Jeśli Twoim żywiołem jest sen a pierwsze co widzisz na swoim siedzeniu w samolocie to podusia i kocynio, wiedz, że to będzie udana podróż 😀

To był naprawdę długi dzień. I noc … Chyba. Pamiętam, że ciemno zrobiło się nagle w Katarze a na zegarku było zaledwie po 18-stej. Następnie oślepiające słońce i serwowane śniadanie wybudziły mnie ze snu w samolocie a nie było jeszcze 3 nad ranem. W tej chwili jest 19:30 czasu singapurskiego (13:30 w Polsce) i wychodzi na to, że ostatnim razem do łóżka kładliśmy się 37 godzin temu? O matko! Zmęczenie powoli przejmuje kontrolę, ale musimy wytrzymać jeszcze trochę by położyć się spać już po singapursku.

Qatar airways - "posiłek o mało wyrazistym smaku" - dla mnie bomba :DNa nasz pierwszy międzykontynentalny lot wybraliśmy linie Qatar Airways, bo na trasie Warszawa-Singapur oferowały wręcz ekspresowe 17-godzinne połączenie (z 3-godzinnym międzylądowaniem w Doha w Katarze). Ekscytowaliśmy się tym lotem jak dzieci a fotki pstrykałam niczym japoński turysta 🙂 Wspomniany kocyk z poduszką, zestaw nocny, w skład którego wchodziły: skarpetki, opaska na oczy, zatyczki do uszu oraz szczoteczka z pastą do zębów, naprawdę wygodne fotele z miejscem na nogi, smaczne posiłki (i alkohol 😀 ) w cenie biletu, centrum rozrywki pokładowej i niezmiernie uprzejmy serwis – no mogłabym się przyzwyczaić 😀 Jedyna zmiana jakiej dokonamy w drodze powrotnej, to zmiana rodzaju posiłku. W tą stronę pokusiłam się o tzw. danie lekkostrawne, niesprawiedliwie nazwane daniem o mało wyrazistym smaku. Podczas gdy większość wcinała smażonego kurczaka lub inne mięso, my mieliśmy ryby na parze, ryż i brokuły i wszystko byłoby OK, gdybyśmy tylko nie skojarzyli, że kiedy my wcinamy owoce, reszta pałaszuje stanowczo zbyt ładnie wyglądające ciasto. Analogicznie na śniadaniu: u nas owoce i mikro kanapka z warzywami, reszta buła z jajecznicą i muffin. No tu już przegięli.

Z całej podróży najbardziej zapamiętam chyba bardzo ładnego (tak ładnego, nie przystojnego) stewarta z drugiego odcinka lotu. Niedługo po wystartowaniu podszedł do mnie z usłużnym spojrzeniem spod idealnie wyrównanych brwi, dałabym słowo, że zatrzepotał rzęsami i powiedział: „Mrs Lipinska? My name is Emanuel and I’m here to assist you during the flight. If you need anything, just let me know.” Ha! I to się nazywa obsługa 😀 A najzabawniejsze jest to, że z całego rzędu, w którym siedziałam ja, Michał i jeszcze jeden Pan, tego typu słowa zostały wypowiedziane tylko do mnie! Podejrzewam, że powodem był tu program lojalnościowy, do którego przystąpiłam tuż przed kupnem biletów. Na moim koncie w niejakim Privilege Club jest w tej chwili okrągłe zero punktów, ale widać Pan stewart o tym nie wiedział 😀

Autor

1 komentarz

  1. Miałam cichą nadzieję, że już mogę pobyć z Wami – i nie zawiodłam się! Taki Qatar (nie katar) również mi odpowiada.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.