Odkąd nie musimy już robić po tysiąc km dziennie, poranna mobilizacja nie idzie nam już tak sprawnie :). Podobnie było i wczoraj. Do stolicy Grecji przybyliśmy stosunkowo późno, na dodatek, w trakcie drogi zaczęło padać. Wszelkie prognozy zapowiadały wprawdzie deszcz, ale kto by się tam nimi przejmował. Toż to wakacje w Grecji! Pokropi trochę i przestanie. Przekonani o pewności tej teorii zostawiliśmy nasze wszystkie ręczniki na sznurkach :).

Na wjeździe do miasta byliśmy świadkami dwóch kolizji drogowych w przeciągu 2 minut a jakiś Grek prawie rzucił się nam pod koła. Za jedyny drogowskaz służył nam widok Akropolu, który w pewnym momencie ukazał się nad horyzontem a w poszukiwaniu parkingu pomagał niezawodny zielony przewodnik (choć dzięki greckim oznaczeniom i tak najpierw trafiliśmy na takim tylko dla motocykli).

Ateny - targ rybnyW kierunku Placu Monastiraki udaliśmy się ulicą, na której można było kupić dosłownie wszystko. Sklepy z narzędziami, akcesoriami turystycznymi, walizkami, plecakami, sklepy zoologiczne, stoiska z przyprawami, nie wspominając o odzieży, akcesoriach czy gastronomii. Po drodze zahaczyliśmy też o targ z prawdziwego zdarzenia, na którym, miałam wrażenie, że razem z Anią stanowiłyśmy swojego rodzaju atrakcję. Jeszcze kilka minut i z pewnością wyszłybyśmy stamtąd dzierżąc jakieś kilo świeżej ośmiornicy lub królika.

Ateny - na AkropoluW końcu przyszedł czas na właściwe zwiedzanie. Odeon, Brama Beuliego, Propyleje, Partenon, Erechtejon, Teatr Dionizosa – to zaledwie sam Akropol. Część zabytków pokryta jest niestety szpecącymi rusztowaniami niekończących się prac renowacyjnych, mających na celu ochronę białego marmuru, zastąpienie fryzów i rzeźb kopiami, scaleniem budowli nadwyrężonych trzęsieniem ziemi w 1981 roku a także naprawę wcześniejszych restauracji. Następnie widzieliśmy Rzymską Agorę, Starą Agorę i Tezejon by na 10 min przed zamknięciem zahaczyć jeszcze o Bibliotekę Hadriana. Niezły maraton :). Nic dziwnego, że zakupione przez nas bilety były na 4 dni. Niestety nie daliśmy rady zobaczyć wszystkiego co oferowały, a szkoda. Spacery wśród ruin bardzo przypadły nam do gustu a szczególnie Ani, która zachwycała się praktycznie każdą kolumną z osobna i co raz wspominała coś o tym, że zostaje lub, że chce wrócić.

Ateny - szamaZmęczeni i głodni usiedliśmy w tawernie i zamówiliśmy talerz grillowanego mięsiwa dla trojga :): souvlaki, gyros, kebab, piersi z kurczaka, kiełbaski, chlebek pita a wszystko to na górze frytek plus tzatziki, których było zdecydowanie za mało.

Zaczynało się ściemniać. Obowiązkowa wizyta w kramiku z pamiątkami i trzeba było zmierzać do kempingu. Zgodnie stwierdziliśmy, że zmrok Atenom służy, bo przemierzane przez nas ulice za dnia niekoniecznie nas zachwyciły, gdy jednak ciemność przykryła brud i nieporządek, to nawet miało to swój urok.

Powrót na „naszą” wyspę to było wyzwanie! Po tym jak minęliśmy Chalkidę i rozpoczęły się nasze ulubione serpentyny górskie, utonęliśmy w totalnych ciemnościach. W samochodzie można było słyszeć tylko mnie wspinającą się na wyżyny nawigowania Michała: łagodnie w prawo, ostro w lewo, ostro w prawo, łagodnie w lewo …. Po przyjeździe na kemping odkryliśmy, że przeszła nad nim jakaś totalna zlewa, bo mokra była nawet część zawartości przedsionków w namiotach. No i dziś rano po prysznicu nie było mowy o wytarciu się do sucha ;).

Autor

1 komentarz

  1. To był cudny spacer – z wami po Atenach…Dziękuję za tak dużą ilość zdjęć, bo jest co oglądać. Mnie, w odróżnieniu od was, nie bolą nogi od biegania po tych starożytnych miejscach.
    Czekam na wenę twórczą u Ani i Michała, chociaż Monia jest niezastąpiona i wspaniała w swoich opisach i spostrzeżeniach. Do zobaczenia w poniedziałek (dzisiaj jedziemy nad Krasne)!

Napisz komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.