W drodze na majówkę przydarzył nam się krótki przebłysk słońca. Aga napisała mi wtedy „Widzisz Misiu to niebieskie niebo? Zapamiętaj ten widok, prędko się nie powtórzy”. Jak już wiecie, były to prorocze słowa, jednak przez te wszystkie mokre dni kurczowo trzymałam się nadziei, że sobota nam je wszystkie wynagrodzi.

Plan na taką ewentualność mieliśmy z Michałem sprecyzowany już dawno. Jakiś czas temu natrafiliśmy w internecie na wpis poświęcony zamkom w Polsce. Ze zdumieniem stwierdziliśmy, że o części z nich nie mieliśmy bladego pojęcia a jeśli nawet reszta obiła nam się kiedyś o uszy, to i tak nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego jak fantastyczne są to miejsca. Cudze chwalicie, swego nie znacie! Stanowczo za rzadko wybieramy Polskę w naszych podróżach. Skoro więc sobotnie słońce rozpieszczało od rana a Zamek Książ w Wałbrzychu leżał zaledwie godzinę jazdy samochodem od Łomnicy, nie mogliśmy przepuścić takiej okazji.

Zamek Książ w Wałbrzychu

Wszystkie drogowskazy mówiły, że zamek jest tuż tuż a nigdzie nie było go widać. W pamięci mieliśmy zdjęcia, w których majestatycznie górował nad koronami drzew, ze zniecierpliwieniem czekaliśmy więc aż wyłoni się zza któregoś zakrętu. Nic takiego nie miało miejsca. Podjechaliśmy pod samą bramę. Od frontu wyglądał dość skromnie, ale to tylko pozory. Wystarczyło obejść go w okół lub udać się na pobliski punkt widokowy, by zobaczyć Książ w całej krasie. Trzeci największy zamek w Polsce.

Zdecydowaliśmy się na zwiedzanie z przewodnikiem. Nie wiem czy wszyscy przewodnicy są tam tak fenomenalni, ale nasz zdecydowanie był. Sprawnie żonglował faktami historycznymi i informacjami z dziedziny architektury czy sztuki, wplatając pomiędzy nie różne ciekawostki i smaczki, których na próżno pewnie szukać gdzie indziej. Wielka szkoda, że nie spisywałam tego wszystkiego na bieżąco. Postaram się jednak pogrzebać nieco w czeluściach mej pamięci, być może coś się jeszcze tam ostało 🙂

