Do rzeczy, które należy zobaczyć będąc na Sardynii, obok nuragów, grobowców gigantów i „domów czarodziejek”. należy z pewnością grupa wysp wchodząca w skład archipelagu Magdaleny (Arcipelago de la Maddalena). Od czasu przybycia na Sardynię mieliśmy w planach tą wycieczkę. Wraz z przyspieszoną przeprowadzką na północ, czekaliśmy na odpowiednią pogodę by wyruszyć na całodniowy wypad – dzisiaj się udało.

Na największą wyspę archipelagu – Magdalenę – dostaliśmy się promem z Palau. Szybka przeprawa z załadunkiem i wyładunkiem niewielkiego promu trwała 20-parę minut i oto dotarliśmy na kolejną wyspę. Magdalena to także główne miasto archipelagu skąd wyruszyliśmy w dalszą wyprawę. Niestety informacja turystyczna sprawiła nam niemiłą niespodziankę będąc zamkniętą, także atrakcji musieliśmy poszukać samemu. Kto jak kto, ale my wiemy, że takie odkrywanie ma swoje zalety.

Ruszyliśmy na wschód od miasta, powoli sunąc po drodze podziwialiśmy wszystko wokoło. Góry, pagórki, pobliskie wysepki, zatoki i plaże. Do tego żar lejący się z nieba, czy można chcieć czegoś więcej? Odpowiedź brzmi: tak, wody 🙂 Śledząc poczynania Włochów zauważyliśmy pewną prawidłowość: Im więcej samochodów przy drodze w jednym miejscu, tym piękniejsza plaża znajdująca się w pobliżu. Po raz kolejny raz ten system nas nie zawiódł, Monia stwierdziła później, iż była to jedna z najładniejszych plaż na jakich dotychczas byliśmy.

Na Baia Trinità spędziliśmy dobrych kilka godzin, ale to jeszcze nie wszystko. Caprera – druga co do wielkości wsypa archipelagu to był nasz kolejny przystanek. Szczęśliwie jest ona połączona mostem z Magadaleną. Obie wyspy staraliśmy się objechać najlepiej jak to było możliwe, niejednokrotnie kończąc na ich krańcach i zawracając. Poniżej kolejna porcja zdjęć z naszych wojaży pachnących słońcem.

Autor

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.