie chociażby ramowego planu wakacji (tak żeby wiedzieć po prostu gdzie chcemy pojechać i co zobaczyć), ale wszelkie decyzje będziemy standardowo podejmować już na miejscu. Do tej pory taki system się sprawdzał, wierzymy, że i tym razem nie będzie inaczej. Naszym jedynym ograniczeniem jest bilet powrotny. 12 października musimy być z powrotem w Singapurze.

Przed nami nowy kontynent i obca kultura, wszak taka Malezja to dla nas nie tylko „Azja”, ale też pierwszy kraj muzułmański jaki odwiedzimy. Jesteśmy podekscytowani jak nigdy a na liście rzeczy do zabrania dużymi literami napisałam WIDELCE, bo co jak wszędzie będą nam kazali jeść pałeczkami a my, azjatyccy ignoranci, do tej pory nie opanowaliśmy tej sztuki? 😀

 

Autor

1 komentarz

Napisz komentarz