Po 5 nocach w Lizbonie przyszedł czas na kolejny etap naszej portugalskiej podróży. W wypożyczalni samochodów Sixt trafił nam się piękny niebieski Nissan Qashqai w automacie, którym za mniej więcej tydzień planowaliśmy stawić się w Porto. Co i gdzie będziemy robić do tego czasu pozostawało wciąż kwestią otwartą. Pomysłów i możliwości mieliśmy aż nadto. Finalnie skusiły nas bajkowe zamki Sintry i najbardziej wysunięty na zachód punkt Europy – Cabo da Roca (ewidentnie nie uciekliśmy więc od Lizbony zbyt daleko, przynajmniej w pierwszym ruchu). Naszą bazą na najbliższe dwa dni stał się przeuroczy domek na końcu świata z przepięknym widokiem na ocean (tutaj recenzja). Aż chciało się zmienić plany i zostać w nim nieco dłużej, ale wiedzieliśmy, że potrzeba również czasu na to co zaplanowaliśmy później.
Tag
