Hiszpania, gorące słońce, bezchmurne niebo, żar, pot, okulary słoneczne i krem z filtrem. No cóż, z pewnością nie na początku kwietnia 🙁 Po całkiem przyjemnej środzie i czwartkowym słońcu, które, jeśli schować się przed wiatrem, mogło rozebrać nawet do krótkiego rękawka, przyszedł dzień, w którym Barcelona pokazała jak bardzo ma nas w poważaniu 😀 Niewiele ponad 10 stopni i ulewa – tak zaczął się nasz piątkowy poranek. Uwięzieni w mieszkaniu czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Przed nami był kolejny bardzo spacerowy dzień, końca deszczu wypatrywaliśmy więc jak wybawienia. Przed południem łaskawie przestało padać. Ubraliśmy na siebie słuszne ilości ubrań i ruszyliśmy w miasto. Niektórzy włożyli nawet wszystko co mieli, wszak wycieczka do Hiszpanii a w weekend przed wylotem nawet w Polsce było ponad 20 stopni! – ot widać, taka zmyła.

Barri GòticPiątkowy plan w pierwszej kolejności przewidywał Dzielnicę Gotycką (Barri Gòtic), która swą nazwę zawdzięcza budowlom z XIII – XV wieku, choć tak naprawdę jest dużo starsza (pierwsze mury miejskie datowane są na IV w.). Obecny kształt Barri Gòtic jest wynikiem daleko zakrojonych prac renowacyjnych, jakie miały tam miejsce w XIX i na początku XX wieku. W labiryntach wąskich uliczek zawsze czujemy się doskonale. Za każdym rogiem jakaś tajemnica lub niespodzianka, jak np. ta, gdy z kontemplacji wyrywa Cię uderzająca w głowę piłka, bo okazuje się, że mały dziedziniec na trasie służy również za plac zabaw pobliskiej podstawówce 🙂

Barri Gòtic - Katedry św. EulaliiWszystkie uliczki prędzej czy później doprowadzały nas do którejś ze ścian Katedry poświęconej patronce miasta – św. Eulalii. Była to trzynastoletnia dziewczynka, która zmarła w obronie religii chrześcijańskiej a jej torturom jak i męczeńskiej śmierci towarzyszył szereg cudów: płomienie pochodni, którymi ją przypalano, zwróciły się przeciwko wykonawcom rozkazu a gdy jej zwłoki rozpięto na krzyżu i wystawiono na widok publiczny, spadł śnieg i przykrył nagie ciało dziewczynki. Nie oszukujmy się. Gdyby kościoły w Barcelonie brały udział w takim sakralnym „Mam Talent”, to po wczorajszej Sagradzie Familii byłoby, mówiąc kolokwialnie, pozamiatane 😀 Dlatego też trzeba było wyczyścić umysł z tych wszystkich esów-floresów dnia poprzedniego i dać się znowu zauroczyć bardziej kanciastym formom spowitym cudownym półmrokiem w odcieniach pomarańczy.

PaellaNaprzeciwko katedry, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, znaleźliśmy restaurację serwującą normalne porcje obiadowe 😀 Może nie powalili nas na kolana swymi danami (desery natomiast mieli bardzo dobre), nie mniej stanowili miłą odmianę od tapasów, którymi żywiliśmy się do tej pory.

Wzgórze Montjuïc - Palau NacionalKolejnym dużym punktem piątkowego planu było Wzgórze Montjuïc. Najlepiej „zdobywa się” je (całe 173 m 😀 ) od strony Placu Hiszpańskiego (Plaza de España) rozpoczynając od bramy wyznaczonej przez dwie wieże wzorowane na weneckiej dzwonnicy św. Marka a kończąc na sekwencji gigantycznych fontann świetlnych i schodów prowadzących do majestatycznego Palau Nacional. Absolutnie warto tam pójść dla samych widoków. Miłośnicy kultury i sztuki mogą zostać w tym miejscu by zwiedzić Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej. Wystarczy jednak pójść nieco dalej by znaleźć coś dla miłośników sportu. To właśnie na tym wzgórzu powstało zaplecze pod Letnie Igrzyska Olimpijskie ’92. Stadion, hale sportowe i baseny, zmodernizowane mniej lub bardziej, po dziś dzień służą mieszkańcom. Od niepamiętnych czasów marzę by któregoś dnia, na takim właśnie stadionie, kibicować lekkoatletom podczas olimpiady lub mistrzostw, dlatego mi osobiście wejście na trybuny dało wiele radości.

Wzgórze Montjuïc - Muzeum OlimpijskieAbsolutną wisienką na torcie okazało się Muzeum Olimpijskie. Zwiedzanie rozpoczyna się zejściem po łagodnie zakręconej rampie, wzdłuż której rozstawione są stacje poświęcone poszczególnym dyscyplinom sportu a specjalne plansze opisują jak na przestrzeni dziejów zmieniał się pogląd na sport i ludzkie ciało. Na samym dole znajduje się 5 stanowisk komputerowych w 5 olimpijskich kręgach, kolejne sale tematyczne i trochę zabawy: można np. zmierzyć długość swojego skoku wzwyż lub pościgać się na 100 m z wyświetlonym na ekranie biegaczem. Zwiedzanie kończy się w małej salce „kinowej” gdzie emitowany jest film traktujący o wszystkich dyscyplinach letnich igrzysk olimpijskich. Naprawdę gorąco polecam!

Tym sposobem zbliżyliśmy się do końca naszego pobytu w Barcelonie. Nazajutrz czekało nas zaledwie kilka porannych godzin i powrotny lot.

Autor

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.