Dzisiaj przywitały nas chmury … i pan koszący trawę. To naburmuszona Francja przeczuwała koniec naszych wakacji. Dobrze, że potem zobaczyła, że wyjeżdżamy dopiero jutro i rozpogodziła się na resztę dnia 🙂

Postanowiliśmy dzisiaj już nigdzie nie jeździć i nie zwiedzać, tak żeby ten dzień nie wymęczył nas za bardzo. Przed nami bowiem dwa dni podróży, na które trzeba mieć siłę. Sprawiliśmy więc sobie kolejny leniwy piątek i to na prawdziwym wypasie. Rozpoczęliśmy od super śniadanka. Poza obowiązkową bagietką, kawą i herbatą na naszym kempingowym stoliczku znalazł się serek pleśniowy, pomidor, kawałki wędzonej wędliny a na deser dwie tarteletki z kremem budyniowym o smaku limonki. Wszystko pyszne i francuskie!

Następnie postanowiliśmy skorzystać – pierwszy raz! – z tutejszego kempingowego basenu. Mieliśmy to szczęście, że przez większość czasu byliśmy na nim sami, tak jakby specjalnie dla nas cała rozbawiona dzieciarnia, która zawsze od punkt 9:30 czyha na otwarcie basenu, postawiła dzisiaj na inny rodzaj rozrywki. Słoneczko grzało a woda była bosko chłodna.

Tak jak za dnia nie czuć było zbliżającego się końca wakacji tak popołudniem nie mogliśmy się już dalej tak oszukiwać. Najpierw przyszła pora na ostatnie zakupy w naszym ulubionym Géancie Cassino, gdzie razem z zapasem croissantów na drogę nabyliśmy fantastyczne dwa komplety sztućcy – jedne z uchwytami limonkowymi, drugie z fioletowymi 😀 Jak to przywożone pamiątki z wakacji zmieniają się z wiekiem ;P Potem tankowanie (szkoda, że nie ostatnie ;P) i ostatni obiad na naszej kempingowej kuchence (wzbogacony o kawałki prawdziwego pieczonego kurczaka i pieczarki – a co!) by po raz kolejny zacząć uskuteczniać sztukę pakowania. Żałujemy tylko, że nie dane nam było zobaczyć morza po raz ostatni. Mieliśmy w wieczornych planach wino, bagietkę i nieco śmierdzący serek pleśniowy na naszym ulubionym tutejszym bulwarze, niestety przy płaceniu za kemping Pani Właścicielka zabrała nam klucz do bramy, która zamykana jest prawie po dobranocce. Nie chcieliśmy ryzykować spania poza namiotem 😉

Jutro rano ruszamy w drogę powrotną. Nieco spłukani, niesamowicie szczęśliwi i zadowoleni z naszych wakacyjnych dwóch tygodni no i trochę smutni, że wszystko co dobre kiedyś się kończy za cel obieramy Wiedeń. Tam nocleg a w niedzielę wieczorem zaśniemy już we własnym łóżku.

Autor

2 komentarze

  1. Za każdym razem, gdy prezentujecie coś do schrupania, mam ochotę wgryźć się w monitor. jakie to śliczne i z pewnością wyborne, bo na ile Was znam nie skusilibyście się na byle co :-). Wielka szkoda, że Wasze wakacje dobiegają końca, bo tym samym moje wirtualne również się kończą. Dziękuję za każdą wycieczkę, która obfitowała w piękne widoki, niezapomniane smaki i niepowtarzalne aromaty. Szerokiej drogi i … do następnego wpisu!

  2. Misiu nawet twój kostium kąpielowy pasuje do tych wszech obecnych niebieskości. Pozbawiona urlopu w tym roku ,dzięki waszemu blogowi mogłam przenieść się w rzeczywistość, o której miałam tylko mgliste pojęcie. Do zobaczenia w Lublinie.

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.