Właśnie mija nasz czwarty dzień na Korsyce. Do dzisiejszych zadań należało głównie przetransportowanie się na południe, ale starczyło nam czasu również na mały popołudniowy wypad. Końcem dnia jesteśmy bogatsi o nowe wrażenia jakie zafundowała nam Korsyka.

Jedno z naszych spostrzeżeń z pewnością dotyczy pogody. Ta to potrafi się zmieniać! Być może to bliska obecność gór, być może fakt iż jesteśmy na wyspie, lub też i jedno i drugie, ale mieliśmy już chyba każdą dostępną pogodę o tej porze roku – i błękitne niebo z pięknym słońcem i 100% zachmurzenia i wichury i ulewę. Ta ostatnia na całe szczęście fartownie złapała nas dziś podczas drogi – łaskawie poczekała nawet aż złożymy namiot ;).

Ciekawe w Korsyce jest na pewno to, iż nie spotykamy tu praktycznie żadnych przejawów nowoczesności. W Bastii co prawda można było natknąć się na restauracje czy kafejki o designie bardziej „na czasie”, ale generalnie wszystko sprawia tu wrażenie takiego tradycyjnego. Architektura domów mieszkalnych nie zmieniła się chyba od stuleci. Wszystkie pomalowane na pastelowe kolory głównie smakowite odcienie brzoskwini i budyniu. W oknach drewniane okiennice, płotki z kamyków. Ba, nawet hotele, które mijaliśmy po drodze oparły się również nowoczesnym tendencjom. O teraźniejszości przypomina tylko E.Leclerc w każdej mieścinie, ale absolutnie każdy z nich jest co najmniej o połowę mniejszy od tego na Zana w Lublinie. I niech tak pozostanie tu jak najdłużej.

Podczas naszej popołudniowej wycieczki dotarliśmy do zatoki Santa Manza, a dokładniej na taki zadarty w górę cypelek na południowym wschodzie – jakby ktoś chciał odszukać na mapie, należy kierować się na wschód od Bonifacio a ostatnia zaznaczona miejscowość na tej trasie to Gurgazu. Nie bez powodu piszę tu o ostatniej miejscowości na mapie – jechaliśmy aż skończyła się droga. Widoki? Tego się nie da opisać! Nawet określenie „jak z pocztówki” nie odda piękna tego co zobaczyliśmy. Zatoka z turkusową wodą, małe dzikie plaże, zbocza gór i pagórków na których pasą się kózki. Autentycznie raj na ziemi a ponadto … raj dla surfingowców! Takiego wiatru dawno nie doświadczyliśmy 😉

Osobiście z utęsknieniem czekam na dzień pt. „praca nad opalenizną” jako, że do tej pory miałam takowy tylko jeden i wciąż odstaję od średniego odcienia karnacji na wyspie, nie mówiąc, że do upragnionej czekolady jest jeszcze mega daleko! Może jutro …

Autor

2 komentarze

  1. Widoki, które możecie podziwiać „na żywo”, nawet na zdjęciach zapierają dech w piersiach… Miśku, fajnie, że wziąłeś sobie do serca sugestię Agi – dzięki za super fotki. Przesyłam(y) Wam słońce, które dziś pięknie świeci nad Lublinem (przy temp. aż 15 stopni!).

  2. Córeczko, tak jak ty z utęsknieniem czekasz na dzień pt. „praca nad opalenizną „, tak ja z nie mniejszym utęsknieniem wypatruję kolejnych waszych wpisów. Cieszę się razem z wami, że marzenie o wyprawie na Korsykę się spełniło, a zatem pewnie będą następne wyzwania( znając Moniu twój pęd do podróży pewnie się nie mylę). Buziaczki i uściski przesyłam.

Napisz komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.