Psszszszsz – dźwięk automatycznie rozsuwanych drzwi. Do wagonu wchodzi młoda kobieta ubrana w służbowy mundurek. Różowa marynarka, koszula w biało różowe paski i czarne spodnie z materiału może nieco zbyt opięte na biodrach. Czarne pantofle na niewysokim obcasie szybko zmieniła na klapki w stylu Kubota i choć zupełnie nie pasują do całokształtu, to pewnie stanowią o wiele wygodniejsze obuwie na długie godziny pracy. Kobieta wyciąga rękę w górę i naciska niebieski guzik. Psszszszsz. Widać zapomniała czegoś z kanciapy za drzwiami. Psszszszsz. Wraca. Psszszszsz. Któryś z pasażerów wychodzi do toalety. Psszszszsz. Do wagonu wchodzi konduktor. Psszszszsz wychodzi. W pewnym momencie zaczynasz zastanawiać się ile takich niewinnych dźwięków rozsuwanych drzwi zdołasz usłyszeć przez ponad 5 godzin jazdy i przy którym poziom irytacji osiągnie swój szczyt.

Jedziemy pociągiem z Surat Thani do Hua Hin. Skład wyglądający jak zmieszanie TLK ze starą osobówką sunie ze znajomą nam z kraju prędkością a im bliżej celu, tym większe wrażenie, że zaraz zacznie się cofać. Nie narzekamy jednak, wszak przecież to ekspres – 450 km pokonuje w niecałe 6 godzin. Każdy pozostały pociąg na tej trasie jedzie jeszcze wolniej. Wystrój może i leciwy, przetarcie podłokietników chusteczka antybakteryjną pokazało, iż faktycznie jest tam cała „dżuma” Tajlandii, ale ale każdy wagon ma swoją Panią „Wars” (we wspomnianej różowej marynarce), która w ciągu podróży serwuje wliczony w bilet ciepły posiłek oraz serwis kawowy z ciasteczkiem! Co prawda z posiłku zjadam sam ryż, bo mięso w sosie wypala mi kubki smakowe a przystawka w postaci makreli w jakiejś czarnej zalewie nie napawa optymizmem po niedawnym zatruciu, za kawę dziękuję, bo Małgosia właśnie ucina sobie popołudniową drzemkę i zależy mi na tym by Pani „Wars” jak najszybciej minęła nasz rząd a mój ulubiony moment w ciągu dnia 😛 trwał jak najdłużej, nie mniej i tak jestem pod wrażeniem.

Czas się dłuży. Dzięki Bogu za 2 godziny drzemki Małgosi, książeczkę „Kicia Kocia w pociągu” i Maję z rodzicami kilka rzędów dalej, którą można zawsze odwiedzić 87 razy i wymienić się na jakieś zabawki. U celu witają nas… tata Boguś z Asią, którzy od tygodnia również zwiedzają Tajlandię i podobnie jak my finiszują plażingiem w Hua Hin.

Czas podróży: 23 listopada 2019

 

 

Autor

1 komentarz

Napisz komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.