Na początek trzeba zaznaczyć, że Sardynia to bardzo ubogi region Włoch. Mimo, że dla turysty może wyglądać jak raj na ziemi, to na prawdę boryka się on na co dzień z wieloma problemami np. bezrobociem (zwłaszcza wśród osób młodych), które ponoć większe we Włoszech jest tylko na Sycylii. Ponadto, Sardynia to przede wszystkim region wiejski, rolniczy i pastewny. Większych miejscowości jest dosłownie kilka, królują wioski, małe mieściny i absolutnie wszędzie możemy znaleźć pasące się stada owiec czy kóz. Jednak jest miejsce w tym całym skromnym krajobrazie, gdzie słowo skromny w ogóle nie pasuje – to Costa Smeralda (Szmaragdowe Wybrzeże), miejsce milionerów, jeden z najbardziej słynnych i cenionych kurortów na świecie. I ten powiew (bo przecież nie dotyk :P) luksusu postanowiliśmy dziś sprawdzić.

Na pomysł Konsorcjum Szmaragdowego Wybrzeża wpadł arabski książę – Karim Aga Khan IV – który ujrzał wielki potencjał w opustoszałym wówczas regionie Sardynii. Razem ze swoimi bogatymi włoskimi przyjaciółmi postanowili wybudować na nim najbardziej rozległy i luksusowy obszar turystyczno-kąpieliskowy w basenie Morza Śródziemnego. I tak powstały dziesiątki hoteli, setki willi, pole golfowe, centrum nurkowania i porty. Budowle stawiane są tu w stylu neośródziemnomorskim lub neonuragicznym (wzorowanym na wieżach nuragów) tak aby całość pięknie wtapiała się w krajobraz bez naruszania jego charakteru. Nazwy willi i hoteli wyryte są często na głazach stojących przy wjeździe. Wszystko wygląda rzeczywiście przepięknie i tylko ogromna ilość kamer (lub marka zaparkowanego samochodu) potrafi czasem zdradzić prawdziwą wartość danego miejsca. Jednak nie wszystko złoto co się świeci. Obrońcy natury zarzucają Konsorcjum dewastację naturalnego środowiska i nawet piękna architektura willi ich nie przekonuje. Co więcej, większość inwestycji nie jest rodzima, tak więc płynące tu fale euro często nie trafiają do sardyńskiej kasy i tym samym nie wzbogacają lokalnego budżetu.

Kościół Stella Maris w Porto Cervo Zatrzymaliśmy się w Porto Cervo – stolicy Szmaragdowego Wybrzeża, kurorcie słynącym przede wszystkim ze swego portu, w którym cumują najbardziej wypaśne jachty. Tak było i dziś 😉 Wśród willowych ulic łatwo można odnaleźć małą perełkę – kościółek Stella Maris wybudowany oczywiście w stylu neośródziemnomorskim. Na mnie zrobił on ogromne wrażenie i uważam go za absolutnie jeden z najpiękniejszych kościółków jakie widziałam. Chcieliśmy również sprawdzić czy woda po tej stronie wyspy jest rzeczywiście „smeralda” i tu spotkał nas zawód bo jakoś nie mogliśmy się dziś doszukać w niej szmaragdowych odcieni. Dużo bardziej kolor wody podobał nam się na Maddalenie czy plaży Pelosa na zachodnim wybrzeżu.

W drugiej części dnia uskuteczniliśmy kolejną „archeologiczną” wycieczkę – tym razem padło na jeden z „grobowców gigantów” o którym więcej będzie w specjalnym wpisie traktującym o wszystkich archeologicznych sardyńskich smaczkach. Na koniec podjechaliśmy przejść się po Cannigione – małym miasteczku obok którego znajduje się nasz aktualny kemping.

Autor

1 komentarz

  1. Kościółek jest rzeczywiście przepiękny, wygląda jak ilustracja z bajki dla dzieci.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.