Na stół wjeżdżają tapas, które mniej lub bardziej świadomie wybieraliśmy z menu. Są kanaryjskie ziemniaczki z czerwonym sosem mojo, które pamiętamy z Fuerty, zielone papryczki obsmażane na oliwie, kalmary, mini ośmiorniczki w panierce, coś na kształt kęsów gyrosa czy nawet azjatyckich spring rolls. Małgosia jak przystało na małego foodie reaguje zwiększonym ślinotokiem i z tym większym namaszczeniem „wcina” trzymanego w rączce gryzaka. Odkrawam kawałek gotowanego ziemniaka, którego nie zdołał pokryć sos, obieram go ze skórki, studzę i podaję jej na spróbowanie. Małgosia robi użytek z dopiero co wyrzniętych dwóch dolnych siekaczy i odgryza kawałek. Wzdryga się, ale memła dzielnie i przełyka a następnie otwiera buzię po kolejny kęs. Rozszerzanie diety – wersja hiszpańska 😀

Barcelona – tapas bar La Tertúlia

Tapas bar La Tertúlia był dobrym wyborem na pierwszy rodzinny posiłek poza domem. Nie trzeba było długo czekać na jedzenie a poszczególne dania można śmiało wcinać jedną ręką 😀 Co prawda na wejściu mieliśmy małego stresa, gdy Małgosia zareagowała płaczem na gwarne miejsce pełne ludzi, ale na szczęście szybko zajęła się swoimi zabawkami na kolanach mamy i w łaskawości swojej pozwoliła rodzicom zjeść wszystko co zamówili a oni tym samym wybaczyli jej, że dziś wstała o 5:50 😀

Przez większość dzisiejszego dnia zmuszeni byliśmy do ukrywania się w domu przed ulewnym deszczem. Mamy nadzieję, że to tylko taki jednodniowy pogodowy wybryk i od jutra znów będziemy mogli cieszyć się słońcem.

Autor

2 komentarze

  1. Wiwat siekacze Małgosi! Dzielna niunia wie, do czego służą ząbki!
    Życzymy Wam słoneczka i ciepełka, aby spacery były samą przyjemnością.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.