Prawda, że Dzień Dziecka to świetny moment na wyruszenie w podróż? Co prawda na lotnisku w Trapani byliśmy przed północą, ale najważniejsze, że jeszcze 1 czerwca udało nam się postawić stopy na ciepłej sycylijskiej ziemi. Mały przestój w oczekiwaniu na odbiór dużego bagażu a potem poszło już sprawnie. Wynajętym samochodem bez problemów dostaliśmy się do hotelu i … od razu poszliśmy w kimę 😀 Wyszliśmy z założenia, że przez następne 3 dni nie zaznamy zbyt dużo snu, dlatego trzeba było wyspać się na zaś.

Nasz pierwszy pełnoprawny dzień na Sycylii rozpoczęliśmy od prawdziwego włoskiego śniadania. Rogaliki, owoce, kruche ciasta i tiramisu! To się nazywa początek dnia! Hotel co prawda serwował również śniadania „na konkretnie”, ja jednak wyszłam z założenia, że jeśli przez kolejne 3 dni mogę bezkarnie wtranżalać tiramisu z rana, to niech się dzieje 😀 . Na koniec obowiązkowa kawa – w końcu jesteśmy we Włoszech – szybkie pakowanie ślubnych gadżetów i w drogę. Kierunek – Palermo! A przy okazji znaleźliśmy również silnych kandydatów na plenery następnego dnia.

Niby dopiero początek czerwca a słoneczko operowało już prawdziwie wakacyjnie. W drodze do stolicy wyspy pozwoliliśmy sobie na godzinną przerwę na plaży. Kontakt z wodą ograniczyliśmy jednak tylko do zanurzenia stóp 😉 .Ten, dopiero rozpoczęty, sezon można było bowiem odczuć w jej temperaturze.

Do Palermo wjechaliśmy bez żadnego planu czy wcześniejszego researchu. Zostawiliśmy samochód przy ulicy i poszliśmy na zwiady. Dość szybko trafiliśmy pod zabytkową katedrę (od lipca 2015 na liście UNESCO) a naszą uwagę przykuli … ludzie na jej dachu. Okazało się, że wystarczy bilet, pokonanie „kilku” schodków i panoramę miasta można podziwiać z wysokości. Zapowiadała się fajna miejscówka. Spacerowaliśmy dalej zagłębiając w się coraz to mniej plenerowe (pod kątem fotograficznym) acz klimatyczne uliczki. Na obiad zdecydowaliśmy się na pizzę (niestety była bardziej turystyczna niż włoska) a następnie wróciliśmy na małe przebieranki w samochodzie i ruszyliśmy na dach!

Czas na wysokości okazał się mocno ograniczony, bo żeby kolejna grupa mogła wejść na górę, poprzednia musiała z niej zejść. Nadwyrężyliśmy więc nieco cierpliwość pani, która „kierowała” tym ruchem, ale chyba nie miała odwagi denerwować się na „nowożeńców”. Następnie „pogwiazdorzyliśmy” jeszcze nieco przed samą katedrą i w pobliskim parku. Nasza obecność nie była może jakimś wielkim wydarzeniem,  ale z pewnością zwracaliśmy uwagę 😉 . Każdemu kto zagadywał trzeba było mówić, że „tak, jesteśmy po ślubie” i „nie, nie braliśmy ślubu dziś tu w Palermo, ale dwa tygodnie temu a na Sycylii robimy tylko zdjęcia”. Po kilku takich „wywiadach” włoskie odpowiedniki tych sformułowań miałam opanowane do perfekcji 😀 .

Do hotelu wracaliśmy w strojach, tak na wszelki wypadek, bo kto wie jaki plener napotkamy po drodze. Grzegorz czujnym i profesjonalnym okiem badał zmieniające się za szybą samochodu krajobrazy. W pewnym momencie usłyszeliśmy tylko „tam jedziemy!” a naszym oczom ukazało się pole winorośli cudownie oświetlone przez zachodzące słońce. Bomba! Nie było wyjścia, trzeba było wykrzesać jeszcze trochę siły (dosłownie, bo nie obyło się bez brania na ręce), przeboleć gryzące komary i walczyć z odruchem mrużenia oczu od święcącego prosto w nie słońca. No ale jakie efekty! 🙂

Z poczuciem dobrze wykonanej pracy wróciliśmy do hotelu gdzie na basenowych leżakach zrelaksowaliśmy się przy zimnym piwku. Wieczorne pogaduchy nie trwały jednak długo. Nazajutrz czekał nas bowiem długi i pracowity dzień a punkt pierwszy planu to … sesja o wschodzie słońca!

Autor

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.