„Jeśli plażowanie to tylko w Lido di Noto” przypominam sobie jakiś losowy komentarz z Internetu. Na półmetku wakacji zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy za sobą tylko jedno taplanie się w wodzie, postanawiamy więc to jak najszybciej naprawić.

Lido di Noto - plaża Lido Azzurro Noto - idziemy na "dużą wodę"
Lido di Noto – plaża Lido Azzurro Noto – idziemy na „dużą wodę”

Plaża w Lido di Noto zachwyca nas wszystkich. Ciągnąca się po horyzont, o złotym drobniutkim piasku, piaszczystym dnie, łagodnym zejściu do wody i płyciźnie ciągnącej się tak długo, że na rękach taty Małgosia może dotknąć bojki. Dla wygody wypożyczamy leżaki na prywatnej Lido Azzuro Noto, ale Internet głosi, że i na publicznej części można za darmo korzystać z toalet czy pryszniców. Robimy babki z piasku, przelewamy wodę foremkami, skaczemy przez fale i tarzamy się w piachu. Z tego miejsca dziękuję mej przyjaciółce Adze za wszystkie książki na Kindle, których absolutnie tu nie przeczytam 😀 . Małgosia uznaje, zapewne słusznie zresztą, że na wakacjach robimy wszystko całą rodziną i jak jest pora zabaw piasku to nie czytania a jak czytania to… Kici Koci 😀

Noto - Corso Vittorio Emanuele - widok z kościoła Chiesa di San Carlo
Noto – Corso Vittorio Emanuele – widok z kościoła Chiesa di San Carlo

Około 16tej zapakowaliśmy się z powrotem w samochód i po 15 minutach jazdy w głąb wyspy dotarliśmy do miasteczka Noto. Nie zabawiliśmy tam długo, ale wystarczająco by stwierdzić, że Noto absolutnie wygrywa w kategorii najbardziej naszpikowanego zabytkami kilometra ulicy. Corso Vittorio Emanuele to główna arteria miasta. Zaczyna się bulwarem porośniętym drzewami, następnie monumentalna brama Porta Reale stanowi wejście do jej zabytkowej części, gdzie na odcinku zaledwie 800 metrów przecina aż trzy place z kościołami. Piękno Noto okupione jest tragedią, którą było trzęsienie ziemi w 1693 roku. Wcześniej miasto leżało około 12 km na południe od dotychczasowej lokalizacji. Po całkowitym zniszczeniu znaleziono bardziej sprzyjający obszar do jego odbudowy. Tym razem również nie obyło się bez dramatu. W 1996 roku, w wyniku błędu konstrukcyjnego (czy też braku konserwacji, bo różne źródła różnie prawią) zawaliła się kopuła i część wnętrz Katedry San Nicolo (na szczęście stało się to późną nocą i nikt nie ucierpiał). Prace nad jej odbudową rozpoczęły się dopiero po czterech latach i zakończyły w 2007 roku.

Dzień kończyliśmy przy przepysznej granicie w kawiarni przy Corso Vittorio Emanuele (choć czas oczekiwania na kelnera ktoś w opiniach Google słusznie nazwał „biblijnym”). Podróż do domu trwała 40 minut, które Małgosia o dziwo spędziła kontemplując jazdę – aż mogłabym się do tego przyzwyczaić 😀  .

Autor

1 komentarz

  1. Dzień można podsumować , znalazło się wszystko dla ciała i dla ducha. No i ta „duża woda” z piękną plażą, bezcenne! Życzę dalszych równie udanych. Ściskam was wszystkich ale najmocniej Małgorzatkę!

Napisz komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.