Czyżby po 16 latach prowadzenia bloga nadszedł czas na pierwszy typowo zimowy wpis? Być może 😉 Co prawda mamy już na koncie jedną styczniową podróż – do Barcelony w 2019 roku – ale trudno nazwać ten wyjazd zimowym. Znacznie bliżej zimy byliśmy w marcu 2021 nad Bałtykiem, choć wtedy przez trzy doby doświadczyliśmy właściwie każdej pogody, jaka o tej porze roku może zdarzyć się w Polsce.

Zdecydowanie nie jesteśmy „team zima” (no dobra, ja nie jestem), korzystajcie więc, bo kto wie kiedy następny taki wpis pojawi się na blogu.

Rzeczywistość rodziców dziecka w wieku szkolnym to nie tylko wakacje w wysokim sezonie, ale też nieprzyzwoita liczba dni wolnych od szkoły rozsianych po całym roku. Po trzytygodniowej przerwie świątecznej spędzonej w domu z powodu grypy, która skutecznie pokrzyżowała nasze świąteczne plany, kolejne dwa tygodnie ferii mogłyby wpędzić Małgosię w istny obłęd (a nas razem z nią). Na szczęście już jesienią podjęliśmy decyzję o wyjeździe na kilka styczniowych dni do Szczyrku. Góry zimą to przecież gwarancja śniegu, prawda? Dziewczyny w końcu będą miały gdzie pojeździć na sankach i zaznać nieco „białego szaleństwa”, choć może niekoniecznie w narciarskim wydaniu.

Cóż, styczniowe realia 2026 roku okazały się nieco inne. Mroźna, śnieżna zima została – o ironio – w Warszawie, a w Szczyrku przywitała nas odwilż i coraz większe połacie brązowej trawy wyłaniające się spod śniegu w przydomowych ogródkach. Jedyny plus takiej pogody był taki, że bez problemu każdego dnia pokonywaliśmy stromy podjazd do hotelu. Widok znaku „droga utrzymywana na biało” brzmiał raczej jak zachęta do szybkiego zaopatrzenia się w łańcuchy na koła. Ratowały nas kolejki linowe, dzięki którym mogliśmy dostać się tam, gdzie zima trzymała się nieco mocniej, a także baseny w hotelu, który wybraliśmy bynajmniej nieprzypadkowo.

Co robiliśmy

Hala Skrzyczeńska

Hala Skrzyczeńska to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w zimowym Szczyrku. Położona na wysokości około 1000 m n.p.m. stanowi centrum narciarskie Szczyrk Mountain Resort. Na Halę prowadzi nowoczesna 10-osobowa kolej gondolowa, uruchomiona w 2017 roku. Już sam dziesięciominutowy przejazd jest dużą atrakcją, szczególnie dla dzieci. W jego trakcie można podziwiać przepiękną panoramę Beskidu Śląskiego i okolicznych szczytów.

Nie skłamię, twierdząc, że tego dnia tylko my nie mieliśmy ze sobą nart 😉 Choć pogodowo „narciarski warun” był mocno średni – wiało, niebo zasnuwały chmury, słońca było jak na lekarstwo, a śnieg ewidentnie topniał poza wyznaczonymi trasami – to najwyraźniej armatki śnieżne robiły dobrą robotę, bo chętnych do szusowania nie brakowało (tłum ludzi zgromadzonych w restauracji Kuflonka skutecznie zniechęcił nas do stania w kolejce choćby po herbatę).

Nie mogę też nie wspomnieć, że od niedawna na Hali Skrzyczeńskiej działa strefa Chill & Fun, której centralnym punktem jest ogromny drewniany napis „SZCZYRK”. Nie jest to jednak tylko dekoracja do zdjęć – poszczególne litery kryją interaktywne tory i przeszkody dla specjalnych drewnianych kulek, które można kupić w automacie przy wejściu do restauracji. Obok ustawiono drewniane leżaki. Mam wrażenie, że miejsce to może szczególnie dobrze prezentować się wiosną i latem, kiedy można swobodnie spacerować po całym terenie i punktach widokowych, bez obawy o spotkanie z rozpędzonym narciarzem.

