Nie przesadzę mówiąc, że to właśnie Mont Saint-Michele było głównym powodem naszej podróży w rejony Bretanii i gdyby nie ten żelazny punkt naszej listy marzeń, pewnie od razu uderzylibyśmy gdzieś bardziej na południe. Finalnie, jak już zresztą pisałam, Bretania oczarowała nas całkowicie, ale uczucie spełnionego marzenia jest jednak nie do podrobienia.

Jej wysokość Mont Saint-Michel – pływowa wyspa u wybrzeży Normandii, na której wznosi się majestatyczne, średniowieczne opactwo benedyktyńskie. Przez stulecia można było dostać się tu jedynie podczas odpływu, wędrując piaszczysto-błotnistym przesmykiem. W 1879 roku zbudowano stałą groblę-szosę, która jednak zaburzała naturalny przepływ wód i stopniowo powodowała zamulanie zatoki. Sytuację naprawiono w 2014 roku, gdy groblę zastąpiono lekką, podwyższoną kładką, pod którą woda swobodnie przepływa, przywracając wyspie jej naturalny, pływowy charakter. Obecnie tylko podczas wyjątkowo wysokich przypływów woda potrafi przelewać się przez kładkę; na co dzień pozostaje ona w pełni przejezdna. Od 1979 roku cały kompleks znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Podobno Mont Saint-Michel jest – zaraz po Paryżu – najchętniej odwiedzanym miejscem we Francji. Nie wiem, ile w tym stwierdzeniu prawdy, ale jedno muszę przyznać: od strony organizacyjnej wszystko zostało tu znakomicie zaplanowane. Nawet przyjeżdżając całkowicie „w ciemno”, tak jak my, można bez problemu odnaleźć się w całej logistyce. Teren samej wyspy jak i jej najbliższej okolicy podlega ścisłej ochronie, naiwny ten, kto myśli, że podjedzie sobie pod same drzwi opactwa 😉 Dla przyjezdnych przewidziany został olbrzymi, płatny parking podzielony na sektory dla różnych typów pojazdów (osobowych, autokarów, kamperów itp.). Ciut bliżej podjechać mogą naprawdę nieliczni: stali mieszkańcy Mont Saint-Michele (czyli jakieś 30 osób :)), osoby pracujące na wyspie lub w jej bezpośrednim otoczeniu, goście zlokalizowanych tam hoteli no i oczywiście służby ratunkowe i techniczne. Jednak nawet oni mogą podjechać tylko maksymalnie do końca grobli, na samej wyspie ruch kołowy nie obowiązuje. Na resztę czeka urokliwy spacer z parkingu (jakieś 30 minut) lub nieco szybszy przejazd jednym z bezpłatnych shuttle busów kursujących co kilka minut aż do późnych godzin wieczornych na trasie parking–wyspa.

Rada, którą otrzymaliśmy od naszych gospodarzy z Le Berceul i którą z pełnym przekonaniem podajemy dalej była taka, by na wycieczkę do Mont Saint-Michele udać się późnym popołudniem gdy większość turystów kończy już zwiedzanie. W ten sposób można uniknąć tłumów, które na tak małej przestrzeni potrafią być tym bardziej męczące gdy podróżuje się z małymi dziećmi. Wskazówkę tę sprawdziliśmy w praktyce i potwierdzamy, że działa. Na parking dojechaliśmy gdzieś po 17-tej i nasz sektor był praktycznie pusty. Bez problemu wsiedliśmy do pierwszego shuttle busa jaki podjechał a po samym Mont Saint-Michele chodziliśmy na względnym luzaku, co podejrzewam, nie jest możliwe gdy jednocześnie robi to kilka zorganizowanych wycieczek autokarowych. Radzimy pamiętać tylko o jednym. Niech Was nie zmyli fakt, iż opactwo otwarte jest do 19:00, gdyż ostatnich zwiedzających wpuszcza się niestety do godziny przed zamknięciem 🙁 Akurat tego nie doczytaliśmy i spóźnieni dosłownie kilka minut, pocałowaliśmy przysłowiową klamkę. Na szczęście spacer groblą w stronę Mont Saint-Michele i taki pocztówkowy kadr zobaczony na żywo absolutnie kwalifikował się już jako spełnione marzenie. Poszwendaliśmy się nieco, zjedliśmy lody, kupiliśmy pocztówki i magnesy. Na trawniku pod opactwem zrobiliśmy przerwę na zakupione wcześniej kanapki. Mieliśmy stamtąd świetny widok na występ obwoźnego performance’u z udziałem koni, mogliśmy też obserwować przypływ, który właśnie się zaczął. Tempo, w którym wracała woda było naprawdę zaskakujące. Nie dziwią nas już te wszystkie tabliczki ostrzegające przed spacerowaniem i pozostawaniem na terenie pływów. Wystarczy naprawdę chwila by drogę powrotną odcięła wzbierająca woda. Wracając w kierunku parkingu rozdzieliliśmy się. Ja wróciłam z dziewczynami autobusem a Michał poszedł na piechotę spełniać swoje prywatne marzenie – panorama Mont Saint-Michele w czasie przypływu uchwycona aparatem.

Author

2 komentarze

  1. Teresa Lipińska Reply

    W zimne lubelskie przedpołudnie dobrze jest wybrać się na spacer tam, gdzie temperatura jest letnia – do lipcowej Francji. Dziękuję za piękną wycieczkę.

  2. Super jest marzyć, a już pełnia szczęścia, kiedy te marzenia się spełniają . Cieszę się razem z wami.

Write A Comment

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.