Dopiero co wszyscy przebieraliśmy stópkami na samą myśl o naszej małej wycieczce a tu już nadszedł jej kres. W sobotę rano spakowaliśmy walizki, po czym, zgodnie z instrukcją, zostawiliśmy klucze na stole i zatrzasnęliśmy za sobą drzwi. Na korytarzu już czekała Pani sprzątająca a w drzwiach wyjściowych minęliśmy Pana z zapasem czystej pościeli i ręczników. Jak na nie hotel organizacja pierwsza klasa.

Do wylotu pozostało nam niewiele ponad 2 godziny. Niby niewiele, ale ostatnie chwile w Barcelonie chcieliśmy spędzić nieco ciekawiej niż bezczynnie siedząc. Michał zaproponował żeby podjechać na stację, z której będziemy łapać metro na lotnisko, wyjść na powierzchnię i nieco się rozejrzeć, a nuż znajdziemy coś ciekawego. Moja ciekawość nie chciała jednak zdawać się tak zupełnie na przypadek. Szybki rzut oka na mapę i … okazało się, że to było najlepsze co można było w tej sytuacji zrobić 😀 Ruszyliśmy więc na spotkanie z …

Camp Nou - Megastore… Camp Nou – absolutna świątynia fanów klubu FC Barcelona, największy piłkarski stadion w Europie i jeden z największych na świecie. Jego trybuny mieszczą niespełna 100 tys. kibiców. Na Camp Nou mieści się również muzeum klubu jak i olbrzymi trzypiętrowy sklep Nike (jeden z oficjalnych sponsorów) pełen ubrań, sprzętu i pamiątek sygnowanych logiem FC Barcelona. Jako, że czas nas gonił (a i zamiłowanie do piłki nożnej u każdego z nas akurat nikłe), nasz pobyt na stadionie ograniczyliśmy do wizyty w sklepie 😀 Zresztą nigdzie indziej bez biletów i tak by nas nie wpuścili. No cóż, nie dziwię się, że ze wszystkich sklepów Nike na świecie ten generuje największe przychody.

I tak właśnie, dodatkowym sportowym akcentem, zakończyła się nasza wycieczka do Barcelony. Mimo, iż mieliśmy na zwiedzanie zaledwie 2,5 dnia, stwierdzam, że udało nam się zobaczyć bardzo dużo. Żałuję tylko pierwszego popołudnia, z którego LOT pozbawił nas cennych godzin, bo zaplanowaną miałam jeszcze wizytę na plaży, park Ciutadella i Łuk Triumfalny (wszystko w Dzielnicy Nadmorskiej, byliśmy już bardzo niedaleko). Jak nic trzeba wrócić! Zwłaszcza, że Barcelona jest przepiękna. Nie wiem czy to takie nasze szczęście, czy tam po prostu tak jest, ale co dzielnica, co wyjście na powierzchnię z kolejnej stacji metra, to wszędzie towarzyszyło nam „wow, ale ładnie!”. Pod względem komunikacji nie mamy również najmniejszych zastrzeżeń. Sieć metra uzupełniona autobusami pozwoliła nam dotrzeć wszędzie, gdzie tylko chcieliśmy. Jedyne co mogło wyjść nieco lepiej, to kulinarna strona tej podróży. Tapas bary ok, ciekawe, bo można zamówić dużo różnych rzeczy i się podzielić w towarzystwie, tak, że każdy sobie skubnie wszystkiego po trochu, ale w pewnym momencie chcieliśmy popróbować innego oblicza katalońskiej kuchni i trafiliśmy średnio. Będzie nad czym pracować kolejnym razem 🙂

 

Autor

1 komentarz

  1. Do zobaczenia – znowu w Barcelonie lub w zupełnie nowym miejscu, dokąd wyśle was wyobraźnia.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.