Szyndzielnia

Szyndzielnia to szczyt w Beskidzie Śląskim o wysokości 1028 m n.p.m., położony w granicach administracyjnych Bielska-Białej. Jest jednym z najpopularniejszych i najłatwiej dostępnych szczytów w regionie. Na górę można wejść pieszo, a od 1953 roku także wjechać koleją gondolową – drugą kolejką linową w Polsce po Kasprowym Wierchu. Tuż pod szczytem znajduje się jedno z najstarszych i największych schronisk w Beskidzie Śląskim.

To zdecydowanie nasza ulubiona wycieczka podczas całego wyjazdu. Dla mnie miała wręcz wymiar sentymentalny. Wiele lat temu spędzałam z mamą wakacje w Bystrej pod Bielskiem-Białą i zarówno na Szyndzielnię, jak i na pobliski Klimczok, chodziłyśmy pieszo. Tym razem wiedziałam, że dziewczynom spodoba się przejażdżka charakterystycznymi żółtymi gondolkami, a i sama wizyta na szczycie będzie dla nich atrakcją. Tak też się stało.

Przede wszystkim na górze wciąż leżał śnieg. Co prawda był twardy, ubity i miejscami podszyty lodem, ale najważniejsze, że krajobraz pozostawał biały. Od stacji kolejki do schroniska trzeba było przejść krótki odcinek pieszo. Był to spacer z gatunku tych, które skutecznie przypominają rodzicom, że na dłuższe górskie wędrówki z naszymi królewnami musimy jeszcze trochę poczekać 😉 Mimo wszystko przyjemnie było po prostu przejść się białą drogą. Nie wiem, czy oldschoolowy klimat schroniska zrobił na kimś takie wrażenie jak na mnie, ale jestem pewna, że smak szarlotki i zimowej herbaty zachwycił wszystkich. Wiadomo – jeśli schronisko „na szlaku”, to szarlotka musi być. To było również świetne miejsce na zakup pamiątkowych magnesów.

Wracając do stacji kolejki, postanowiliśmy wykorzystać zbocze nieczynnego wyciągu orczykowego, żeby w końcu pojeździć na jabłuszkach. Tak, specjalnie zabraliśmy je ze sobą. Niestety bardzo szybko okazało się, że wszelkie próby mają znamiona działań samobójczych. Śnieg był tak zbity i wyślizgany, że niemal od razu osiągało się zawrotne prędkości, a wyhamowanie graniczyło z cudem. Magda zaliczyła dość nieprzyjemną glebę na twardej śnieżnej bruździe i to był definitywny koniec zjazdów na ten dzień.

Atrakcje hotelu Mercure Szczyrk Resort

Od lat wyznajemy zasadę, że dobrze wybrany nocleg może być dodatkową atrakcją wyjazdu. Latem jest oczywiście łatwiej, bo większość czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Jeśli jednak mowa o polskiej zimie, która coraz rzadziej bywa naprawdę biała, postawiliśmy na obiekt gwarantujący to, co nasze dwa małe tygryski lubią najbardziej – basen. W pakiecie dostaliśmy również brodzik, salę zabaw i kolorowe pączki po śniadaniu 😉 Naszą szczegółową recenzję hotelu znajdziecie tutaj.

