Jako wielbiciele dobrego jedzenia i trunków postanowiliśmy dodać wpis, w którym przedstawimy odkryte przez nas bałkańskie specjały. Oceny oczywiście są bardzo subiektywne a oto i one:

Piwa

Nikšićko (Czarnogóra)

Piwo z jedynego czarnogórskiego browaru – Trebjesa. Jak można się domyślić, jest ono najbardziej popularnym piwem w kraju – jego reklamy można zauważyć przy każdym barze i kawiarnianym ogródku. Nam nie bardzo podeszła wersja lager – wydała się nazbyt rozwodniona – ale za to staliśmy się prawdziwymi wielbicielami wersji „limun”, czyli cytrynowej. Smakuje podobnie do Desperadosa, ale ten „niepiwny”, słodko-kwaśny smak jest jeszcze bardziej wyraźny. Idealne na upał, gorzej, że ilość „E” w składzie taka trochę odstraszająca …

Jelen (Serbia)

Lager z tej marki to absolutny lider serbskiego rynku sprzedaży piwa, uhonorowany wieloma nagrodami, w tym międzynarodową Monde Selection. My również jesteśmy jego wielbicielami.

Pils Plus (Serbia)

Serbskie piwo należące do grupy Heineken. Odkryliśmy je przypadkowo, kiedy w ramach napoju na upał zakupiliśmy jego cytrynową wersję Radler. Byliśmy nią bardzo mile zaskoczeni, zwłaszcza, że nie jesteśmy fanami żadnej z „cytrynowych” odsłon polskich piw. Radler Pils Plus okazał się – podobnie jak Nikšićko Limun – zbliżony smakiem do Desperadosa tyle, że odrobinę słodszy.

Sarajevsko (Bośnia i Hercegowina)

Produkt pierwszego browaru w Bośni – Sarajevska Pivara, który prócz piwa wytwarza także napoje chłodzące takie jak Pepsi czy 7up. Nam, Sarajevsko wydało się zbliżone smakiem do Nikšićko – przyjemnie ugasiło pragnienie, ale bez szału.

Peja Pilsner (Kosowo)

Piwo pochodzące z kosowskiego browaru Pejë, reklamowane jako najlepsze kosowskie piwo. Nie widzieliśmy w sklepach żadnego innego kosowskiego piwa, więc trudno nam tu wyrokować, niemniej piło się nam je bardzo przyjemnie.

Wina

Nazwy obydwu prezentowanych win są zastrzeżone i mogą być nadawane jedynie winom zrobionym z miejscowych winorośli.

Krstač

Najsłynniejsze czarnogórskie białe wino, które pija się tu często zmieszane z niewielką ilością gazowanej wody. Taka mieszanka działa jak orzeźwiający napój i nazywana jest przez miejscowych „bijeli špricer”. Nam jednak – mimo kilku prób – zupełnie nie podeszło.

 

Vranac

Najważniejszy szczep winogron w Czarnogórze, wykorzystywany do produkcji wina o tej samej nazwie. Jego cierpki, wytrawny smak łagodnieje nieco, gdy wino trochę pooddycha.

Coś na ząb

Burek

Prawdziwy bałkański przebój sprzedawany chyba w każdej piekarni. Wiele warstw cienkiego ciasta filo lub yufka przekładanych farszem: serowym, mięsnym lub warzywnym. Podawany na ciepło i z naszego doświadczenia wiemy, że taki smakuje najlepiej. Może mieć kształt zwiniętego ślimaka lub trójkąta. Do perfekcji mamy opanowane: „Burek. Dva. Jedno sir. Jedno meso” – czyli magiczna formułka, w stylu „Kali jeść”, zamawiania dwóch burków: jednego z serem, jednego z mięsem. Niestety nie zdołaliśmy jeszcze nigdzie przyczaić burka z innym farszem.

Kajmak

Do niedawna kajmak kojarzył nam się tylko i wyłącznie ze słodką, karmelową masą na wielkanocnych mazurkach lub w przekładanych waflach. Teraz wiemy, że istnieje również inna odsłona kajmaku. Bałkański kajmak to również wyrób mleczny, ale tworzy się go zbierając kożuch z mleka i przechowując w drewnianych naczyniach do fermentacji. Tak przynajmniej głosi teoria 😉 W marketach kajmak można śmiało znaleźć w lodówkach między masłem a serkami do smarowania pieczywa. Zakupiliśmy jeden na spróbę i bardzo nam posmakował. Smakuje nieco jak słony śmietankowy serek do pieczywa, ale jest tłustszy w konsystencji, co niestety odbija się również w jego kaloryczności – 100g ma ponad 400 kcal!. Robimy z nim kanapki i wcinamy z pomidorem, które co do jednego smakują tu jak nasze najlepsze polskie działkowe.

