Dzisiejsza podróż bezapelacyjnie wygrywa konkurs na najdłuższe tysiąc kilometrów wszech czasów.  Każdy jeden liczył się podwójnie, ulice były pełne niedzielnych kierowców (żeby nie nazwać ich dobitniej), wypadków i robót drogowych wszelkiej maści. Niespełna 13 godzin – tyle czasu zajęło nam dziś przetransportowanie się z Warszawy do węgierskiego Szeged.

Domowa tarta, którą można jeść na zimno, sprawdziła się w drodze dużo lepiej niż kanapki.

Pierwsze utrudnienia pojawiły się nadzwyczaj szybko – przez pierwszą godzinę przejechaliśmy zaledwie 40 kilometrów, po czym utknęliśmy w korku z ruchem wahadłowym, w którym przeciwny kierunek jazdy był ewidentnie uprzywilejowany. Dalej nie było wcale lepiej. Wszystkie inwestycje i naprawy musiały toczyć się właśnie dziś! Z każdą godziną mieliśmy wrażenie, że przejście graniczne w Zwardoniu oddala się zamiast przybliżać. Zupełnie jakby komuś zależało żebyśmy nie opuścili kraju ;> Przypadek? Dobra zmiana? 🙂

Jeśli trafiłam z moją PiSową teorią spiskową, to mamy dowody na to, że ich macki sięgają poza granice naszego kraju. Słowacja, po początkowym słońcu na zachętę, straszyła ulewnymi deszczami a Węgry … kierowcami. Strażnikami lewego pasa! Nie dość, że chyba co drugi Węgier musiał koniecznie dziś przemieszczać się z nami autostradą, to jeszcze 95% z nich musiało jechać przyklejonym do lewego pasa. Prawy zostawiony był ciężarówkom i autobusom. Średnia prędkość na autostradzie na Węgrzech – 80 km/h.

Na osłodę kilka pozytywów dzisiejszego dnia:

  • tuż za Zwardoniem, po słowackiej stronie, przywitał nas piękny 20-kilometrowy odcinek nowej drogi. Wcześniej (trzy razy jeździliśmy już tą trasą) widzieliśmy tylko jak się wiecznie buduje. Co prawda mogli go pociągnąć do samej Žiliny, gdzie jest wjazd na autostradę, ale nie wymagajmy zbyt wiele 🙂
  • kolejny raz udało nam się NIE wjechać do Budapesztu, tylko ładnie ominąć go obwodnicą
  • większość drogi za nami, jutro jeszcze ok 650 km i dotrzemy do naszej pierwszej bazy wypadowej: Skopje
  • jak to napisał dziś mój przyjaciel Wojtek – „wszystko jest częścią przygody” 🙂

P.S. Na głównym zdjęciu nasz obowiązkowy zestaw podróżny. W końcu producent dowiedział się, jak prawidłowo podpisać opakowania 😛

Autor

4 komentarze

  1. Lubię ten okres, gdy po powrocie znad Krasnego (a wróciłam do domu w środę wieczorem) mogę nadal podróżować – z wami. Będę śledzić całą trasę i trzymać kciuki za was.

  2. Oglądałam waszą drogę na Google Map i widziałam te” żółte trójkąciki z łopatką” było ich multum .Ta najtrudniejsza część podróży już za wami teraz będzie już tylko lepiej. Czekam na te pierwsze wrażenia i urokliwe zdjęcia.

  3. W du*** się poprzewracało nie dość, że mają przywilej jazdy autostradą to jeszcze narzekanie jeśli chodzi o strażników lewego pasa to słowo Janusz się niestety nie tłumaczy na węgierski

    Btw. Wspomniano o mnie w internecie!

Napisz komentarz