Tajlandia z roczniakiem – takie wakacje rządzą się swoimi prawami. Postanowiłam więc zebrać nieco praktycznych informacji jak to wyglądało u nas. A nuż przydadzą się jakimś rodzicom. Zapraszam na część pierwszą dotyczącą podróży samolotem.

Długi lot z przesiadką

Trzeba wiedzieć, że przelot w jedną stronę to jakieś kilkanaście godzin i o ile nie lecimy czarterem z biurem podróży, na pewno czeka nas przesiadka. Wiedzieliśmy, że chcemy lecieć w nocy, tak by Małgosia przespała większość czasu. Długi lot za dnia z naszym małym wulkanem energii brzmiał bowiem jak strzał w kolano 🙂 Wybraliśmy linie Qatar Airways i następujące połączenie:

Lotnisko Chopina - czekamy na samolot
Lotnisko Chopina – czekamy na samolot

Warszawa (wylot 21:30) – 5h 20min – Doha
2h 25min oczekiwania
Doha – 6h 30 min – Bangkok (przylot 17:45 tamtejszego czasu)

Bangkok (wylot 20:45) – 7h 50min – Doha
2h 20min oczekiwania
Doha – 5h 55min – Warszawa (przylot 06:50 tutejszego czasu)

Nasi znajomi natomiast lecieli z Warszawy do Singapuru LOT-em a następnie odległość Singapur – Bangkok pokonywali już jakimiś azjatyckimi tanimi liniami. Jest to również super rozwiązanie. My z niego nie skorzystaliśmy ze względu na zbyt późną porę wylotu w obydwie strony (coś około 23:00 i 00:00). Małgosia chodzi spać zazwyczaj około 21:00, woleliśmy więc lot w godzinach nieco bardziej zbliżonych do jej dobowego rytmu, nawet jeśli miało to oznaczać pobudkę w międzyczasie.

Lotnisko w Bangkoku - czekamy na samolot
Lotnisko w Bangkoku – czekamy na samolot

Lot w tamtą stronę okazał się niestety prawdziwym horrorem. Nie chcę tu absolutnie nikogo straszyć, po prostu mieliśmy życiowego pecha i poczyniliśmy trochę błędnych założeń. Kilka dni przed wylotem Małgosię dopadło przeziębienie, przez które bardzo źle spała zarówno w nocy jak i w dzień. Podejrzewaliśmy też kolejne ząbkowanie, bo nie chciała za bardzo jeść a do tego byle kęs powodował wielki płacz. Mieliśmy więc dziecko przeziębione, przemęczone i głodne a na koniec już i tak ciężkiego dnia fundnęliśmy mu kilkanaście godzin lotu, podczas którego nie mogło się wyspać jak chciało. To po prostu nie mogło się powieść. Na miejscu okazało się, że Małgosi przypałętało się zapalenie spojówek a niedługo po powrocie przebiły się jej obydwa górne kły, tak więc podejrzewamy, iż to one były głównymi winowajcami tego strasznego lotu. W drogę powrotną natomiast wszystko przebiegło już książkowo. Małgosia zgodnie z planem przespała większość czasu a podczas przebudzeń z powodzeniem udawało nam się ją zabawić.

Tym, którym wydaje się, że ponad 2 godziny przerwy między lotami to długo, spieszę donieść, że na takim lotnisku jak w Doha to czas absolutnie w sam raz. Po pierwsze samoloty z Warszawy nie są podpinane do rękawa, po wyjściu czeka nas więc autobusowy transport na terminal a teren lotniska jest naprawdę duży. Czas przesiadki częściowo zabierze nam też kontrola bezpieczeństwa oraz dotarcie do odpowiedniego gate’a który jakimś cudem zawsze jest na drugim końcu 🙂 Pozostała godzinka/półtorej to tak akurat by odwiedzić toaletę, przewinąć malucha czy posilić się w jednej z lotniskowych restauracji. Wszystko na spokojnie, bez zbędnej nerwówki czy bieganiny.

Kołyska dla malucha

Małgosia śpi ze śpiworkiem zakokoniona w kocyki
Stanowczo za duża na kołyskę 😉

W Qatar Airways (jak i w innych liniach lotniczych na dłuższych lotach) niemowlęta mogą spać w specjalnych, montowanych do ściany kołyskach (tzw. bassinet). Montuje się je po starcie i demontuje przed lądowaniem, ponadto zazwyczaj dzieciom nie można w nich przebywać podczas turbulencji lub innych sytuacji, w których pilot włączy sygnalizację „zapiąć pasy”. Wymiary kołysek różnią się w zależności od linii czy typu samolotu, nie mniej zawsze przewidziane są dla najmniejszych dzieci. Mimo, iż teoretycznie mieliśmy taką kołyskę zaklepaną dla Małgosi, przy wzroście 80 cm nawet nam jej nie proponowano 😉 W przypadku Qatar Airways kołyskę niestety można zamówić tylko i wyłącznie dzwoniąc na infolinię (już po kupnie biletu).

Pierwszy rząd – czy warto?

Wygodne spanie na podłodze w samolocie nie na długo
Niestety Małgosi nie przyszło długo cieszyć się takim wygodnym posłaniem na podłodze.

