Nasze coroczne wrześniowe wakacje stanęły w tym roku pod poważnym znakiem zapytania. Wiosna było zdominowana przez ślub a początek lata przez przeprowadzkę do Warszawy. Następnie Michał rozpoczął maraton wysyłania CV i rozmów kwalifikacyjnych, tak więc nie dość, że nie było kiedy tych wakacji zaplanować, to jeszcze istniała dość duża szansa, że jeśli nowy pracodawca każe Michałowi zacząć od zaraz, to nawet nie będzie kiedy na nie pojechać. Gdy kilka dni temu Michał usłyszał magiczne „widzimy się 1 października”, zdecydowaliśmy się spontaniczne urwać wrześniowi 1 wakacyjny tydzień. Nie będzie to co prawda urlop w standardowym dla nas ok. 16 dniowym wymiarze, ale najważniejsze, że będzie szansa naładować akumulatory.

Dlaczego Fuerteventura? Tym razem było to dzieło czystego przypadku. Wiedzieliśmy, że musimy zdążyć przed październikiem i że całość musi się zamknąć mniej więcej w tygodniu. Kolejne założenie było oczywiste – ciepło, słońce i woda ;D Wiadomo, że nie jesteśmy z tych co cały urlop spędzają na plaży, ale z drugiej strony nie wyobrażamy sobie wakacji bez choćby jednego dnia z opalaniem i zanużeniem ciała w wodzie. Nie chcieliśmy również pozbywać się całego wakacyjnego budżetu w nadziei, że może na początku przyszłego roku uda się wyjechać gdzieś dalej i na dłużej. Po zebraniu tych wszystkich wymagań razem wiedzieliśmy, że tym razem musimy na urlop polecieć.

Znalezienie lotu w stosunkowo przystępnej cenie na ok. tydzień przed wyjazdem to nie lada sztuka. Czy nam się to udało? No tak względnie, ale nie ma dramatu 🙂 . Gdybyśmy zdecydowali się nieco szybciej zarówno bilety jak i nocleg byłyby tańsze. Kilka okazji zostało nam dosłownie zwiniętych sprzed oczu. Do wyścigu stanęła Majorka, Malta, Cypr, Fuerteventura i Toskania, która jednak w obliczu wysp i naszej miłości do nich nie przebrnęła nawet przez wstępne eliminacje 😉 Jako kolejna odpadła Majorka, z której powrót był dokładnie ostatniego dnia września (trochę kiepsko iść prezentować się do nowej pracy na kilka godzin po zakończonych wakacjach). Wybór z finałowej trójki był już najzwyczajniej w świecie podyktowany intuicją. Do Wysp Kanaryjskich po prostu najbardziej świeciły nam się oczy 😉

Wylatujemy pojutrze i kompletnie jeszcze to do nas nie dociera 😉 Zawsze na kilka dni przed wakacjami mieliśmy już dokładny plan tego, co chcemy zobaczyć a po mieszkaniu walały się przyszykowane rzeczy i zapasy wyjazdowe. Tym razem prócz ciuchów, kosmetyków, aparatu i laptopa nie bierzemy nic innego a przewodniki będziemy przeglądać w drodze 😉

 

Autor

2 komentarze

  1. Kochani, niech ten wyjazd (czy raczej wylot) będzie równie sympatyczny jak dotychczasowe wasze wspólne podróże. A my wszyscy będziemy niecierpliwie czekać na wasze wrażenia. Do zobaczenia na stronach bloga! Już tęsknię…

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.