Gorący poranek nie zniechęcił nas do wyrwania się poza okolicę. I tak po szybkim pakowaniu zdecydowaliśmy się na wycieczkę w rejon Budvy, Sv. Stefan i pobliskich miejscowości. Leniwie tocząc się po drodze podziwialiśmy okolicę, tym razem spokojniej i z uwagą. Poprzednio znaczniej bardziej skupialiśmy na tym aby dotrzeć do celu – hotelu. W słoneczne i upalne popołudnie dotarliśmy do Budvy.

Nasz zielony przewodnik Michelin co prawda przyznał Budvie „tylko” dwie gwiazdki, ale i tak szybko znalazła się ona na naszej liście miejsc w które musimy odwiedzić. Budva to duży ośrodek turystyczno-wypoczynkowy słynący z nocnych klubów i zabawy do rana. Jak informuje nasz przewodnik, latem zjeżdża się tu połowa Serbii, stąd poszukujący ciszy i spokoju powinni omijać to miejsce w sezonie. Miasto oferuje kilka plaż, w tym jedną, na którą możemy wejść bezpośrednio ze starego miasta. Z głównej drogi do ścisłego centrum, a później na wyznaczony parking trafiliśmy bez większego problemu. O dziwo miasto posiada całkiem niezły system oznakowania – było to dla nas miłe zaskoczenie.

Starówka położona jest w zachodniej części miasta, tuż przy porcie. Dostępu do niej strzegą ogromne mury, a do środka możemy dostać się jedną z siedmiu bram. Zaopatrzeni w mapę ruszyliśmy w głąb starego miasta aby zanurzyć się w gąszczu wąskich uliczek. Budva zdecydowanie zadbała o starówkę. Jest tutaj znacznie czyściej i przyjemniej niż Ulcinij. Ulice starego miasta krzyżują się i przeplatają co daje sporo swobody i pozwala na poruszanie się według własnego uznania. Rozsiane po kamieniczkach butiki i restauracje zapraszają przechodniów do środka. Miejsce jak dla mnie bardzo urokliwe i warte odwiedzenia, czas tam mijał nam bardzo szybko.

Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie odwiedzili lokalnej piekarni. Postanowiliśmy spróbować lokalnego przysmaku – burka, ciasta nadziewanego mięsem, szpinakiem lub serem (nasz był serowy). Burek na bałkanach występuje w różnej postaci, w Serbi w postaci placka, w Bośni ma kształt wąskich, podłużnych pasm lub ślimaka. W Czarnogórze widzieliśmy już kilka różnych postaci. Nie mniej jednak nie kształt a smak się liczy  –  przekąska wyjątkowo nam posmakowała i na pewno nie będzie to ostatni raz kiedy ją próbujemy. Mnie osobiście zaintrygował fakt, że wyjątkowo często pojawiają się tutaj pizzerie – postanowiłem jedną sprawdzić 🙂 Wypadła na 5, pizza we włoskim stylu, bardzo cienkie ciasto, ser i pepperoni ahh, ale obiecuję koniec z pizza skupimy się na lokalnych przysmakach.

Autor

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.