Leżę na trawie. Czuję, że nieco lepię się od sprayu na egzotyczne komary i chodzą po mnie mrówki, ale to nic. Powoli zapada zmrok, powietrze robi się więc przyjemniejsze, czasem nawet rozpieści jakimś chłodniejszym podmuchem. Jesteśmy w Gardens by the Bay, ogrodach, które wraz z budynkiem hotelu Marina Bay Sands są tym, czym wieża Eiffla dla Paryża. Nad nami Supertrees – wysokie instalacje w kształcie drzew, świecące na neonowy fiolet gdy tylko robi się ciemno. W tej chwili, gdy zwolniliśmy na chwilę nasz singapurski pęd, tak mocno poczułam że mamy wakacje 😀

Singapur - Gardens by the BayGardens by the Bay to nie tylko Supertrees i Skywalk, czyli zawieszona między dwoma z nich kładka. To także liczne ogrody rzeczywistych roślin, z których dwa, wymagające specjalnego mikroklimatu, zamknięto pod szklanymi kopułami. Niestety ich zwiedzanie musimy sobie darować. Jest już późno a przecież nie o to chodzi by kupić wcale nietani bilet, po czym przebiec je by „zaliczyć” atrakcję. Nad ogrodami majestatycznie góruje hotel Marina Bay Sands. Trzy wysokie budynki spięte na górze konstrukcją przypominającą dużą łódź. Znajduje się tam słynny basen Infinity Pool, którego kraniec dotyka horyzontu dając tym samym złudzenie nieskończoności. Niestety by się tam dostać trzeba być hotelowym gościem a jak sprawdziliśmy ostatnio na Booking.com, cena najtańszego pokoju to ponad tysiąc złotych. Oczywiście, rozważamy tam nocleg w przyszłości 🙂 choć powiem szczerze, że tak jak ogrody wywarły na nas efekt wielkiego wow, tak hotel sam w sobie jakoś nie powalił.

Pierwszą część dnia spędziliśmy w singapurskim centrum rozrywki – na wyspie Sentosa. Kiedyś, ze względu na mało urodzajną ziemię a także grasujących w okolicy piratów, była nazywana martwą wyspą. W czasie II wojny światowej Japończycy zrobili tam obóz jeniecki. Do lat 70-tych mieściła się tam baza wojskowa sił brytyjskich, potem singapurskich. Gdy zaczęto planować utworzenie rozrywkowego kurortu, postanowiono zmienić nazwę wyspy na Sentosa, co po malajsku znaczy spokój/pokój.

Singapur - Wyspa Sentosa - park Universal StudiosSentosa rozrywkowo zagospodarowana jest w 100%. Na każdym kroku inna atrakcja zachęca do wejścia. Dla miłośników gatunku proponowane są bilety-pakiety a także roczne członkostwa z nieograniczonym wejściem. Oceanarium, park wodny, pokazy fok i delfinów, muzeum figur wojskowych, park linowy, tunel powietrzny do latania czy najsłynniejszy chyba park Universal Studios – to tylko niektóre z atrakcji. Potrzeba by chyba całego miesiąca i worka pieniędzy by zobaczyć je wszystkie. My wybieramy jedną – oceanarium (S.E.A Aquarium) i myślę że, to był dobry strzał.

Otwarte w 2012 jest jednym z największych oceanariów na świecie. 100 tys zwierząt morskich z ponad 800 gatunków. Przeszklony tunel z rekinami, niezliczona ilość mniejszych akwariów z przeróżnymi gatunkami ryb i innycSingapur - Wyspa Sentosa - S.E.A Aquariumh stworzeń morskich oraz prawdziwa bomba – GIGANTYCZNY basen, którego mieszkańców można podziwiać przez „szybę” o wymiarach 36×8 metrów. Tak naprawdę, jest to jakiś rodzaj tworzywa sztucznego o grubości 17 cm. Szkło pewnie nie wytrzymałaby nacisku ponad 18 MILIONÓW litrów wody, która się tam znajduje.

Singapur - Wyspa Sentosa - Palawan BeachNa krańcu wyspy zwróconej ku otwartej wodzie (a dokładniej Cieśninie Singapurskiej) ciągną się plaże. Ludzi mniej, jest ciszej i spokojniej niż w rozrywkowym tyglu w centrum wyspy. Wszystko wygląda bardzo egzotycznie i tylko widok kontenerowców, tankowców i innych przemysłowych statków w niedalekiej odległości psuje rajski wymiar tego miejsca. Moczymy stopy w Morzu Południowochińskim i taki plażowy akcent póki co musi nam wystarczyć (smuteczek).

Do hotelu wracamy późno i mówiąc kolokwialnie padamy na pysk. Blogowy wpis powstaje już następnego dnia. Nasz ostatni dzień w Singapurze planujemy spędzić na nieco większym chilloucie niż dotychczas, bo to w sumie wakacje a póki co nadaliśmy sobie dość mordercze tempo.

Autor

4 komentarze

  1. Interesujący tekst ( jak zawsze), cudne zdjęcia (jak zawsze) i sobota rozpoczęta w waszym towarzystwie pomimo,że wirtualnie. Pozdrawiam cieplutko.

  2. Widocznie obie mamuśki w jednym czasie (a w różnych miejscach) oglądały i czytały. Dziękuję za ciepły poranek mimo deszczu, który zaczął padać nad Krasnem. Ściskam serdecznie.

    • Monia Odpowiedz

      Dokładnie! To akwarium było mocno okupowane bo oczywiście każdy chciał znaleźć Nemo 🙂 Trzeba było swoje odstać zanim się udało dostać do szyby.

Napisz komentarz