Miejsca w pierwszych rzędach (czyli de facto te, przy których można zamontować kołyski) mają dużo lub bardzo dużo miejsca na nogi. Brak tam poprzedzających siedzeń, mamy więc przed sobą ścianę albo w ogóle przestrzeń prowadzącą do awaryjnych drzwi. Jeśli jednak kusi Was by usiąść tam po to by do snu ułożyć dziecko na podłodze, od razu ostudzę Wasz zapał. Nie wolno! Względy bezpieczeństwa, które swoją drogą pozostają dla mnie niezbyt zrozumiałe, skoro dorosłych leżących lub siedzących w tych miejscach obsługa nie przywraca na fotele z takim uporem maniaka jak dzieci. Przyznaję się, położenie Małgosi na kocach na podłodze to był nasz cwany plan na podróż „tam” i niestety został ukrócony zanim zdążyliśmy się ucieszyć, że tak łatwo udało jej się zasnąć. Podejrzewam, że gdyby było to dozwolone, większość dramatu lotu do Bangkoku nawet by się nie rozegrała.

Podłokietniki foteli w pierwszych rzędach nie składają się. Nie można ich sobie opuścić lub podnieść tak by np. dziecko położyć na dwóch sąsiadujących miejscach. To dlatego, że najczęściej mieści się tam składany stolik, który w przypadku innych rzędów mocowany jest do oparcia poprzedzającego fotela. Wyjątkiem mogą być miejsca w środkowej kolumnie siedzeń. Widzieliśmy, iż tam między dwoma z trzech foteli podłokietnik się składał, nie mniej nie polegałabym na tej informacji 🙂

A może jednak osobne miejsce?

Małgosia śpi a my mamy chwilę wolnego
Chwilo trwaj! Udało się nawet obejrzeć film 😀

Do sukcesu lotu powrotnego, prócz dobrego stanu zdrowia, wyspania i braku bólów uniemożliwiających jedzenie przyczynił się z pewnością fakt, iż dokupiliśmy Małgosi jej własne miejsce. Wiedząc już, iż nijak nie uda nam się jej położyć na podłodze a także mając doświadczenie jak współpasażerowie potrafią być oporni na prośby o zmianę miejsca, stwierdziliśmy, iż nasze dziecko jest już za duże by tak długą podróż spędzić na kolanach rodziców (mimo, iż do 2 roku życia w samolocie traktowane jest jak „niemowlę”). Dokonanie takiego zabiegu w przypadku Qatar Airawys możliwe jest niestety tylko i wyłącznie przez infolinię. Moja rozmowa trwała ponad 20 minut, minuta połączenia w roamingu w sieci T-mobile to jakieś 10 PLN. Do tego cena samego biletu – w jedną stronę kupowanego raptem z 2 tygodniowym wyprzedzeniem – oraz opłata manipulacyjna (150 PLN) za zakup biletu przez telefon. Gdybyśmy od razu kupili Małgosi bilet z miejscówką, wyszłoby na bank dużo taniej, dlatego naprawdę polecam rozważenie takiej opcji jeszcze przed ruszeniem w drogę.

Jedzenie i rozrywka

Małgosia bawi się pokładowym zestawem dla pasażerów
Najpewniej liczyć na własne zabawki oraz podróżny zestaw z opaską na oczy od Qatar Airways 😛

W kwestii jedzenia dla dziecka o dziwo Qatar Airways się nie popisał. Podczas lotu „tam” Małgosia leciała na bilecie niemowlęcym, przysługiwał więc jej niestety tylko posiłek „baby”. Na infolinii (w czasie zamawiania kołyski) zostałam poinformowana, że w czasie check-in-u na lotnisku można poprosić aby przypisano do niej posiłek „kid” (taki dla starszych dzieci), bo być może będą mieli jakieś zapasowe na pokładzie samolotu. Na lotnisku z kolei zostałam poinformowana, że takiej zamiany można dokonać tylko… przez infolinię. No cóż, jedzeniowo byliśmy przygotowani i gdyby tylko Małgosia mogła jeść normalnie, to by nam to uratowało życie. Ten cały „baby” posiłek stanowiła jedna okropna tubka z warzywnym musem. Podczas lotu „z powrotem” Małgosia leciała już na normalnym bilecie, byłam więc przekonana, że tym razem na pewno dostanie posiłek „kid” a tymczasem trafił jej się standardowy posiłek dla dorosłych. Generalnie OK – był nawet jakiś makaron do wyboru, który Małgosia uwielbia a ponadto jedzenie w Qatar Airways jest naprawdę smaczne – ale po tym jak na ich stronie przeczytałam o tym jak fajnie podróżuje się dzieciom z Qatarem o posiłkach w kolorowych pudełkach z zabawkami czy grami, które potem można zabrać ze sobą, sama z niecierpliwością czekałam na taki gadżet. Analogicznie sprawa miała się z zabawkami. Z obydwu (a właściwie z czterech) lotów przywieźliśmy dwie małe maskotki a kuszeni byliśmy „interaktywnym pakietem zabaw”, „kreatywnym zestawami edukacyjnymi”, „kredkami, naklejkami i co tam jeszcze”. Być może to oszukanie systemu z zakupem dorosłego biletu dla Małgosi nie sprawiło, iż w innych kwestiach zaczęła funkcjonować na pokładzie samolotu jako dziecko 2+.

 

Autor

1 komentarz

Napisz komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.