W ostatni dzień Malezja pokazała się pogodowo z każdej możliwej strony. Nasze spokojne śniadanie, spożywane na tarasie przy plaży w promieniach pięknego porannego słońca, przerwała nagle olbrzymia wichura, która ze strony morza przyszła w zatrważającym tempie. W pośpiechu ratowaliśmy filiżanki i talerze, bo jeszcze chwila i nie byłoby co zbierać. Obsługa w tym czasie zamykała drzwi i okna. Nasz posiłek siłą rzeczy musiał się przedłużyć, ale nie narzekaliśmy. Codziennie było tam tyle pysznych rzeczy do zjedzenia 🙂 Dalej w ciągu dnia pogoda była już bardziej leżakowa … do kolejnej zlewy, kiedy to biegliśmy z plaży ratować aparat i telefony. Taki pogodowy ping pong trwał w sumie cały dzień. Mimo, iż Langkawi okazało się najbardziej humorzaste jeśli chodzi o raczenie nas słońcem, to i tak nie żałujemy spędzonego tam czasu. Zamierzony efekt totalnego odpoczynku, relaksu i takiego pozytywnego wynudzenia się został osiągnięty.

Dzisiaj rano samolotem wróciliśmy do Singapuru i tym samym nasza podróż zatoczyła krąg. Malezję będziemy wspominać jeszcze długo. Za jej różnorodność. Za to, że jest nie tylko malajska, ale też jednocześnie bardzo chińska i hinduska. Za azjatyckość „zachodnio” ujarzmioną (takiego zagłębia KFC i Starbucksów nie widzieliśmy nigdzie w Europie, oni na serio muszą kochać te marki). Za to, że praktycznie wszędzie można się dogadać po angielsku (zapewne dlatego, że niepodległość, którą Malezja ogłosiła w 1957 była od Wielkiej Brytanii). Za dobry transport publiczny. Za pogodę (mimo wszystko). Za kokosy, świeże ananasy i inne owoce, którymi można się tu raczyć codziennie. Za milion odsłon potraw z kurczaka i ryżu oraz tanie, smaczne garkuchnie. Za małpy, warany i zieleń. Za uśmiech i serdeczność i za to, że z jednej strony jest to kraj muzułmański a z drugiej nie czułam się tu źle paradując w krótkich spodenkach.

Singapur - Chinatown - Hong Kong Soya Sauce Chicken Rice & Noodle - mistrzunio przy pracyW Singapurze byliśmy wcześnie, bo już po 10 rano. Sprawnie przedostaliśmy się do hotelu, poruszając się po mieście z pewnością godną lokalsów 😛 Tym razem mieszkamy w samym sercu Chinatown. Mieliśmy tu bowiem do zrealizowania jeszcze jeden punkt naszego wakacyjnego planu: wizytę w Hong Kong Soya Sauce Chicken Rice & Noodle – wspominanej już przez nas streetfoodowej budce, która jako jedna z dwóch na świecie została odznaczona gwiazdką Michelin (warto wspomnieć, że drugie takie miejsce jest również w Singapurze). Wiedzieliśmy, że miejsce jest popularne, bo byliśmy już tam dwukrotnie i dwukrotnie było już po wszystkim a pan zwijał interes. Poziom zainteresowania przerósł jednak nasze najśmielsze oczekiwania. W kolejce stało około 50-60 osób (trudno było dokładnie wszystkich policzyć) i cały czas oczekiwania wynosił ponad 2 godziny. No, ale raczej w najbliższej przyszłości nie wybieramy się znowu do Singapuru, szkoda więc było nie odstać swojego. A jak wrażenia? Michał stwierdził, że to zdecydowanie najlepsza wariacja kurczaka z ryżem jaką jadł w czasie tych wakacji (pochwalił również wersję potrawy z boczkiem). Potwierdzam. Rzeczywiście kurczak u tego pana był najbardziej soczysty i „mięski”, jednak ja, osoba, która od dziecka „gardzi” mięsem, które jest jej podane razem z kością, nie mogłam się nim jakoś tak „michelinowo” zachwycić 😉 Nie mniej cała ta eskapada była wydarzeniem, które fajnie było przeżyć.

Popołudnie spędziliśmy spacerując sobie ponownie po ogrodach Gardens by the Bay, które bardzo przypadły nam do gustu ostatnim razem. Jutro za dnia będziemy jeszcze ładować cieplne akumulatory a wieczorem wraz z Qatarem (i katarem, ach ta wszędobylska klima) wyruszymy w drogę powrotną.

Autor

4 komentarze

  1. Cieszę się razem z wami , że mieliście tyle atrakcji, nowych niespodziewanych wrażeń i wydarzeń. Wystarczy po powrocie otworzyć odpowiednią stronę aby wszystko do was wróciło. Do zobaczenia !

  2. …dziękuję za słońce i deszcz, plaże i lasy, (pola) herbaty i koktajle, kurczaki i … motyle, zachody słońca i nocne widoki, gwar metropolii i spokój kurortu, wspinaczkę po schodach i leżenie w jacuzzi, miejsca kultu i murale… mogłabym tak wymienić… Dziękuję za najdłuższe i najbardziej egzotyczne jak dotąd Wasze wakacje :-*

  3. Wszystko, co dobre, kiedyś się niestety kończy… I moja wędrówka z wami (jednocześnie z pitą w domowym zaciszu kawą) niestety również dobiega końca. Dziękuję za wyjątkowe smaki tej porannej kawy…
    Z radością powitam w przyszłym roku waszą następną wyprawę – spełnienie następnych marzeń.
    A tymczasem życzę …wysokości (? – skoro na drodze: szerokości) i spokojnego powrotu do domu.

Napisz komentarz