Okazało się, że wyznaczamy trendy lub też jesteśmy śledzeni 😛 Kolejny dzień, kolejne punkty na mapie odhaczone a spotykane w ciągu dnia twarze jakby wciąż te same. Spragniony towarzystwa Szkot z Londynu, starsze małżeństwo z Francji, autokar pełen polskiej młodzieży. Widzieliśmy ich wczoraj, widzieliśmy ich dziś. Jeśli podążą za nami jutro, zaczniemy się niepokoić ;P

Kierunek na dziś: Gjirokastra. Niby to tylko parędziesiąt kilometrów w głąb kraju, ale góry przez które przyszło nam się przebić, ilość pokonanych zakrętów, wyminiętych krów plus powrót tą trasą w burzy sprawił, iż istniało realne zagrożenie, że po powrocie padniemy jak muchy i obudzimy się dopiero nazajutrz. Nie zapominajmy jednak – mieszkamy przy głównym deptaku Sarandy. Tu nie ma spania w dzień 😀 Tu jest impreza!

Syri i Kalter

Po drodze zboczyliśmy delikatnie z trasy by zobaczyć prawdziwy cud natury – Syri i Kalter. Błękitnym okiem, bo tak należy tłumaczyć tą nazwę, jest źródło rzeki Bistricy. Woda mieni się tu różnymi odcieniami turkusu a pośrodku (niczym źrenica oka), tuż nad głęboką na 50 m podziemną grotą, przyjmuje ciemny granatowy kolor. Całość wygląda naprawdę zjawiskowo, choć by móc się tym cudem zachwycić, musieliśmy swoje odczekać. Brak nadzoru i niestety nie brak śmiałków, którzy urządzają sobie tu zawody w skokach. Nie straszne im zakazy, groźby mandatów ani nawet to, że woda ma tu zaledwie 10 stopni. Widać ich już od parkingu jak w japonkach z ręcznikiem na szyi idą na „plażowanie”. Pech chciał, że akurat dziś odwagą musiał wykazać się cały wspomniany autokar kwiatu polskiej młodzieży. W „zdobywaniu” jaskini towarzyszyło im dwóch francuskich nurków!

Gjirokastra

Gjirokastra ma status miasta-muzeum. To tu urodził się albański dyktator Enver Hodża, którego polityka „samodzielności” na wiele lat skutecznie odizolowała Albanię od reszty świata. Położona na stromym zboczu, otoczona górami przyciąga turystów starówką pełną białych domów o charakterystycznych kamiennych dachach mieniących się w słońcu jak srebro. Niektóre, bardziej zabytkowe, udostępnione są do zwiedzania. Mieliśmy dziś odrobinę szczęścia i jeden z nich (dom Skenduli) udało nam się obejrzeć z panią przewodnik, która bardzo interesująco opowiadała o tym jak kiedyś wyglądało tam życie. W dalszej kolejności wdrapaliśmy się na wzgórze do zamku, który, jak można się domyślić, jest również świetnym punktem widokowym na miasto.

Wracając zajechaliśmy również na chwilę do miasteczka Libohova chcąc wypić kawę pod kilkusetletnim platanem. Nasze plany zostały jednak szybko zweryfikowane prze burzę, która od kilku godzin nadchodziła od strony gór. W końcu doszła.

Autor

2 komentarze

  1. Błękitne oko jest niesamowite – kolejny raz przyroda zaskakuje cudnymi widokami. Dziękuję wam, że mogę to zobaczyć.

Napisz komentarz