Już o poranku było wiadomo – pogoda nam dziś nie dopisała. Co gorsza, jej poprawę zapowiadają dopiero na niedzielę, kiedy nas już tu nie będzie. W ciągu dnia przytrafiło się jednak kilkugodzinne „okno pogodowe”, kiedy to łaskawie przestało padać. Postanowiliśmy więc je wykorzystać i wybraliśmy się na wycieczkę do Kotoru – to była nasza ostatnia szansa.

Do pokonania mieliśmy jakieś 45km, czyli praktycznie całą Bokę Kotorską. Po drodze, gdzieś w oddali widać było przejaśnienia. Pojawiła się więc szansa, że trafimy na względnie dobrą pogodę – czytaj ominie nas burza. Słaba widoczność, mokra jezdnia, w żółwim tempie, ale w końcu dotarliśmy do celu. Zaraz po przekroczeniu znaku „Kotor” trafiliśmy na korek, tworzący się za każdym razem kiedy tylko mamy okazję przejeżdżać przez miasto. Ominęliśmy go kierując się na parking w pobliżu starówki.

Kotor nazywany Czarnogórskim Dubrownikiem, przyciąga rzesze turystów z różnych zakątków świata o czym mieliśmy okazję się przekonać zwiedzając Stare Miasto. Mimo nieciekawej pogody, już u bram napotkaliśmy sporą grupę ludzi. Nasz zielony przewodnik Michelin przypadkowo został w Herceg Novi. Zdobyta w Informacji Turystycznej mapka była jak na złość mało czytelna, musieliśmy więc radzić sobie sami.

Ulice Starego Miasta nie mają nazw, ponumerowane są jedynie budynki. Tworzą one swoisty labirynt łączący place, świątynie i pałace. Układ ten pochodzi jeszcze ze średniowiecza. Pokonując wąskie przesmyki, odkrywaliśmy co raz to nowe zabytki i łączące je uliczki, nierzadko kręcąc się przy tym w kółko. Trzeba przyznać, że taki sposób zwiedzania ma w sobie coś odkrywczego. Zmęczeni pogodą trafiliśmy do jednej z wielu tamtejszych kawiarni i oddaliśmy się przepysznej kawie. Nie bylibyśmy również sobą, gdybyśmy nie odwiedzili chyba jedynej piekarni na Starym Mieście. Niestety nie zachwyciła nas swoimi wypiekami.

Ze względu na niepewną pogodę ominęło nas zwiedzanie twierdzy i fortyfikacji wznoszących się ponad miastem. Nie mieliśmy ze sobą ani dobrych butów na wspinaczkę po śliskich stopniach, ani ubrania chroniącego nas przed deszczem. Ciemne chmury napływały w zastraszającym tempie, do tego wiał bardzo silny wiatr. Między kamienicami nie był może tak mocno odczuwalny, ale ilekroć wynurzaliśmy się na bardziej otwartą przestrzeń dosłownie urywało głowę. Nie chcieliśmy ryzykować i tym razem musieliśmy odpuścić. Deszcz pojawił się dokładnie w chwili kiedy wychodziliśmy ze Starego Miasta i niestety towarzyszył nam już do końca dnia.

Jutro ostatni dzień wakacji. Wszystkie znaki na niebie, ziemi i w internecie wskazują, że pogodowo będzie bardzo zbliżony do dzisiejszego. Najgorsze w tym wszystkim są te ulewne burze, które bezlitośnie trzymają nas zamkniętych w pokoju. A tu tyle fajnych rzeczy można jeszcze porobić i pooglądać na zewnątrz :).

Autor

3 komentarze

  1. I znowu oglądałam wasz wpis w tym samym czasie co Irenka – jej komentarz pojawił się, gdy skończyłam oglądanie zdjęć. Stare miasto, jak prawie wszędzie, jest bardzo ciekawe. Aż nie pasują tam anteny satelitarne i klimatyzatory. Cieszę się, że możecie z bliska oglądać te wszystkie cuda architektury i krajobrazu… Całuję i ściskam was na odległość, a wkrótce – w realu…

    • Michał Odpowiedz

      Klimatyzatory są tutaj wszędzie, nawet na najbardziej zniszczonych budynkach. W największe upały trudno bez nich wytrzymać. W tych rejonach mają ponad 300 dni słonecznych w roku!

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.