Za nami kolejny dzień mrużenia oczu i choć temperaturowo było dziś nieco chłodniej niż wczoraj, nie przeszkadzało nam to w pokonywaniu pieszo kolejnych kilometrów. Michał chciał dać parkowi Ciutadella ostatnia szansę, ja jednak wolałam nie ryzykować, jako że protest taksówkarzy przeciw kierowcom Ubera wciąż trwa. Swoją drogą widać, że niektóre problemy znad Wisły można również spotkać nad Morzem Śródziemnym 😁

Ruszyliśmy znajomą już nam nadmorską trasą. Ponownie dotarliśmy do Vila Olímpica. Tym razem postaraliśmy się by na zdjęciach uwiecznić charakterystyczne budowle tego miejsca: metalową rzeźbę Peix d’Or (Złotą Rybę) Franka Gehry oraz 154 metrowe wieżowce, z których jeden to Hotel Arts a drugi to biurowiec Torre Mapfre. Następnie poszliśmy dalej przez Barcelonetę do starego portu (Port Vell) gdzie mieści się jedno z największych zoo morskich w Europie. Pomyślałam, że oceanarium to taka atrakcja gdzie Małgosia może z powodzeniem oglądać sobie rybki za szybą a jeśli akurat będzie czas na spanie, to w takich miejscach jest zazwyczaj ciemno.

Jak można było się spodziewać o spaniu nie było mowy 😁 Małgosia zdrzemnęła się standardowe pół godzinki w drodze by resztę dystansu pokonać zwiedzając w nosidle u mamy. W oceanarium z uwagą oglądała podwodny świat. Była też mała przerwa na mleko akurat tuż przy tunelu z rekinami. Kolejna niewiele dłuższa drzemka przypadła na drogę powrotną a na ostatnich metrach miała już serdecznie dość tego całego zwiedzania i tak mama z przewiązanym nosidłem na biodrach pchała wózek a tata niósł naburmuszoną Małgosię przodem do świata 😍 W domu, gdy zaznała swobody ruchów na podłodze, momentalnie wrócił jej humor. 5 godzin zwiedzania to i tak super wyczyn, więc jesteśmy z niej bardzo dumni.

Niestety samo akwarium bardzo nas rozczarowało. Zawartość poszczególnych basenów była owszem interesująca i przyjemna dla oka, ale odnieśliśmy wrażenie, że jakoś tego wszystkiego jest tam po prostu mało. Kiedy w połowie przeszklonego tunelu z rekinami zatrzymaliśmy się na karmienie Małgosi, myśleliśmy, że przed nami jeszcze wiele oglądania. Jakie było nasze zdziwienie gdy okazało się, że to właściwie koniec. Na drugim piętrze miały być jeszcze pingwiny, ale jedyne co po nich zostało to puste, remontowane właśnie, stanowisko. Nie wiem czy jesteśmy aż tak wybredni, czy może zwiedzanie z Małgosią siłą rzeczy nie pozwala nam oglądać dokładnie wszystkiego i to w tempie w jakim byśmy chcieli. Najprawdopodobniej jednak wspomnienie rewelacyjnego oceanarium w Singapurze sprawiło, że to barcelońskie nie miało żadnych szans by nas oczarować.

Autor

1 komentarz

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.