Jako, że jutro mamy w planach kolejną zmianę „miejsca zamieszkania” na wyspie, wypadałoby zamieścić słów kilka na temat kempingu, na którym obecnie się znajdujemy.

Kemping nazywa się Campo di Liccia i jest położony przy głównej drodze prowadzącej do Bonifacio (ok 4 km przed miastem).  Z pewnością należy do kempingów dużych i takich z prawdziwego zdarzenia. Jest trochę nawet podobny do San Damiano, głównie ze względu na wydzielenie poletek, wygląd sanitariatów, basenu i innych miejsc publicznego przeznaczenia, jednak jest od niego nieco mniejszy a jeśli chodzi o sanitariaty to chyba nawet czystszy.  Znacznie różni się na pewno sklepikiem 😉 Tutejszy trudno nazwać miniaturką tesco – całe szczęście niedaleko jest straganik z serii „produkty korsykańskie” i tam można śmiało się zaopatrywać w owoce, warzywa i pieczywo (niestety nasz chleb tostowy z mego długim terminem ważności właśnie się skończył i co do ostatniej pozycji zaczęliśmy być uzależnieni od dóbr lokalnych).

Nie sposób wspomnieć o tutejszym restauracjo-barze! W San Damiano nie było nawet takiego przybytku, tu jest i nawet mieliśmy okazję spróbować kempingowej kuchni. Efekt? Stwierdziliśmy, że możemy umrzeć szczęśliwi pod warunkiem, że przestaniemy z uporem maniaka przeliczać euro na złotówki. Jako, że nie dostaliśmy upragnionego makaronu ani risotto z owocami morza, skończyło się na dwóch pizzach. Wybraliśmy jednak takie, których na próżno by szukać w lubelskich a może nawet i polskich pizzeriach. Jedna była z kiełbaską chorizo, której obydwoje jesteśmy wielbicielami, do tego świeże (nie marynowane!) papryczki pepperoni i oliwki. Druga miała szynkę, oliwki, makaron (!) tagliatelle, ser owczy roquefort a na środku rozbite jajko. Do tego korsykańskie piwo Pietra i byliśmy w niebie – mogliby tylko piwo sprzedawać w jakichś bardziej życiowych rozmiarach a nie 0.33.

Położenie kempingu ma również kluczowe znaczenie. Nie mamy plaży za płotem, ale to tylko zmusza nas do wypuszczania się w przeróżne urocze zakątki w jej poszukiwaniu. Bliska obecność głównej drogi i odgłosy każdego przejeżdżającego samochodu sprawiają iż nie dane jest nam długo pospać z rana – więcej czasu zostaje więc dla Korsyki. Nie mam usprawiedliwienia tylko na to, iż położony całkiem wysoko n.p.m. daje nam chłodne wieczory, noce i poranki – no ale przecież potem na cały dzień zawsze gdzieś wybywamy 😀

Cenowo jest całkiem ok. 18 € za dobę (oczywiście dla naszej dwójki z namiotem, pandziorrem i prądem). Tak więc dużo taniej niż San Damiano. Całość psuje tylko fakt płatnego internetu – 5 € za dobę !!! Bez komentarza …

Autor

Napisz komentarz