  • Sprawy miłosne rodziny Hochbergów, która najdłużej (bo aż przez 3 wieki) była w posiadaniu zamku są jak żywcem wyjęte z „Dynastii’ czy innej „Mody na sukces”. Jan Henryk XV Hochberg pojął za żonę Marię Teresę Cornwallis-West (zwaną również księżną Daisy), przedstawicielkę zubożałej szlachty angielskiej. Ślub odbył się w Londynie, gdzie błogosławieństwa udzielała parze sama królowa Wiktoria. Małżeństwo doczekało się trzech synów. Po ponad 30 latach Jan Henryk wymienił Daisy na młodszy model rodem z gorącej Hiszpanii i w wieku 64 lat pojął za żonę 27-letnią Klotyldę de Silva y Gonzales de Candamo. Można się tylko domyślać cóż takiego Klotyldzie podobało się w Janie 😛 , jednak z pewnością od chwili gdy zamieszkała na zamku Książ, najbardziej zaczęła cenić w nim … jego najmłodszego syna Bolka, z którym nawiązała płomienny romans. Romans zakończył się rozwodem i … kolejnym ślubem, tym razem Klotyldy i Bolka. To wszystko oczywiście w wielkim uproszczeniu. Warto na koniec wspomnieć, iż skandal zaowocował przedłużeniem rodu. Bolko Konstanty, ostatni żyjący wnuk księżnej Daisy, mieszka na stałe w Monachium i ponoć czasem odwiedza Zamek Książ. Niestety nie doczekał się męskiego potomka, któremu będzie mógł przekazać tytuł.
  • W czasie II wojny światowej III Rzesza rozpoczęła prace mające przeistoczyć zamek na twierdzę dla Adolfa Hitlera. Pod ziemią wydrążono tunele, schron a także 40-metrowy szyb windowy, z którego winda zaginęła w latach 50-tych i nikt do tej pory nie wie co się z nią stało. I tu ciekawa historia. Któregoś dnia, po zakończonej wycieczce, do naszego przewodnika podszedł jeden z turystów i powiedział, że jest emerytowanym pracownikiem Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie i jego zdaniem zaginiona winda funkcjonuje tam po dziś dzień jako winda techniczna. Biorąc pod uwagę, iż PKiN był budowany w latach 50-tych, to kto wie …
  • Sala balowa została pierwotnie zbudowana na planie ośmiokąta a jej zwieńczenie stanowiła ozdobna kopuła. Działania III Rzeszy przekształciły ją w prostokąt ze zwykłym sufitem. Zabytkowe sklepienie pozostaje jednak wciąż na miejscu (przykryte tym nowym sufitem) i czeka na lepsze czasy lub hojnego darczyńcę. Dopóki nie dociera tam słońce ani wilgoć, nic złego mu się nie dzieje. Samą salę z przyległościami można sobie komercyjnie wynająć na weselę lub studniówkę. Ponoć opcja ta cieszy się dużym zainteresowaniem. Takim, iż parkiet w sali jest wymieniany trzy razy do roku.
  • Jednym z prezentowanych „eksponatów” było gniazdo odkurzacza centralnego zamontowane tam już w latach 20-tych XX wieku.
  • Pod koniec XVIII wieku Książ był zamkiem bardzo nowoczesnym jak na tamte czasy. Niestety jak na złość modne było wówczas posiadanie „nieruchomości” rodem ze średniowiecza. Rodzina Hochbergów, zamówiła więc wybudowanie romantycznego zamku w stylu gotyckim 🙂 Tak powstał Stary Książ, który z czasem przekształcił się w atrakcję turystyczną. Jak dobrze pamiętam, był to jeden z pierwszych zamków na świecie udostępnionych za opłatą do komercyjnego zwiedzania.
Zamek Książ w Wałbrzychu – sala Maksymiliana

Zamek Książ wywarł na nas olbrzymie wrażenie. Wielka szkoda, że z jego zabytkowych wnętrz zachowało się tak niewiele. Po dewastacji dokonanej przez III Rzeszę, wojska radzieckie czy w końcu po latach niszczenia, gdy zamkiem nie interesował się nikt poza szabrownikami, to cud, że jest tam w ogóle co oglądać. Wiele wywiezionych eksponatów ocalało. Rozproszone po całym świecie znajdują się w prywatnych rękach lub nawet innych muzealnych zbiorach. Ponoć jest ich cały katalog. Niestety najczęściej są nie do odzyskania.

Stado Ogierów Książ – w boksie z klaczami i źrebakami

W sąsiedztwie zamku znajduje się jeszcze jedna atrakcja, której nie mogliśmy przegapić – Stado Ogierów Książ. W zabytkowych zabudowach stajennych, za niewielką opłatą, można odwiedzić mieszkające tam konie a niektóre nawet pogłaskać! Pierwszy budynek, do którego weszliśmy stał się od razu moim faworytem. Po odwiedzeniu wszystkich pozostałych, nie mogłam sobie odmówić by przed odjazdem jeszcze raz do niego wrócić. W jednej części, w boksach po dwóch stronach, mieszkają klacze. Druga oddzielona jest prowizoryczną barierką, boksy nie mają drzwi a przejście między nimi zasypane jest sianem. W tej części mieszkają klacze ze swoimi dziećmi. Leżące lub dokazujące na sianku maluchy czynią z tego miejsca prawdziwe źrebięce przedszkole 😀 Część koni niespecjalnie zwracała na nas uwagę. Pewnie po dziurki w nosie miały zaczepiających je turystów. Część jednak okazała się prawdziwymi łasuchami na mizianko i gdy tylko przerywało się pieszczoty, potrafiły znacząco dopominać się o swoje.

Voilà! Tak wyglądała nasza majówkowa sobota. Na naszym zamkowym koncie mamy już zwiedzony pierwszy polski zamek! Teraz trzeba będzie zobaczyć wszystkie pozostałe 😀

Autor

Napisz komentarz