Obudził nas krzyk mew i słońce dostające się do hotelowego pokoju przez niezasłonięte okno. Dzień zapowiadał się ciepło i słonecznie. W najśmielszych snach nie spodziewaliśmy się tak sprzyjającej pogody w kwietniu.

Gdynia – ORP Błyskawica

Niedługo po śniadaniu ruszyliśmy na Skwer Kościuszki płynnie przechodzący w Molo Południowe. To tu cumują statki pasażerskie, tramwaje wodne, turystyczne „pirackie” żaglowce a także dwa pływające muzea: niszczyciel ORP Błyskawica i szkoleniowiec Dar Pomorza. Ten pierwszy jest częścią Muzeum Marynarki Wojennej, które niestety do końca kwietnia pozostaje zamknięte. Drugi na szczęście bez przeszkód przyjął nas na swój pokład. Zwiedzanie rozpoczęliśmy w sali pod pokładem, która na kilku planszach informacyjnych przybliżyła nam historię żaglowca. Następnie zeszliśmy jeszcze niżej do maszynowni, by potem stopniowo pnąc się w górę zwiedzić pomieszczenia mieszkalne i kabiny oficerów. Co raz między stopami pałętał nam się czarny gruby kot. Sprawiał wrażenie bardzo obeznanego z wszelkimi przejściami i zakamarkami. Ciekawe tylko czy zdawał sobie sprawę z tego, że jego obecny dom jest ściśle powiązany z wodą 😀 .

Gdynia – Mural M-City (róg ulic Żeromskiego i Św. Wojciecha)

Spacer kontynuowaliśmy pozostając w Śródmieściu. Odbywający się od 2011 roku festiwal Traffic Design uczynił z miasta swoistą galerię sztuki ulicznej. Znaczna część murali powstałych w latach 2012-2013 skupiona jest w okół ulic Żeromskiego, Św. Piotra i Waszyngtona. Okazało się jednak, że nie tylko streetartowe dzieła stanowią o oryginalnym wyglądzie tego miejsca a istny architektoniczny miszmasz. Nowe apartamentowce wklejone tuż obok starych bloków i niższych kamienic a do tego wszystkiego kilka starych, parterowych domostw jakimś cudem ocalonych przed zakusami bogatych deweloperów. Plan zagospodarowania terenu w tym miejscu chyba nie istnieje 😀 Nowoczesną ciekawostką architektoniczną jest z pewnością drapacz chmur Sea Towers (12 najwyższy budynek w Polsce). Futurystyczna bryła od początku zwróciła uwagę Michała, zwłaszcza, gdy w internecie znalazł zdjęcie, na którym tarasy z ostatnich pięter górowały nad chmurami.

Gdynia Orłowo – molo

Ostatni punkt dzisiejszego planu dnia zmusił nas by w końcu zmienić dzielnicę. Udaliśmy się do Gdyni Orłowo na molo, które może nie jest tak znane jak to w Sopocie, lecz doprawdy nie ma najmniejszych podstaw by popadać na tym polu w jakiekolwiek kompleksy. Miejsce jest niezwykle urokliwe. Białe balustrady i ławeczki pięknie wyglądają w pełnym słońcu. Plaża i Promenada Królowej Marysieńki zachęcają do spacerów. Można także zdobyć się na wysiłek porównywalny ze wspięciem się na Kamienną Górę (patrz poprzedni wpis) i na Orłowską plażę popatrzeć z wysokości Orłowskiego Klifu.

To był bardzo, ale to bardzo udany weekend. Okazało się, że Gdynia oddziałuje na nas podobnym magnetyzmem co Wrocław, sprawiając, że czujemy się tu wyjątkowo dobrze i „u siebie”. Panuje tu jakiś taki namacalny spokój, czas biegnie jakby nieco wolniej, powietrze jest odczuwalnie czystsze a i obecność morza nie jest oczywiście bez znaczenia. Takim śródlądowym szczurom jak my sam jego widok nawet z zimy zrobi wakacje 😀

Autor

2 komentarze

  1. Dzięki Wam odległość z Lublina nad morze nie jest zbyt duża – wystarczy pobyć tam z Wami, by poczuć świeżą bryzę. Dziękuję za ten wspólny wypad.

  2. Cieszę się,ze dzięki temu wpisowi i zdjęciom mogłam się cofnąć o parę lat i wrócić do ulubionego miasta i związanych z nim miłych wspomnień.

Napisz komentarz