Docieramy do celu. Ostatnia miejscowość skończyła się kilka kilometrów temu, koniec drogi zwieńcza czarna kuta brama. „Wjazd tylko dla gości z potwierdzoną rezerwacją”. Przez domofon tłumaczę, iż takową posiadamy na kolejne 3 noce. Wrota otwierają się. Wjeżdżamy na dziedziniec a tak naprawdę przekraczamy jakąś magiczną granicę światów. Czujemy jak spływa na nas wszechogarniająca cisza. Meldujemy się w recepcji, zostajemy zaprowadzeni do naszego pokoju, idziemy rozejrzeć się po okolicy. Cały ośrodek wygląda dokładnie jak na zdjęciach. Drewniane zabudowania, kwiaty w donicach, kamienne schodki, alejki, przystrzyżone trawniki a w okół tylko góry i zieleń. Ludzie? Na parkingu widzieliśmy kilkanaście samochodów – dowód, że nie jesteśmy tu sami, choć póki co wszystko na to wskazuje. Przybyliśmy na koniec macedońskiego świata. Przybyliśmy do raju!

„Infinite pool macedonia” – takie hasło wpisałam któregoś dnia w Google podczas przedwakacyjnego researchu. Macedonia nie ma dostępu do morza. Jezioro Ochrydzkie mamy zaplanowane dopiero na sam koniec (już po wizycie Albanii). Pomyślałam pewnie, że może warto zainwestować w jakiś nocleg w hotelu z basenem. Ale żeby zaraz „infinite” (taki, w którym brzeg basenu gładko przechodzi w horyzont). Do tej pory nie pamiętam skąd ta zachcianka. Tak czy siak, w przeglądarce wyskoczył mi link do Aurora Resort & Spa. Zobaczyłam zdjęcia i przepadłam. Musimy tam pojechać! To nic, że to ani po drodze, ani blisko jakiegoś miejsca, które i tak chcieliśmy zobaczyć. Podróż dla samego hotelu. Ale te zdjęcia! Były jak obietnica oazy spokoju, zwolnienia tempa, lektury książki nad brzegiem basenu, spacerów wśród pagórków i lasów. W chwili gdy zamknęła się za nami ta brama wiedzieliśmy, że to miejsce idealnie się do tego nadaje.

Obserwatorium Kokino

Podróż samochodem ma tą niebywałą zaletę, że można zboczyć z trasy kiedy tylko ma się na to ochotę. Korzystając z tej sposobności, w drodze do Aurory, zajechaliśmy do Kokino – megalitycznego obserwatorium astronomicznego. Mimo, iż nawet NASA uznała to miejsce za jedno z czterech najważniejszych prastarych obserwatoriów na świecie (stawiając je na równi ze Stonehenge w Wielkiej Brytanii), Kokino pozostaje wciąż atrakcją turystyczną, o której mało kto wie. Na miejscu zastaliśmy prowizoryczny parking, tablicę informacyjną i krótki szlak na szczyt wzniesienia, gdzie pośród formacji skalnych wyróżniono cztery platformy. O ich przeznaczeniu dość szczegółowo powinny informować kolejne tablice. Niestety ostały się tylko dwie. Zdołaliśmy jednak wyczytać, iż obserwatorium datowane jest na epokę brązu (1,8 tys lat p.n.e.), pozwalało na śledzenie ruchu Słońca i Księżyca, było również miejscem praktyk religijnych. Co by nie mówić, bez tych wszystkich informacji, Kokino to przede wszystkim góra kamieni 🙂 ale za to jaka widokowa! W okolicy zabudowania spotyka się rzadko. Stojąc na szczycie można więc obserwować niczym niezmącony krajobraz przepięknej natury Macedonii.

Kratovo

Kolejnym przystankiem na naszej trasie była miejscowość Kratovo zlokalizowana w kraterze wygasłego wulkanu. Przewodnik obiecywał nam przepiękną architekturę i niesamowite widoki a w rzeczywistości dostaliśmy głównie zdziwione spojrzenia mieszkańców mówiące „A co Wy tu robicie?” 🙂 Lokalnego kolorytu dostarczyła nam wizyta w miejscowej piekarni rodem z głębokiego PRL-u, w której spróbowaliśmy naszego pierwszego macedońskiego burka (do tej pory burki – rodzaj wypieku z ciasta filo przekładanego mięsem, serem, szpinakiem lub ziemniakami – jedliśmy tylko w Czarnogórze).

Dzisiejsza droga pokazała nam zupełnie inne oblicze Macedonii niż to prezentowane przez Skopje. Puste drogi, brązowa spalona słońcem ziemia lub porąśnięte lasami góry to widoki, które dobrze pamiętamy z Fuerteventury, Korsyki czy Sardynii. Przed nami dwa dni projektu chillout. Opóźnienia we wpisach i póki co brak zdjęć z Aurory musicie nam wybaczyć. W tym miejscu nawet internet ma wakacje 🙂

Autor

1 komentarz

Napisz komentarz