Wczesnym rankiem obudził mnie deszcz … Odgłos kropel uderzających o tropik zdawał się mówić „rusz się i schowaj chociaż ręczniki”. Wszechogarniająca ciemność (bo było jeszcze przed wschodem słońca) i ciepełko namiotu nie pozwoliło mi się jednak ruszyć i zasnęłam ponownie w nadziei, że deszcz ustanie. Kolejną pobudkę zgotowali nam już „sąsiedzi” z sąsiednich poletek. Włoskie dyskusje o 7 rano, biegająca i wrzeszcząca dzieciarnia … No cóż, nasz aktualny kemping to nie opustoszały Calik, gdzie w około nie było prawie nikogo 😉

Wynurzyliśmy się z namiotu kilka minut po 8 i próbowaliśmy odszyfrować dzisiejszą pogodę. Część nieba niebieska a na horyzoncie chmury. Pełni nadziei, że błękit zwycięży szarość, postanowiliśmy po śniadaniu wsiąść w Leona i udać się w kierunku Palau – miejscowości oddalonej zaledwie o kilka kilometrów.

Targ w PalauPalau jest znana głównie z tego, że można w niej wsiąść na prom i udać się na Archipelag Magdaleny – absolutnie obowiązkowy punkt sardyńskich wakacji. Wprawdzie dziś nie planowaliśmy aż tak zaawansowanej wycieczki, jednak chcieliśmy zobaczyć miasteczko i poszukać jakiejś przyjemnej plaży na uskutecznienie leniwego dnia, tak zasłużonego po wczorajszych samochodowych podróżach. Spacer w poszukiwaniu lodziarni (co w czasie sjesty okazało się czynem awykonalnym) zaprowadził nas na targ tuż przy porcie gdzie feeria zapachów i barw kusiła z każdego straganu. Najbardziej upodobaliśmy sobie stragany owocowo-warzywne a także te z serami i wędlinami. Wszystko pachniało tak oszołamiająco, że byliśmy na serio bliscy kupienia takiego kilkukilogramowego krążka pecorino w celu przytachania go do Polski 😉

Punkt informacji turystycznej napotkany po drodze zaowocował planem miasta jak i planem pobliskich plaży. Nasz wybór padł na Porto Faro – kameralną i urokliwą plażę w obrębie miasta. Kilka następnych godzin spędziliśmy bycząc się na ciepłym piasku z niedowierzaniem, że jeszcze rano wkładaliśmy na stopy mokre od deszczu japonki.

Autor

2 komentarze

  1. Słońce, którego Wam rano zabraklo (ale na szczęście – jak wynika z opisu był to stan przejściowy) pewnie przywędrowalo do Lublina bo w Lublinie od wczoraj piekna , słoneczna i ciepła pogoda. NIe mamy wprawdzie takich pięknych widoków jak na Waszych fotkach , ale gdy się pracuje to nie jest to najważniejsze, a czasem wręcz przeszkadza w pracy bo myśli się nie o tym co trzeba. Korzystajcie więc z uroków urlopu , bo urlop to niestety też stan przejściowy. Życzymy pogody i dalszych wspaniałych wrażeń.

Napisz komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.