Dzisiejszego dnia (środa, 4 września) postanowiliśmy połączyć przyjemne z … przyjemnym 😉 Było i trochę akcji „plażowy skwierczing” – to dla ciała – a dla ducha kolejne piękne widoki i nasze pierwsze sardyńskie nuragi!

W drodze do Groty NeptunaRozpoczęliśmy od niedalekiej wycieczki do zatoki Porto Conte. Pojechaliśmy na sam jej koniec (Capo Caccia) bo niezmiernie lubimy wypady na takie wysunięte skraje wyspy, gdzie kończy się droga i wiadomo, że dalej to już tylko morze. Widoki dawały efekt wow a słońce i temperatura efekt au ;P – na serio temperatura dziś dawała popalić! Wyszliśmy z samochodu „na chwilkę” z samym aparatem porobić fotki. Zainteresowały nas schody wijące się w dół i dość duży ruch, który na nich panował. Wyraźny napis „Grota Neptuna” powinien dać nam do myślenia 😉 i np. cofnąć do samochodu po portfel, ale my zaciekawieni co jest za kolejnym zakrętem i oniemiali widokami zaczęliśmy schodzić i schodzić i schodzić i nagle zeszliśmy na sam dół aż do – jak można się było domyślić – Groty Neptuna a tam … jak również można się było domyślić – kasa biletowa ;D Jak już weszliśmy te milion schodków do góry ciągnąc za nami nasze płuca, nie w głowie nam była powtórna wycieczka 🙂

Tam sprzedają zimne piwo!Następne kilka godzin spędziliśmy na plaży. Z początku wybrałam jedną z oznakowanych plaż blisko naszego kempingu, ale wracając z naszej wyjazdowej wycieczki zaciekawiło nas kilka samochodów stojących tuż przy niewielkim lasku. Okazało się, że za nim była mała plażyczka a na niej zaledwie kilka osób. W małym domku starszy pan wynajmował leżaki i sprzedawał pyszne sardyńskie zimne piwo (tak naprawdę to Ichnusa – bo nim mowa – nie jest jakimś szczególnie dobrym piwem, ale zimne w gorący dzień to na serio niebo w gębie). Pomyśleliśmy, że po wczorajszej wizycie na tzw. „popularnej” plaży, chwila relaksu w miejscu gdzie swobodnie można rozłożyć nasz plażowy namiocik to będzie to co nam trzeba.

Kompleks nuragów w PalmaveraOk 17–tej ruszyliśmy w stronę kempingu zatrzymując się w jedynym w okolicy kompleksie nuragów – Palmavera. Nuragi z pewnością zasługują na dłuższą wzmiankę i myślę, że któregoś dnia szarpniemy się na wpis zbierający wszelkie sardyńskie specjalności. W tej chwili powiem tylko, że nuragi to stożkowate wieże z kamieni układanych jeden na drugim bez użycia zaprawy, wysokie na 4-5 metrów, ale często więcej niż 10 czy nawet 27. Czym były – dokładnie nie wiadomo, ale nie znajdziemy ich nigdzie indziej w Europie i z pewnością są unikatową wizytówką Sardynii. Być na Sardynii i nie wiedzieć nuragu, to jak być w Paryżu i nie widzieć wieży Eiffla!

Jutro zmiana kempingu. Przenosimy się na wschodzie wybrzeże w okolice zatoki Orosei. Trzymajcie kciuki żeby internet i pogoda były z nami. Google wskazuje zachmurzenie, mgły i co gorsza deszcze na najbliższe dni, więc mamy nadzieję, że tym razem się nie sprawdzi.

Autor

1 komentarz

  1. Zapierające dech widoki, a Monia już opalona. Trzymam mocno kciuki za pogodę, skoro u nas piękne słoneczko świeci ,to tym bardziej zawita do was. Buziaczki

Napisz komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.