Na mapie planowanych wycieczek fakultatywnych została nam jedna – Ajaccio. Jako, że do wyjazdu mamy zaledwie dwa dni, jej realizacja przypadła więc na dziś. Tak jak Bastia jest stolicą departamentu tzw. „górnej Korsyki” czyli Haute-Corse, tak Ajaccio jest stolicą departamentu Korsyki południowej czyli Corse-du-Sud. Różnią się od siebie znacznie – w przeciwieństwie do Bastii, która usilnie stara się nie wpaść w pogoń za nowoczesnością i zachować jak najwięcej ze swojej tradycyjnej atmosfery, w Ajaccio wieje już bardziej klimatem europejskiej stolicy, choć nadal z magicznym korsykańskim urokiem.Na początku może słówko o samej podróży. Wiernemu czytelnikowi nie umknie fakt, iż Ajaccio leżało mniej więcej pośrodku naszej trasy z Bonifacio do Calvi. Łatwo więc można stwierdzić, iż na początek czekała nas około 3 godzinna droga. Nie porwaliśmy się jednak ponownie na trasę zachodnim wybrzeżem – jeden raz w roku zupełnie nam wystarczy 😉 Wybraliśmy za to drogę o nieco wyższym standardzie, wiodącą przez sam środek wyspy. Było trochę dłużej, ale za to mniej męcząco.

W ramach ciekawostek wspomnę, iż mniej więcej w połowie trasy, praktycznie w samym geograficznym środku wyspy, leży miejscowość o nazwie Corte – dawna stolica Korsyki. Podejrzewamy, iż w związku z historią choć pewnie nie tylko, mieszkańcy Corte mają w sobie silnie zakorzenione poczucie odrębności (od Francji rzecz jasna), ponieważ tu jak nigdzie indziej widać było miłość do korsykańskiego języka. Generalnie wszelkie tabliczki z nazwami miejscowości oraz kierunkowskazy mają zawsze po dwa napisy: pierwszy na górze po francusku, drugi po korsykańsku. Jeżdżąc po wyspie wiele razy widzieliśmy takie sytuacje, w których francuskie słowa były pozamazywane albo sprayem poprzerabiane na ich korsykańskie odpowiedniki, czasem widać było nawet ślady po kulach. W przypadku Corte już od kilkunastu km przed granicą miasta nie widzieliśmy chyba ani jednej tabliczki, na której widoczna byłaby chociaż literka z nazwy francuskiej.

Do Ajaccio przybiliśmy przed 14. Nowoczesność już od początku dała się we znaki w … problemach z zaparkowaniem. Absolutnie każdy z parkingów zaznaczonych w przewodniku miał magiczny napis „Complet” (oznaczający brak miejsc) albo też wjazd do niego był zagrodzony. Do tego wszystkiego tragiczne korki. Powtarzam tragiczne! Michał pisał już o francuskich kierowcach – to temat rzeka – więc generalnie wiemy już, że Korsyka to wyspa korków, ale to co się działo w Ajaccio to już totalna masakra. Po dobrych 30 minutach udało się w końcu znaleźć miejsce na bezpłatne – a jednak szczęście nas nie opuszcza. Udaliśmy się więc szlakiem turystycznym proponowanym w naszym nieodłącznym przyjacielu – zielonym przewodniku.

Ajaccio - centrumCo jak co, ale miasto na mnie osobiście zrobiło duże wrażenie i stwierdzam jako totalny mieszczuch, że mogłabym tam mieszkać 😀 Z jednej strony wieje zachodem, bulwary i aleje handlowe, modne butiki, sklepy z butami (!), restauracje, w porcie wielki wycieczkowiec i jachty bogaczy, z drugiej strony widać, że to wciąż Korsyka – budyniowe elewacje, tradycyjna nuta w stylu zabudowań, palmy, wąskie uliczki odchodzące w bok od głównych alei, nasze ulubione piekarnie kryjące zawsze jakieś niebo dla podniebienia, a obok jachtów kutry rybackie gwarantujące codziennie świeże ryby i owoce morza. Moim zdaniem to, z pozoru niemożliwe połączenie, bardzo się tam udało a jeszcze lepiej, że jest to chyba jedyne takie miasto na wyspie. Jakby nie patrzeć trochę już ją przejechaliśmy a to było pierwsze miejsce, gdzie ten XXI wiek tak bardzo rzucał się w oczy.

Dom rodziny BonaparteNie można nie wspomnieć iż Ajaccio to także miasto narodzin Napoleona Bonapartego i o tym naprawdę nie da się tu zapomnieć. Na każdym kroku coś ma jego imię począwszy od lotniska poprzez obowiązkowo ulicę, muzeum, pomniki na kafejkach i hotelach kończąc. Do zwiedzania udostępniony jest także dom rodzinny, obok niego nie mogło oczywiście zabraknąć małego butiku z pamiątkami.

Około 17 zaczęliśmy się zbierać do wyjazdu. Przed nami był przecież jeszcze mega korek na wyjeździe z miasta i 3 godziny drogi powrotnej. Po drodze stuknął nam tysięczny kilometr zrobiony na wyspie – poczuliśmy jak wiele już za nami a przed … tak malutko bo tylko jeden dzień…

Autor

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.