„Znajcie łaskę Pani” – pomyślała pogoda i na kilka godzin przykręciła kurek z wodą. Co prawda zostawiła przy tym wszystkie chmury, wilgoć i temperaturę nieprzekraczającą 15 stopni, ale nie bądźmy już tacy drobiazgowi 😛

Najdłuższe okno pogodowe od kilku dni postanowiliśmy wykorzystać na małą wycieczkę i udaliśmy się do Sistiany – niewielkiej miejscowości nad morzem około 20 km na zachód od Triestu. Prócz małego portu turystycznego, niewielkiej kamienistej plaży i luksusowego kurortu nie znajduje się tam właściwie nic innego, dla nas jednak taka zmiana otoczenia była bardzo odświeżająca. Chcąc nie chcąc niektóre tresteńskie uliczki mamy już zdeptane dość dokładnie.

Sistiana – port

Fakt, iż jeszcze na dobre nie rozpoczął się w Sistianie sezon widać było nie tylko po pogodzie. W porcie, przy którym zaparkowaliśmy samochód, nie było praktycznie żywego ducha. Ot raz na jakiś czas przejechał samochód, ale każda buda, pełniąca zapewne w lecie jakąś gastronomiczną funkcję, była zamknięta na cztery spusty, po pustych zabudowaniach hulał wiatr a wśród zacumowanych łódek i jachtów spacerowały tylko … kaczki 🙂 Z map Google wiedzieliśmy, że niedaleko jest jeszcze jeden port – Portopiccolo. Udaliśmy się więc w jego kierunku.

Ku naszemu zdziwieniu, ulica wzdłuż której szliśmy, zakończyła się szlabanem. Tuż za nim był wjazd na podziemny parking i to by było na tyle jeśli chodzi o ruch kołowy. Idąc wzdłuż brzegu, naszym oczom ukazała się stroma skarpa „porośnięta” warstwowo budynkami mieszkalnymi. U jej podnóża umiejscowiony był niewielki hotel z „luxury” w nazwie, w porcie stały jachty zdecydowanie „luxury” z wyglądu, a z wystaw kilku znajdujących się tam butików zerkały manekiny ubrane w ciuchy zapewne z „luxury” zawartym w cenach. Poszperaliśmy nieco w internecie i okazało się, że Portopiccolo to luksusowy kurort zbudowany od podstaw w miejscu, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu działał kamieniołom. Drogi hotel, apartamenty do wynajęcia lub kupna, przystań jachtowa, Beach Bar z basenem, spa i ekskluzywne butiki. Całość ma postać takiego małego zamkniętego miasteczka.

Sistiana – Portopiccolo – przerwa kawowa

W Portopiccolo napotkaliśmy w końcu upragnioną działającą kawiarnię. Małgosia była w swoim żywiole. Jakiś czas temu odkryliśmy, że z całego tego zwiedzania i podróżowania najbardziej lubi wszelkiego rodzaju przystanki a najmniej przemieszczanie się z miejsca na miejsce. Dokazywała na kanapie, kotłasiła się w poduszkach, wcinała kanapkę z żółtym serem (podstawa wycieczkowego prowiantu), wyjadała mi truskawki z babeczki i … gwiazdorzyła! O panie, jak nam dziecko w tych Włoszech gwiazdorzy! Prawda jest taka, że mało kto tu przechodzi obok Małgosi obojętny. Na porządku dziennym są zachwyty przechodniów, ochy i achy pań w sklepach, uśmiechy i zaczepki w kawiarniach. Z początku obawialiśmy się, że tego typu interakcje będą skutkować jednym wielkim płaczem, ale nie … o ile wszystko dzieje się na bezpieczną odległość i na Małgosi zasadach, nasze dziecko „flirtuje” z otoczeniem na całego. Uśmiechy, zawstydzenia, machanie, nawoływanie, zabawa w „a kuku” – pełen asortyment. A jak ktoś nie jest wrażliwy na słodycz naszego dziecka, spotka go za to surowe zburmuszenie 😀 Tak więc Małgosia w Portopiccolo czuła się jak ryba w wodzie (na piękne oczy dostała nawet gratisowe maślane ciasteczka). Oby tylko jej podróżnicze wymagania nie poszybowały do tamtejszych standardów, bo rodzice nie dadzą rady 😛

Autor

2 komentarze

  1. Nasza najmłodsza podróżniczka podbija nasze serca od chwili swoich narodzin, więc nie dziwi fakt, że wzbudza zachwyt wśród innych ludzi… Pozdrawiamy cieplutko całą waszą trójkę.

  2. Super, że przestało padać! Słyszałam, że Włosi generalnie bardzo lubią dzieci a tu się trafił taki słodziak i w dodatku blondyneczka. Nic dziwnego, że nikt nie przechodzi koło naszej Stokrotki obojętnie. Dużo słoneczka życzę i ściskam całą rodzinkę bardzo mocno.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.