No to pierwszy odcinek trasy za nami. Po 13 godzinach w samochodzie dotarliśmy do Zagrzebia – miejsca naszego noclegu na trasie. Jechało się różnie 😉 Krzysiek – odpowiedni Krzysiek wie, że to do niego – czytaj uważnie! Szczegóły trasy na Chorwację specjalnie dla Ciebie.

Najpierw wymęczyła nas Polska. Już przed Rzeszowem zaczęły się roboty drogowe, które w mniejszym lub większym stopniu ciągnęły się potem do samego Barwinka. Koniec końców, droga przez Polskę zajęła nam spokojnie z godzinę więcej niż powinna.

Następnie miłą niespodziankę zrobił nam odcinek Słowacki trasy. Trzy lata temu robił naprawdę posępne wrażenie. Tym razem, mimo, że nadal wrażenie opustoszenia regionu pozostało, to jakoś i sama strefa przygraniczna przyjaźniejsza i nawierzchnia lepsza, fajna obwodnica Świdnika w postaci drogi ekspresowej (wcześniej trzeba było jechać przez miasto), tylko to stare, nieużywane od lat, przejście graniczne z Węgrami wciąż takie trochę jak z horroru ;D. Po raz kolejny również udało nam się nie wjechać na ten krótki kawałek autostrady między Prešovem a Košicami, na który kompletnie nie opłaca się kupować winiety. Sprawnie wjechaliśmy na równoległą drogę 68 i przez te 20 km mogliśmy autostradę podziwiać po naszej lewej stronie. Jedyną rzeczą, która przyprawiała nas o szybsze bicie serca, była policyjna akcja „prędkość” 🙂 Całe szczęście, żaden z licznych patroli się nami nie zainteresował.

Kolejny odcinek trasy – węgierski. Standardowy zakup winiety na stacji benzynowej 37 km przed Miskolcem. Stacji, której absolutnie nie można przegapić. Nie dość, że jest chyba pierwszą od granicy, to zatrzymuje się na niej absolutnie każdy samochód na niewęgierskich blachach 😉 Od Miskolca mieliśmy nadzieję na maksymalną – dozwolona oczywiście – prędkość i sprawne dotarcie do Chorwacji. Do Balatonu ruch był jednak taki, że Michał nawet nie bardzo miał jak włączyć tempomat. Do tego, każdy Węgier uważa chyba, że prawy pas jest dla frajerów, więc okupuje lewy choćby nie mógł jechać szybciej niż … 80 km/h.

W końcu dotarliśmy do granicy z Chorwacją. Szybka odprawa – tak, można wjeżdżać na dowód! – i wiedzieliśmy już, że do celu mamy jeszcze tylko 110 km. Cieszyliśmy się, że hotel mamy blisko autostrady – nie trzeba będzie kluczyć po mieście. Zjazd numer 5, Zagzreb wita, mijamy kilka ulic, zaczynają się blokowiska, okolica niezbyt ciekawa, ale jedziemy dalej za znakami („Hotel Porin***”) i w końcu jest! … Hotel Porin sprawił, iż postanowiłam zapoczątkować nowy cykl postów na blogu 😉 Będą one traktować w miarę szczegółowo o każdym miejscu, gdzie zatrzymujemy się na nocleg, tak by – jeśli ktoś nas znajdzie – ułatwić może pewne życiowe decyzje ;P. Hotel Porin w szczegółach już w następnych poście!

 

Autor

3 komentarze

  1. O wow! Dwa wpisy 😀 To lubię 🙂 Poproszę tak codziennie, aż do Waszego powrotu.

    PS. Bluza super 😀 Fajna i mięciutka 🙂 Koszulka też fajna 🙂

  2. No bardzo dziękuję za sprawozdanie 🙂 To co jak będziecie wracać to może się po drodze stykniemy? 😛

Odpowiedz Monia Cancel Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.