Gdzie nie dotarliśmy (choć chcieliśmy)

Góra Żar

Miejsce, które odkryłam zupełnym przypadkiem, wędrując wirtualnym palcem po Google Maps. Góra Żar to jeden z najbardziej rozpoznawalnych szczytów Beskidu Małego, położony nad Jeziorem Międzybrodzkim, w pobliżu Międzybrodzia Żywieckiego. Wznosi się na wysokość 761 m n.p.m. i słynie z malowniczych panoram, paralotniarstwa oraz charakterystycznego zbiornika elektrowni szczytowo-pompowej znajdującego się na samym szczycie. Zimą przeobraża się w narciarską „Krainę Żaru”, która w sezonie 2026 została dodatkowo wzbogacona o efektowne iluminacje świetlne oraz specjalny tor do zjazdów na oponach. Dopełnieniem atrakcji jest kolej linowo-terenowa, wspinająca się po stromym zboczu góry, dlatego wszystko zapowiadało się naprawdę obiecująco.

Los postanowił jednak nieco pokrzyżować nasze plany. Tego dnia pogoda była wyjątkowo nieprzychylna. Podgląd na żywo z kamer umieszczonych na szczycie, transmitowany w Internecie, pokazywał gęstą, nieustępującą mgłę, przez którą z trudem przebijały się nawet wspomniane świetlne instalacje. Ostatecznie zrezygnowaliśmy z wyjazdu.

Kino Kreska

Kino Kreska to kameralne kino studyjne działające przy Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. W jego repertuarze znajdziemy m.in. klasyczne i kultowe animacje ze Studia Filmów Rysunkowych, takie jak Reksio, Bolek i Lolek czy Porwanie Baltazara Gąbki. Na jeden z takich seansów właśnie chcieliśmy się wybrać, niestety nie udało nam się znaleźć pokazu w dogodnej dla nas godzinie.

Zachowujemy ten pomysł jednak na bliżej nieokreśloną przyszłość. W dobie multipleksów i bajek, których migotanie przypomina dyskotekowy stroboskop, chętnie pokazałabym dziewczynom jedną ze spokojnych animacji z mojego dzieciństwa.

Gdzie jedliśmy

  • Pierogarnia Bracka – gorąco polecam wszystkim miłośnikom pierogów, zarówno tych wytrawnych, jak i słodkich. Wersja z jabłkiem i cynamonem, podana z bitą śmietaną, spokojnie może pełnić rolę deseru. Do tego wyśmienita herbata zimowa i niewielki kącik dla dzieci. Uwaga – lokal czynny tylko od piątku do niedzieli.
  • Picollo Pizza Szczyrk – zaskakujący kawałek prawdziwych Włoch w Szczyrku. Świetna pizza rzymska, prawdziwa carbonara (na żółtkach i guanciale, bez grama śmietany) i obłędne tiramisu.
  • Pizza & Pasta oraz Flame (restauracje hotelowe w Mercure Szczyrk Resort) – dobra opcja dla gości hotelowych wyczerpanych basenowymi szaleństwami, którzy nie mają już siły ani ochoty wsiadać do samochodu i szukać czegoś „na mieście”. Pizza jest w porządku (ceny za to zdecydowanie światowe), bardzo dobre są również burgery. Dla najmłodszych przygotowano menu w formie kolorowanki.
  • Pod Dębowcem (Bielsko-Biała) – nasz absolutny numer jeden tego wyjazdu. Trafiliśmy tam pierwszy raz przy okazji wycieczki na Szyndzielnię, ale za drugim razem nie było już mowy o przypadku 😉 Bardzo przyjemne wnętrze, przepyszne jedzenie i profesjonalna obsługa. Naprawdę nieczęsto nasze dzieci są pytane o to, co może pływać w ich rosołku. Dziewczyny były tak zachwycone, że zostawiły kelnerowi własnoręcznie wykonane rysunki.
  • Coffee Time 4U – przyjemne miejsce na kawę i coś słodkiego. Zmarzniętym szczególnie polecamy gorącą czekoladę z bitą śmietaną.
Author

1 Comment

  1. Jeszcze takiej sytuacji nie było, oglądam sobie śnieżek, a za oknem ponad 30 stopni. To piękne miejsce, które odwiedziliście, jest mi bardzo bliskie ,byłam tam kilka razy, latem i zimą. Miło było tam wrócić, choćby wirtualnie.

Write A Comment

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.