Od kiedy mieszkamy w Warszawie, chcieliśmy wyskoczyć na weekend nad morze. Coś co z Lublina zawsze było wielką, nieopłacalną na tak krótki pobyt, wyprawą, ze stolicy powinno być ok. 4 godzinnym bryknięciem autostradą. I chociaż latem wspomniane „bryknięcie” ponoć nie maluje się tak różowo, to przecież wiosna nad morzem też potrafi być piękna!

Chcieliśmy wyjechać wcześnie rano, by jak największą część soboty spędzić na wdychaniu jodu. Często jednak bywa tak, że ostatnie słowo należy do najmłodszego członka rodziny. Tak było i tym razem. Leon chciał nad morze pojechać już na letnich kapciach a te najwcześniej można było wymienić właśnie dziś (lato, które po Wielkanocy nawiedziło Warszawę, zrobiło niezły ruch w biznesie). W drogę ruszyliśmy dopiero o 13-tej. Na nasze szczęście, mimo pięknej pogody, stolica nie myślała dziś jeszcze nad masowym szturmem nad morze. Podróż przebiegła sprawnie i bezproblemowo i po zaledwie 3.5 godzinach jazdy zobaczyliśmy napis: GDYNIA.

Gdynia – Bulwar Nadmorski im. Feliksa Nowowiejskiego

Popołudnie spędziliśmy na spacerze bez sprecyzowanego celu. Byliśmy na miejskiej plaży i w marinie a następnie, posileni doskonałą włoską pizzą z lokalu Mąka i kawa, skierowaliśmy swe kroki ku Kamiennej Górze. Jest to najmniejsza dzielnica Gdyni, złożona z zabytkowych willi z lat 20-tych XX wieku, w całości położona na morenowym wzgórzu, które w najwyższym punkcie osiąga zawrotne 52 m n.p.m. W moich wspomnieniach miejsce to nigdy nie funkcjonowało jako „góra”. Ot po prostu taki punkt widokowy tuż przy miejskiej plaży, na którym postawiono świecący nocą krzyż. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam, iż obecnie można tam wjechać … wagonikiem! Ile by jednak człowiek nie śmieszkował z robienia w gdyńskim Śródmieściu drugiej Gubałówki, to trzeba przyznać, iż miejsce samo w sobie to prawdziwa oaza spokoju i szczęśliwy ten komu przyszło tam mieszkać (zwłaszcza w pierwszej linii domów z oknami i tarasami wychodzącymi na morze). Nasz spacer zakończyliśmy na Bulwarze Nadmorskim im. Feliksa Nowowiejskiego. Wieczór był cudownie przyjemny i ciepły jak na kwiecień. Spacerowicze, rolkarze, rowerzyści jak i mniej usportowione towarzystwo oddające się wszelkim barowym (lub nieco ekonomiczniej – plenerowym) uciechom. Wszyscy postanowili spędzić ten wieczór na świeżym powietrzu dając znać, iż rozpoczęcie sezonu nad morzem już tuż tuż.

Autor

Napisz komentarz