To nie był najlepszy dzień. Małgosia ewidentnie wstała lewą nogą zarówno rano jak i z każdej drzemki. Widząc, że to nie najlepsza data na jakieś bardziej zaawansowane wypady, chcieliśmy po prostu wybrać się w południe na dłuższy spacer, zwłaszcza, że po porannej mżawce zaczęło się pięknie wypogadzać. Niestety nasza Margarita Mendoza, jak brzmi jej hiszpańskie imię 😛 , bardzo szybko przypomniała, że jest przecież „niewózkowa” a dziś również i „nienosidłowa” a tak w zasadzie to „niespacerowa” w żaden z możliwych sposobów.

„Taksówkarze zwyciężyli. Uber najprawdopodobniej zniknie z Barcelony” – można było dziś wyczytać w katalońskich wiadomościach w Internecie. Dla nas takie nagłówki niosły ze sobą jeszcze jedną informację: park Ciutadella najprawdopodobniej jest znów otwarty! Do trzech razy sztuka! I choć Małgosia obudziła się dokładnie minutę po przekroczeniu bramy (przypadek?), po czym urocza była zaledwie przez pięć, to i tak udało nam się zobaczyć co nieco.

Barcelona – Parc de la Ciutadella

Park swą nazwę zawdzięcza cytadeli jaką w XVIII w. wybudował w tym miejscu król Filip V. By królewski projekt mógł dojść do skutku, zrównano z ziemią ponad tysiąc domów portowej dzielnicy Ribera. Cytadela w oczach mieszkańców przez lata była więc symbolem represji i obcej dominacji. Wyburzono ją w latach 1869-88 (zachowując pałac gubernatora, kaplicę i arsenał) a w 1888 r. na jej terenie utworzono park. Obecnie jest to duży zielony teren rekreacyjny. Można tu spacerować, przysiąść na ławkach, urządzić piknik a nawet popływać łódką po stawie. Zachowane zabudowania mieszczą parlament kataloński a także muzea: zoologiczne, geologii i sztuki współczesnej. Działa tu również zoo. Jedną z największych atrakcji parku jest Kaskada – gigantyczna konstrukcja projektu Josepa Fontserè – w której powstaniu miał również swój udział wszechobecny w Barcelonie Antoni Gaudí (wówczas jako nikomu nieznany student architektury).

Świetne miejsce! Naprawdę wielka szkoda, że Małgosia nie potrafiła dziś docenić uroków spaceru. Nawet ostrzegaliśmy ja, że te które już od najbliższego weekendu będzie odbywać w Warszawie z pewnością dużo mniej jej przypadną do gustu 😀 – bez rezultatu. Jutro ostatni dzień naszego zimowego city breaka. Magazynujemy więc słońce w bateryjkach ile się da, bo z pewnością będzie nam go bardzo brakować.

Autor

2 komentarze

  1. Trzymam kciuki za Małgosię, aby mogła jeszcze ten jeden dzień cieszyć się czystym powietrzem, bo u nas od kilku dni nie ma czym oddychać.

  2. Smog straszy niczym prawdziwy smok – na szczęście nie codziennie. Może warszawskie powietrze będzie czyściejsze, gdy wrócicie do domu.
    Życzę lepszego nastroju Małgosi, bo wtedy rodzice lepiej odpoczywają. Do zobaczenia w Warszawie!

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.