Słodycze

Čupavci

Ciastko podobne do australijskich lamingtonów. Jako, że tu posiada bardzo bałkańską nazwę, nie będziemy dociekać czyj pomysł był pierwszy. Niestety na temat čupavci nie ma zbyt wiele informacji w internecie. Na stronie traktującej o kuchni Europy Wschodniej przedstawione jest ono jako deser chorwacki – niewykluczone. My odkryliśmy go w pobliskim markecie. Čupavci to prostopadłościenne, wilgotne ciastka z mąki, cukru, masła, jajek i mleka, pokryte kakao i zanurzone w wiórkach kokosowych. Ich nazwa pochodzi od chorwackiego čupavi, co oznacza „futrzany”. Niby nic a są naprawdę przepyszne. Michał stał się ich prawdziwie oddanym wielbicielem ;D Ciekawe jest również to, że te sklepowe składają się z samych naturalnych składników. Brak w nich sztucznych barwników, wszelkiego rodzaju E, aromatów czy innych utrwalaczy. Prawdziwe domowe ciasto prosto z osiedlowego marketu.

Dania główne

Obiecałam dokładny opis naszego „national plate for 2 persons” z Mostaru. Oto i on:

Japrak

Mięsno – ryżowy farsz zawinięty w liście winogron. Bardzo podobne do naszych gołąbków, tylko bez kapusty i sosu a do tego znacznie mniejsze – takie na kęs lub dwa.

Dolma

Tym terminem nazywane są na Bałkanach wszelkiego rodzaju faszerowane warzywa. Mogą to być papryki, cebule, cukinie, pomidory czy liście kapusty lub winogron (japrak jest również przedstawicielem dolmy). Farsz jest najczęściej mięsny z dodatkiem ryżu, czyli dolma w wersji z liśćmi kapusty to już ewidentnie nasze gołąbki.

Ćevapi (ćevapčići)

Mielone lub siekane mięso, odpowiednio doprawione, uformowane w ruloniki, grillowane lub smażone. Prócz takich „kiełbasek” dostaliśmy również kilka mięsnych przekąsek w postaci medalionów. Mniemam, że to inny rodzaj ćevapi.

Đuveč

Rodzaj mięsno – warzywnego gulaszu. Najczęściej używanym do tej potrawy mięsem jest wołowina. Nazwa pochodzi z języka tureckiego i oznacza „ceramiczny garnek” – naczynie, w której potrawę najczęściej się przygotowuje.

Do tego wszystkiego, na naszym półmisku znalazły się jeszcze: ziemniaczki, ryż, pita, pasta paprykowa i kwaśna śmietana. Oczywiście każdej z wymienionych potraw było po trochu – tak żeby móc przy jednym zamówionym daniu spróbować wielu przysmaków na raz. Bardzo nam się ten pomysł podobał.

 

Oczywiście nie można zapomnieć jeszcze o rybach i wszelkiego rodzaju owocach morza. Świeży surowiec to wielki atut tutejszych restauracji. Nas jednak w bałkańskiej kuchni urzekło przede wszystkim mięso i warzywa, które przyrządzane są tak, że same rozpływają się w ustach. Dzisiejsza „pożegnalna” jagnięcina jest tego kolejnym dowodem.

Efekt jest taki: Po dwóch tygodniach w Czarnogórze (z małą wycieczką do Bośni i Hercegowiny) jesteśmy zadeklarowanymi fanami bałkańskiej kuchni!

Autor

1 komentarz

  1. Ślinka cieknie z rana na widok waszych zdjęć potraw bałkańskich… A my będziemy na was czekać w niedzielę z typowo polskim (tradycyjnie – jak poprzednio po waszym powrocie) obiadem, czy też obiado-kolacją (?). Życzymy spokojnej i bezpiecznej drogi. Do zobaczenia w Lublinie…

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.