Wtorkowy poranek przywitał nas pochmurnie, zupełnie jakby pogoda chciała pokrzyżować nam wycieczkowe plany. Zachmurzenie jeszcze nigdy nie przestraszyło nas na tyle, aby zrezygnować z obranego wcześniej celu. Pełni porannej werwy i zapału udaliśmy się na południe w rejon zatoki Orosei. Cel, kulturalna czwórka Sardynii: Nuoro, Mamoiada, Orgosolo, Oliena (jak się później okazało trójka).

Będąc coraz bliżej pierwszego celu naszej wycieczki, pogoda płatała nam figle. Na zmianę wchodziło słońce, to kropił deszcz. Lekko zaniepokojeni tą przeplatanką dotarliśmy do pierwszego przystanku Nuoro. Zatrzymaliśmy się nieopodal centrum, na parkingu tuż przy informacji turystycznej :-). Uzbrojeni po zęby – w mapę miasta – ruszyliśmy w kierunku centrum i głównej ulicy.

Nuoro (Nugoro) na początku XX w. nazywane było Atenami Sardynii, ze względu na liczną grupę intelektualistów działającą w mieście. Miasto rozsławiła także włoska pisarka Grazia Deledda. Aktualnie jest to ważny ośrodek kulturalny i administracyjno-handlowy na Sardynii.

Kawa w TettamanziKiedy trafiliśmy na główną ulicę miasta Corso Garibaldi, pełną kawiarni i sklepów, było około godziny 13 (pora siesty), w sam raz na włoską kawę i rogalika. Pokierowani przewodnikiem, trafiliśmy do Tettamanzi: jednej z najlepszych kawiarni w mieście, działającej prawdopodobnie od 1875 roku (wnioskuję z paragonu). Chwilę przy kawie zakłócały nam pojawiające się znienacka opady deszczu. Zrobiło się chłodno. Skróciliśmy spacer, udając się w kierunku samochodu. Ubrania wożone w samochodzie pozwoliły nam, szybko przebrać się w coś cieplejszego.

Opuszczając deszczowe Nuoro, próbowaliśmy udać się do kolejnego przystanku – Mamoiady. Nie mniej jednak fatalne oznaczenia w mieście skuteczne utrudniły nam wyjazd jak i obranie prawidłowej drogi. W pewnej chwili odpuściliśmy i wyjechaliśmy w kierunku Orgosolo. Trzeba by nadłożyć extra drogi aby dotrzeć do Mamoiady.

Murale w OrgosoloOrgosolo niegdyś dawało schronienie „banditismo sardo” – rozbójnikom chroniącym się przed wymiarem sprawiedliwości. Stąd także pochodzili aktorzy amatorzy występujący w filmie „Banditi a Orgosolo” Vittoria de Sety (1960). Sam film opowiada o sardyńskich pasterzach, którzy zmuszeni byli do walki z plagą bandytyzmu i skorumpowanych władz. W tej chwili Orgosolo przede wszystkim słynie z czegoś innego niż bandyci – z murali. Ta forma sztuki ulicznej, rozwinęła się tutaj wyjątkowo. W mieście znajduje się ponad 300 murali. Ich przesłanie jest jest bardzo różne: od propagandy politycznej, przez problematykę społeczną po wolną sztukę ekspresji. Spacer ulicami Orgosolo, wywarł na nas ogromne wrażenie, gdyby tylko nie te trzy autokary turystów spacerujących po mieście. Staraliśmy się unikać ich tak bardzo jak to tylko było możliwe. Wizytę tradycyjnie już zakończył deszcz.

Następnym przystankiem na trasie była Oliena. Szczęśliwie trafiliśmy na okno pogodowe, które umożliwiło nam zwiedzanie. Miasto oliwy i wina, bo tak mówi się o Olienie, zupełnie nie pokazało swoich atutów, tak jak miało to miejsce w Orgosolo. Stare miasto wprawdzie ma na swoim koncie kilka murali, nie mniej jednak spacer zakończyliśmy nieco rozczarowani.

Zmęczeni ale szczęśliwi udaliśmy się w drogę powrotną. Na miejscu przywitała nas pokaźna ulewa, która skutecznie ograniczyła nasze możliwości twórcze tego wieczoru.

Autor

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.